• facebook
  • rss
  • Po drugiej stronie lustra

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    Spektakl „Alicja w Krainie Czarów” bombarduje nas pomysłami, od których może się zakręcić w głowie.

    Powieść Lewisa Carolla „Alicja w Krainie Czarów” jest najczęściej wystawianą w teatrze, ekranizowaną i czytaną powieścią dla dzieci na świecie. A co najciekawsze, jej autor to angielski matematyk, a więc ktoś, kto raczej nie zajmuje się czarami. Co więc w nas jest takiego, że chcemy zobaczyć, co jest po drugiej stronie lustra? Czy naprawdę wierzymy, że znajdziemy tam świat niepodobny do naszego? W 1915 r. Teatr Roma wystawił swoją, naturalnie muzyczną, wersję „Alicji w Krainie Czarów”, w marcu 2017 r. przeniósł „Alicję” na scenę Teatr Syrena. A że w 2015 r. minęło 150 lat od pierwszego książkowego wydania, łatwo się domyślić, że spektakle w Romie i Syrenie są kroplami w morzu licznych inscenizacji. Każdy reżyser ma na ten tekst własny pomysł. „Alicja” wystawiana w Teatrze Syrena śni swoją podróż po tajemniczej rzeczywistości.

    Nasza Alicja raz jest małą, naiwną dziewczynką, a kiedy indziej ciekawskim podlotkiem, który chce zajrzeć w każdy kąt fantastycznego świata zamieszkałego przez takie stwory jak Biały Królik, Zaczarowana Mysz, Suseł, Marcowy Zając, Prosiak, Gąsienica czy Szalony Kapelusznik. Każda z tych postaci stworzona jest wyobraźnią Alicji tej malutkiej i tej większej. Bo w Syrenie są aż trzy Alicje. Nie zdążymy się jeszcze zaprzyjaźnić z małą Alicją, a już zadziwia nas swoją odwagą, ba, nawet tupetem, duża, pokonująca wszelkie bariery. Ta wędrówka Alicji to próba poznania siebie w mirażach sennych. Czy inscenizatorki, w tym reżyserka Magdalena Miklasz, dodają coś od siebie do tekstu „Alicji”? Nie dałabym głowy. We śnie wszystko jest możliwe. Każdy sen Alicji to inna estetyka, co ma walor edukacyjny. Inspiracją miał być rozbuchany plastycznie film Tima Burtona. Czysta przestrzenna dekoracja to znakomite tło dla prezentacji stworów zamieszkujących sny Alicji. Ale tu już jest gorzej. Zdeformowane formalnie zwierzaki czy okrutna Królowa Kier przekraczają granice estetycznej poprawności. Najważniejsze, że dziecięca widownia bawi się świetnie. Największym walorem spektaklu jest oryginalna muzyka Gaby Kulki. Myślę, że Francuzi skwitowaliby wielość pomysłów słowami „Embarras de richesse”. Może rzeczywiście przydałoby się więcej dyscypliny?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół