• facebook
  • rss
  • Śmierć w pigułce

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Ból i samotność – oto, co zostaje amatorom mocnych wrażeń.

    Po premierze „Dopalaczy” na scenie Teatru Kamienica jestem już tego pewna: to jedyny teatr konsekwentnie realizujący swoją misję. Pełny tytuł spektaklu brzmi: „Dopalacze. Siedem stopni donikąd”. Nie mamy więc wątpliwości, jakie jest przesłanie przedstawienia. Tekst powstał z inicjatywy Justyny Sieńczyłło, która sama, mając dwóch dorastających synów, obserwuje otaczającą rzeczywistość i z przerażeniem odnotowuje obojętność rodziców, pedagogów i stróżów prawa wobec narastających zagrożeń.

    Scenariusz napisali, dozując napięcie, Justyna Bargielska i Wawrzyniec Kostrzewski, który sztukę wyreżyserował. Tym razem podjął się zadania niełatwego. Edukacyjne przesłanie i alarmistyczny ton, jaki musiał się pojawić w tekście prowadzącym do tragicznego finału, trzeba było wyważyć. Bo niby wszystko wiemy, a jednak przekazywane w perfidnej otoczce kłamstwa zagrożenie śmiertelnego niebezpieczeństwa, „legalnie” dostępnego na rynku, burzy krew. Rosyjska ruletka naszych czasów. Na scenie troje aktorów: dziewczyna głodna mocnych wrażeń, przerażająco samotna, przypadkowo poznany młody człowiek, który oferuje „pigułkę szczęścia”, i diler, który żyje z uzależniania naiwnych, wchodzących w życie ludzi. Można by na tym poprzestać, ale teraz pojawia się przerażająca analiza skutków owych „legalnych” dopalaczy. Cierpienia, jakich doświadcza młodziutka uczennica, nikogo nie obchodzą. Prócz widza. Gdy błaga mamę, by zwolniła się z pracy i zawiozła ją do szpitala, niestety już jest za późno. Olga Sarzyńska w roli Asi gra poruszająco, zaciera granicę między rzeczywistością a fikcją. Zaskakuje liryczna rozmowa chłopaka z Asią, która pyta, czy ktoś kiedyś mówił mu, że go kocha, i czy mamę i tatę łączyła miłość. Potem pozostają już tylko oskarżenia świata egoistów, świata, w którym można zaistnieć tylko przez skandal i negację. Na tym tle rodzi się potrzeba środków pozwalających zapomnieć o brudzie, samotności, jałowości egzystencji. To jednak za mało na diagnozę pragnienia substytutu życia. Gdzie i kiedy popełniliśmy błędy? Jak zapobiec pragnieniu niezdrowych doznań, a w konsekwencji pragnieniu śmierci? Spektakl nie epatuje drastycznymi środkami. Projekcje ilustrujące stany wewnętrzne bohaterki sugerują równoległy, nierzeczywisty świat, w który przenosi się Asia. Reszta rozgrywa się między reżyserem a aktorami, aż do dramatycznego przebudzenia. Mam nadzieję, że widzowie odbiorą lekcję gorzką, ale oczyszczającą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół