• facebook
  • rss
  • Czasem ostatni raz w życiu…

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    Powołanie do kapłaństwa odkrył po tym, gdy już został chirurgiem. Matka Boża upominała się o niego, a potem o szpitalną kaplicę, gdzie przez całą dobę adorowany jest Jej Syn.

    Ksiądz Maciej Arkuszyński do seminarium trafił przez jezuicki nowicjat. Wcześniej jednak, w 1981 r., rozpoczął studia na wydziale lekarskim w Łodzi. Odbył staż i zdobył pierwszy stopień specjalizacji chirurgicznej. Studia i pierwsze lata pracy były ciężkie, więc wytchnienia szukał… przed Najświętszym Sakramentem w kościele przy ul. Sienkiewicza, gdzie trwała całodzienna adoracja. – Nie byłem przesadnie religijny. Ale wtedy zaangażowałem się w duszpasterstwo akademickie salezjanów. Zetknąłem się z Odnową w Duchu Świętym, pojechałem na oazę. Odkryłem modlitwę, a potem przez książki zainteresowałem się przesłaniem Matki Bożej Królowej Pokoju z Medziugorje – mówi ks. Maciej Arkuszyński. Gdy po 4,5 roku pracy zamierzał zdobyć drugi stopień specjalizacji w chirurgii naczyniowej, nieoczekiwanie wezwał go proboszcz z rodzinnej parafii. – To było po pogrzebie mojej babci, w Piotrkowie Trybunalskim. Mało mnie znał, bo w młodości wybierałem raczej kościoły jezuitów albo bernardynów. Powiedział tylko: „Słuchaj, młody człowieku, myślę, że powinieneś zostać kapłanem”. Było święto Świętej Rodziny.

    Dostępne jest 24% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół