• facebook
  • rss
  • Bóg zdjął jarzmo

    dodane 13.07.2017 00:00

    O łzach radości i owocach piątej edycji rekolekcji „Jezus na Stadionie” mówi ks. Rafał Jarosiewicz.

    Agata Ślusarczyk: Od rekolekcji „Jezus na Stadionie” minęły niecałe dwa tygodnie. Są już pierwsze świadectwa?

    Ks. Rafał Jarosiewicz: Nie wiem, nie zdążyłem jeszcze sprawdzić skrzynki mailowej biura. Zaraz po „stadionie” pojechałem na rekolekcje dla kapłanów, a potem na warsztaty posługi charyzmatycznej. Po każdej edycji dostajemy ich dziesiątki, niektórzy do nas dzwonią, inni mówią je w swoich wspólnotach.

    – Sześć osób zacznie chodzić, 98 małżeństw pocznie dziecko – mówił o. John Bashobora, a internet aż huczał od komentarzy, i to wcale nie pozytywnych. Narodowe niedowiarstwo?

    Ojciec John prosił, by ludzie na znak, że zostali uzdrowieni, podnosili ręce. Niektórzy czuli ciepło, inni poruszenie serca lub przypływ mocy, żeby wstać z wózka. Sam byłem świadkiem czegoś takiego. Natomiast wiem, że na o. Johna, kiedy podaje konkretne liczby, wylewa się fala hejtu i szyderczy śmiech, także środowisk katolickich. O prawdziwości jego proroczych słów świadczą nadsyłane świadectwa, niektóre opatrzone lekarskim zaświadczeniem. Nie liczymy ich co do jednego, cieszy każde zdjęcie noworodka.

    Wystarczyło jednak przejść się po stadionie, by cuda zobaczyć na własne oczy. Kapłani spowiadali nawet przy stoiskach z zapiekankami…

    Najwytrwalsi rozgrzeszali 10 godzin. W sumie spowiadali 1,5 tysiąca godzin…To jeden z największych cudów. Tym bardziej że prosiliśmy, by przyjść na rekolekcje w stanie łaski uświęcającej. Kolejki ustawiały się także do przyjęcia szkaplerza.

    Pytam o doświadczenie ze stadionu, słyszę – Marcin Zieliński. Po rozmowach z ludźmi mam wrażenie, że wielu katolikom w pięty poszło jego nauczanie.

    Do tej pory spływają do nas e-maile z podziękowaniem za jego nauczanie. Ono porwało dziesiątki wspólnot do tego, żeby zacząć się modlić i robić coś dla Boga, porwało bardzo wiele letnich osób do zaangażowania w Kościół. To głoszenie pomogło im zrobić krok w kierunku dojrzałej wiary.

    Skąd pomysł, żeby rozszerzyć grono prelegentów?

    Nie jest wykluczone, że podczas kolejnych rekolekcji nauczania będą głosić tylko Polacy. Od pierwszej edycji jest dla nas ważne, by modlić się i pytać Boga o to, jak to spotkanie ma wyglądać.

    Jak wyglądało ono w tym roku?

    Scena główna była w kształcie Polski, nad którą królował krzyż. Z naszej ojczyzny wyjdzie iskra, „która przygotuje świat na przyjście moje” – mówił Pan Jezus s. Faustynie. Modliliśmy się za Europę, za świat, szczególnie o bezpieczeństwo w kontekście tego wszystkiego, co się działo i dzieje się na świecie. Poza tym Bóg bardzo jasno wskazał nam na Maryję. Matka Boża to pierwsza charyzmatyczka, która zaniosła innym Jezusa. Pierwsza kobieta, z której wzoru otwarcia się na Ducha Świętego możemy czerpać. Wprowadzenie na stadion kopii jasnogórskiego obrazu przypomina nam, że Matka Boża jest z nami w wielowiekowej historii i tradycji. Zawierzenie Maryi nas i naszych narodowych spraw, którego dokonał abp Henryk Hoser, to bardzo ważny znak czasu. Jesteśmy jako naród bardzo głęboko w sercu Kościoła – Matki. W tym roku mija 50 lat od koronacji obrazu w Licheniu, 300 od koronacji na Jasnej Górze, 140 lat od objawień w Gietrzwałdzie.

    W tym roku nie udało się zapełnić całego stadionu. Na rekolekcje przyszło 35 tys. osób. W poprzedniej edycji – 40 tys. Za pierwszym razem – 60 tys.

    Zapytałem Pana Boga, dlaczego stadion nie był wypełniony aż po brzegi, do końca. I usłyszałem na modlitwie osobistej taką odpowiedź: „A kto ci powiedział, że nie był”. I zamarłem. Przecież ja tych kilkudziesięciu tysięcy ludzi nie widziałem na trybunach. Wiele miejsc było pustych. I wtedy podszedł do mnie dziennikarz telewizji Salve TV i powiedział, że śledziło nas na bieżąco 70 tys. osób, poprzez Dobre Media – 40 tys., a zdjęcie, na którym widać, jak arcybiskup Henryk Hoser całuje kopię jasnogórskiej ikony, zaraz po wrzuceniu do internetu miało 50 tys. odsłon. Bóg patrzy inaczej niż ja. Moja pełnia nie jest pełnią Boga.

    Publicznie powiedział Ksiądz, że organizatorzy nie są w stanie pokryć kosztów.

    Drugie pytanie, które zadałem Bogu, całkowicie mnie wzruszyło i wręcz doprowadziło do łez. Zapytałem: dlaczego na dwa tygodnie przed „stadionem” mieliśmy 700 tys. długu, a w dzień rekolekcji 500 tys.? I ponownie usłyszałem w sercu taką odpowiedź: „Zdjąłem z was jarzmo oskarżeń, że robicie to dla pieniędzy”. I rozpłakałem się. Powiedziałem wówczas: „Panie, to jest najpiękniejsze, co mogłem usłyszeć”. Ludzie zaczęli do nas przychodzić i deklarować swoją pomoc finansową.

    Inicjatywa „Jezus na Stadionie” rozeszła się po całej Polsce. Ojciec John mówił nawet, że wyjdzie poza nasze granice.

    Od pięciu lat organizujemy spotkania, których celem jest pogłębianie modlitwy uwielbienia. W wielu miejscach organizowane są podobne rekolekcje, powstają nowe wspólnoty, domy modlitwy. Wiele grup na nowo odrodziło się w kontekście tego stadionowego spotkania. W praskiej katedrze w każdą drugą niedzielę miesiąca organizowane są modlitewne czuwania „Jezus na Stadionie”, które są kontynuacją tych rekolekcji. Jesteśmy otwarci na Boże plany.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół