Nowy numer 16/2018 Archiwum

Relikwia ocalałego brata

Wymiera pokolenie, które zna tę zbrodnię z rodzinnych opowieści. – Jeśli nie przekażemy patriotycznego ducha młodym, pamięć o „wileńskim Katyniu” zaginie – mówi Maria Wieloch, prezes Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”.

O tym, co wydarzyło się w Ponarach, w domu państwa Węsławskich specjalnie się nie mówiło. Do podwileńskiego lasu, gdzie został rozstrzelany jego ojciec Stanisław Węsławski, Jerzy pojechał tylko raz. I więcej do tematu Ponar nie chciał wracać.

Doły śmierci

Kiedy w Wilnie aresztowano Stanisława Węsławskiego, konspiracyjnego prezydenta miasta, Jerzy Węsławski miał 16 lat. Wszyscy już wiedzieli, że z wileńskiego więzienia na Łukiszkach, podobnie jak z katowni na Rakowieckiej – nie wracało się żywym. Tak było i tym razem. W nocy z 1 na 2 grudnia 1942 r. wywołano Stanisława z celi „z rzeczami”. Zmienił się na twarzy i powiedział: „To już koniec”. Więźniów z wileńskich Łukiszek wywożono ciężarówkami do pobliskiej miejscowości Ponary. Tam rozebranych do naga rozstrzeliwano. W dołach śmierci leżeli jeden na drugim patriotyczni działacze: żołnierze wileńskiej AK, dyrektorzy teatrów, profesorowie, duchowni, inteligencja wileńska, patriotyczna młodzież, głównie ze Związku Wolnych Polaków. Szacuje się, że w latach 1941–1944 Niemcy, rękami Litwinów, zamordowali ok. 100 tys. obywateli II RP, w tym 70 tys. Żydów. – Wcześniej nie poruszaliśmy z mężem tego drażliwego tematu, ale zdecydowaliśmy się powrócić do rodzinnej historii – wspomina Marquita Węsławska, której teść zginął w Ponarach.

Ponarski Krzyż

Z inicjatywy państwa Węsławskich, dzięki pomocy państwowych instytucji i zaangażowaniu wilnian, na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w 1997 r. stanął Ponarski Krzyż – pierwszy w Polsce pomnik postawiony po 56 latach od zbrodni. Na nim kapliczka z wizerunkiem Matki Bożej z Ostrej Bramy, obok głaz z napisem „Ponary” i tablica informująca o zbrodni. Co roku około 5 lub 12 maja – dla uczczenia pierwszych pomordowanych – młodzieży wileńskich szkół – w stolicy obchodzony jest Dzień Ponarski. Pod Krzyżem na Cmentarzu Powązkowskim spotykają się wówczas bliscy ofiar, członkowie Stowarzyszenia Rodzina Ponarska, Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, przedstawiciele władz i instytucji państwowych oraz nieliczni mieszkańcy Warszawy. – Co roku jest nas mniej. A informacji o mordach na wileńskiej inteligencji i młodzieży nie ma w szkolnych podręcznikach – ubolewa Maria Wieloch, prezes Stowarzyszenia Rodzina Ponarska.

Pamięć brata

Co roku pod Krzyż Ponarski przychodzi 89-letni Romuald Mietkowski. Kiedy w Warszawie nie było jeszcze miejsca pamięci, jeździł do Wilna. W Ponarach, wraz z 41 uczniami Gimnazjum im. Adama Mickiewicza, został rozstrzelany jego brat Czesław. Drugiego brata litewskie gestapo wywiozło do łagru. – W naszym domu odbywały się tajne zebrania komórki niepodległościowego Związku Wolnych Polaków, zrzeszającego środowisko wileńskiej młodzieży. Ja byłem tzw. czujką – krążyłem wokół domu i obserwowałem, czy nikt nas nie szpieguje – wspomina R. Mietkowski. Dlaczego nie został wtedy aresztowany? Sam nie wie. Odkąd skończyła się wojna, nosi w sobie tę tajemnicę. Jak relikwię przechowuje odbitą na ksero decyzję o ich rozstrzelaniu. – Moim wielkim marzeniem jest, by w Warszawie powstała tablica upamiętniająca tragiczną śmierć tych młodych ludzi, którzy nie chcieli poddać się okupacji. Tablice upamiętniające zbrodnię w Ponarach wiszą już w kościele Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu i św. Jacka na ul. Freta – mówi. – Chciałbym, żeby w Warszawie powstało szersze środowisko, które będzie kultywowało tę pamięć. Co roku w prasie zamieszcza nekrolog, własnym sumptem wydrukował książki przybliżające historię zbrodni w Ponarach, które rozdaje młodym przy różnych okazjach.

Światełko pamięci

W uroczystość Wszystkich Świętych pod Krzyżem Ponarskim palą się białe i czerwone znicze. Od niedawna. – Początkowo rozdawaliśmy przechodniom same ulotki, ale ludzie niezbyt chętnie je brali. Od trzech lat rozdajemy znicze z prośbą o uczczenie pamięci pomordowanych – mówi Barbara Witkowska, inicjatorka akcji „Światełko pamięci”. W akcję Stowarzyszenia Rodzina Ponarska włączyło się Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej. To jednak kropla w morzu potrzeb. Bohaterowie z Ponar zasługują na godną pamięć tak samo jak warszawscy powstańcy, żołnierze wyklęci czy ofiary Katynia. Ale historii, która pociągnie także młode pokolenie, nie da się pisać, stojąc nad otwartym grobem. Współcześni mają swoje lekcje historii: rajdy, historyczne pikniki, gry miejskie, biegi pamięci czy przedstawienia. A tych podczas obchodów Dnia Ponarskiego zdecydowanie brakuje.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma