• facebook
  • rss
  • Posmakuj Karmelu

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    W kawiarni dudni muzyka, wesołe towarzystwo przy sąsiednich stolikach stara się ją przekrzyczeć. Rozmawiamy o św. Janie od Krzyża, kontemplacji, nocy ciemnej i „płaszczu Maryi”.

    Siostra Magdalena od Męki Pańskiej jest pielęgniarką – pracuje w recepcji przychodni w Śródmieściu. Anna od Jezusa jest bibliotekarką na uczelni, a Krystyna od Trójcy Świętej – z wykształcenia informatyk – kieruje zespołem w dużej firmie. Na co dzień dobrze wiedzą, co to goniące terminy, niezadowoleni klienci, praca po godzinach. W tych życiowych, większych i mniejszych „burzach na morzu”, wiedzą też, Kto jest w stanie je uciszyć. Z głośnego, pędzącego świata, wchodzą do swojej izdebki, gdzie w ciszy, samotności i modlitwie realizują karmelitańskie powołanie.

    Cisza wierci do głębi

    – Byłam kiedyś we wspólnocie charyzmatycznej, głośno uwielbiającej Boga modlitwą i śpiewem, co było bardzo piękne – mówi s. Magdalena Tryuk OCDS, przewodnicząca warszawskiej wspólnoty Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych. – W pewnej chwili poczułam jednak, że to dla mnie za dużo, że Bóg czeka w ciszy. Wiele osób w naszej wspólnocie ma podobne doświadczenia. Naszą drogą jest samotność, chociaż nie żyjemy jak eremici. Mamy rodziny, znajomych, pracę zawodową, codzienne zajęcia… Wszystkie te zadania chcemy spełniać, pamiętając że – zgodnie ze słowami proroka Eliasza i naszym zawołaniem – „Żyje Pan, przed którego Obliczem stoję”. Karmelitańską drogę wybrało 37 świeckich, należących do wspólnoty warszawskiej oraz członkowie pozostałych 12 wspólnot prowincji warszawskiej i 41 – w prowincji krakowskiej. W sumie ponad 1000 osób. Świeckich karmelitów można też spotkać za granicą: w USA, Rwandzie, na Litwie, Łotwie, Ukrainie, Białorusi i Słowacji. Karmelitańska duchowość coraz częściej przyciąga 30-, 40-latków, którzy nie chcą „ślizgać się” po powierzchni życia religijnego, ale zależy im, żeby sięgnąć w głąb. Uczą się wyciszenia, kontemplacji, czytają dzieła mistyków i szukają wsparcia u Matki Bożej w znaku szkaplerza.

    Św. Teresa podaje wiadro

    – Karmelita bez modlitwy usycha – mówi z przekonaniem s. Magdalena. – Od momentu nawrócenia, które przeżyłam 26 lat temu, jest we mnie modlitwa wewnętrzna. Ona z biegiem lat się zmienia, upraszcza. Najpierw była to medytacja fragmentów Pisma Świętego metodą ignacjańską, potem modlitwa brewiarzowa… Nie potrzeba wielu słów. W Karmelu liczy się przede wszystkim trwanie w obecności Bożej. Nic więcej może się nie dziać. Ale jak to osiągnąć? Święta Teresa od Jezusa porównywała modlitwę do pielęgnacji ogrodu. Niedoświadczony ogrodnik musi się bardzo namęczyć, żeby wiaderkami wybierać wodę ze studni i nawodnić każdą roślinę. Praca żmudna, mozolna, a efektów często nie widać. Ten etap modlitwy, która przychodzi z trudem, wymaga wysiłku w skupieniu się, walki z rozproszeniami, uczy jednak wytrwałości, wierności, niezależnie od tego, jak czujemy się na modlitwie i czy zostaje ona wysłuchana. W drugim etapie już nieco zaprawiony ogrodnik otrzymuje pompę. Dzieje się tak w „nadprzyrodzonej modlitwie wyciszenia”, której nie można osiągnąć własnymi siłami czy różnymi technikami koncentracji. Ona jest łaską. Cisza i skupienie są w tym przypadku darem Boga, Jego wyraźnym działaniem. Stają się jeszcze bardziej odczuwalne w sytuacji, gdy woda płynie do ogrodu wprost ze źródła. Wtedy jest ona zaproszeniem i przygotowaniem do całkowitego oddania się Bogu i zjednoczenia z Nim. A kiedy ono nastąpi? Gdy na ogród spadnie rzęsisty deszcz – ogarniający wszystko, docierający do najmniejszych zakamarków. I kiedy zmoknięty człowiek, przeniknięty Bogiem, zaczyna zmieniać się zgodnie z Jego wolą. – Osobom, które do nas trafiają, na początek zalecamy modlitwę przez 15 minut dziennie. Ale niech będą jej wierne. Szczera, nawet krótka modlitwa „wchodzi” w człowieka, z czasem staje się coraz dłuższa, przemienia go, aż wedle definicji św. Teresy – zmienia się w przyjacielską rozmowę z Bogiem, który nas kocha – mówi s. Krystyna Balcer, w warszawskiej wspólnocie odpowiedzialna za początkujących świeckich karmelitów.

    Trzy godziny – to za mało

    Bycie w Świeckim Zakonie Karmelitów Bosych to powołanie, które czasami człowiek odkrywa latami. Dlatego zanim na ręce przełożonych zakonu złoży definitywne przyrzeczenia: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa oraz błogosławieństw, przez sześć lat przygląda się swojemu powołaniu, szlifuje je, poznając duchowość i bogatą spuściznę całej karmelitańskiej rodziny. Kandydat powienien też przyjąć jasno określone w zakonnych konstytucji i statucie obowiązki, a jest ich znacznie więcej niż w innych wspólnotach czy ruchach. Przede wszystkim w miarę możliwości powinien codziennie uczestniczyć we Mszy św., odmawiać modlitwę brewiarzową, robić rachunek sumienia, odprawiać przynajmniej półgodzinną modlitwę myślną lub medytację nad słowem Bożym. W ciągu tygodnia musi też zaleźć czas na adorację Najświętszego Sakramentu i na czytanie duchowe, zwłaszcza Pisma Świętego i dzieł autorów karmelitańskich. W duchu umartwiania i pokuty, pełni uczynki miłosierdzia, zachowuje wstrzemięźliwość od potrwa mięsnych nie tylko w piątki, ale też w środy, soboty oraz w wigilie ważnych dla Karmelu świąt i uroczystości. – Mój początek we wspólnocie zbiegł się w czasie z poważnymi chorobami bliskich mi osób – wspomina s. Krystyna. – Opiekowałam się chorymi, pracowałam i stawiałam pierwsze kroki na karmelitańskiej drodze, co w tej sytuacji nie było łatwe. Zaczęłam rano wstawać godzinę wcześniej. Modliłam się, gdy cały dom jeszcze smacznie spał. To był mój czas z Bogiem. Wtedy namacalnie poczułam moc modlitwy. Kiedy zaczynałam nią dzień, potem wszystko się układało, dawałam radę, byłam silniejsza i spokojniejsza – mówi s. Krystyna. Codziennie świecki karmelita spędza na modlitwie w sumie trzy godziny. I ten czas, a także obowiązkowe spotkania i rekolekcje wspólnoty, musi pogodzić z obowiązkami własnego stanu i życiem rodzinnym (na wstąpienie do trzeciego zakonu potrzebna jest zgoda współmałżonka). – Staram się tak ustawić dzień, codzienne zajęcia, żeby nie zaniedbywać modlitwy – mówi przełożona warszawskiej wspólnoty. – Czasami wracałam z pracy tak zmęczona, że na niej zasypiałam. Ale pilnowałam, żeby to było pół godziny i ani minuty krócej. Bóg czeka na nasz czas dla Niego, ceni nasze trwanie, pragnienie, nawet jeśli przyśniemy – to też jest modlitwa.

    Za plecami mają świętych

    Krystyna Balcer uwielbia czytać św. Teresę od Jezusa, która „jest jak katolicka Hanka Bielicka”. Barwnie opowiada, snuje dygresje, myśli o Bogu ubiera w zdania, które nigdy się nie kończą… Majstersztyk. – Ale pierwszym karmelitańskim świętym, z którym się zetknęłam był św. Jan od Krzyża – mówi. – Kiedyś spowiednik polecił mi wyjazd na kilka dni do karmelitanek bosych. Pojechałam, nie wiedząc nic o Karmelu. W pokoju na półce stały dzieła św. Jana i zaczęłam je czytać, na wyrywki. Potem na naszych wspólnotowych rekolekcjach dowiedziałam się, że trzeba je czytać „od końca”, zaczynając od dzieł poświęconych miłości, a kończąc na „Drodze na Górę Karmel”. Niekwestionowaną ulubioną patronką nie tylko świeckich karmelitów jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus, z jej „Dziejami duszy”, propozycją „małej drogi”, ofiarowaniem się za grzeszników i misyjnym zacięciem za murami klasztoru. – Ze świeckim Karmelem zetknęłam się po swoim nawróceniu, ale wtedy pomyślałam, że to nie jest to, czego szukam. Cztery lata byłam w innej wspólnocie. Po jej rozpadzie, kiedy przeżywałam ogólnie niespokojny czas, poszłam na pierwsze spotkanie przy Racławickiej i już zostałam. Czytałam wtedy dzieła św. Teresy od Dzieciątka Jezus i myślę, że to ona mnie w tej wspólnocie zatrzymała – mówi Anna Wasilewska, która po sześciu latach formacji, wkrótce złoży przyrzeczenia definitywne. Zakon karmelitów, u którego początków stoją świeccy pustelnicy, zamieszkujący w XII w. groty góry Karmel i żyjący na wzór proroka Eliasza, ma dziś 45 świętych i błogosławionych. Wśród nich są wielcy mistycy, męczennicy, doktorzy i odnowiciele Kościoła. Oprócz wspomnianych już: św. Jana od Krzyża, św. Teresy od Jezusa (z Avili) i św. Teresy od Dzieciątka Jezus (Małej Tereski), do zakonnej rodziny należą również: patronka Europy – św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein), św. Rafał Kalinowski, św. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego (Mała Arabka) i coraz bardziej popularna bł. Elżbieta od Trójcy Świętej. W kolejce na ołtarze stoją już m.in. s. Łucja od Jezusa (która otrzymała orędzie Matki Bożej w Fatimie) oraz Polacy: Jerzy Powiertowski z Warszawy, Kunegunda Siwiec, Janina Kierocińska, Maciej Gądek, Marianna Marchocka. – Ktoś może zostać w naszej wspólnocie na dłużej, a komuś innemu potrzebne było tylko zaczerpnięcie z jej duchowości. Pan Bóg wie kiedy i gdzie człowieka powołać – mówi Anna Wasilewska, dodając, że odkąd wstąpiła do świeckiego Karmelu, jest bardziej spokojna, uważna, wyciszona, a przede wszystkim „czujna na obecność Boga”. Ale tego nie da się opisać słowami.•

    Zacznijmy od szkaplerza…

    Świeckich karmelitów będzie można spotkać 15 lipca od godz. 21 w kaplicy św. Józefa przy ul. Racławickiej 31 na całonocnym czuwaniu poprzedzającym dzień wspomnienia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel oraz 16 lipca o godz. 18, podczas Mszy św. zakończonej obrzędem nałożenia szkaplerza (mogą go przyjąć wszyscy chętni). Spotkania wspólnoty odbywają się w trzecie niedziele miesiąca (od września do czerwca). Osoby spoza niej mogą uczestniczyć o 12.30 w modlitwie myślnej w kaplicy. O godz. 13 odprawiana jest Msza św. i nabożeństwo do Matki Bożej Szkaplerznej, a po niej agapa i nieszpory w klasztorze dla członków i wszystkich zainteresowanych.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół