• facebook
  • rss
  • Wsłuchajmy się w to, co boli

    Hanna Karolak

    dodane 01.08.2017 14:51

    Czasem to, co nam doskwiera urasta do monstrualnych rozmiarów.

    Spektakl "Lament na placu Konstytucji” w adaptacji Krystyny Jandy na podstawie tekstu Krzysztofa Bizio zaskakuje tym, jak skromnymi środkami artystycznymi można przekazać to, co nas głęboko porusza. I co tak silnie koresponduje z naszymi doznaniami. Ten właśnie sposób porozumiewania się z widzem wybrała parę lat temu Krystyna Janda tworząc coś, co nazywa się teatrem ulicznym, a co tak ochoczo przyjęli widzowie.

    Janda w swoich propozycjach nie ograniczyła się do jednego gatunku. Są wśród jej propozycji spektakle muzyczne, taneczne, by wymienić choćby "Flamenco namiętnie”, są przedstawienia dla dzieci jak uroczy "Jaś i Małgosia”, a wszystko to przyciąga publiczność, która szczelnie wypełnia plenerową widownię, a kiedy trzeba widzowie oglądają te skromne przecież spektakle na stojąco. Niezależnie od tego, czy jak w przypadku "Lamentu na placu Konstytucji” dzieje się to wśród śródmiejskiego zgiełku, czy w kameralnych warunkach przed teatrem OCHOTA.

    Często jak w przypadku "Lamentu na placu Konstytucji” lub "Związku Otwartego” według Dario Fo są to głębokie psychologiczne rozważania o skomplikowanej naturze ludzkiej. Publiczność odbiera to w skupieniu, jakby właśnie takich refleksji była chłonna szczególnie. Zawsze występują w tych "chodnikowych”, jak chcą niektórzy spektaklach znakomici aktorzy, którym jak się okazuje nie jest potrzebna rampa, rozbudowane dekoracje, szczególna oprawa. Wystarczy słowo. Ale jakie słowo! Proste i nośne.

    Janda odkryła na swój własny użytek autora, który zdaje się w tym gatunku być mistrzem. Krzysztof Bizio. A mało brakowało, by ten uzdolniony twórca nie zaistniał nigdy w teatrze. Studiował bowiem architekturę i tej dziedzinie zamierzał się poświecić. A tymczasem ma już na swoim koncie liczne dramaty, które często sam reżyserował, a także nagrody na wielu festiwalach. Tym to dziwniejsze, że jak sam jest skromny, tak i swoją twórczość poświęca ludziom, których życie nie rozpieszczało. Przykładem są historie trzech bohaterek, babci, mamy i wnuczki w "Lamencie na placu Konstytucji”.

    To co łączy jego dokonania to reflektor skierowany na człowieka z jego problemami i z nieumiejętnością walki o swoje racje. Najczęściej grane spektakle autorstwa Krzysztofa Bizio to "Wszystkie małe kłamstwa Anny” i "Fotoplastikon”. Krzysztof Bizio urodzony w Sosnowcu w 1970 roku nie mógł obojętnie mijać samotnych i pozbawionych oparcia bohaterów wprowadzając ich do swoich tekstów. I chwała mu za to. Jak w te klimaty weszły trzy znakomite aktorki, które oglądamy w "Lamencie”: Maria Seweryn - Justyna, Barbara Wrzesińska - babcia i Olga Sarzyńska – wnuczka Ania, najlepiej zobaczyć osobiście.

    Nawet, a może szczególnie w pochmurny dzień. I wtopić się w ten klimat samotności i niemożności, który doskwiera każdej z nich. Te dramaty, nie-dramaty są bliskie każdemu z nas. A z jaką ochotą aktorki grają w tych plenerowych spektaklach, niech świadczy fakt, że mama kilkunastodniowej (!) córeczki Janeczki, którą Olga Sarzyńska zostawiła nieopodal z tatą Wawrzyńcem i przybiegła na ten spektakl z ochotą, by zwierzyć się publiczności z tego wszystkiego, co się w życiu jej bohaterki nie udało.

    Podobnie Maria Seweryn jako Justyna nie widząca przed sobą żadnych perspektyw. I babcia, dla której sensem życia są rozmowy ze zmarłym mężem i szukanie systemu na wygraną w Toto-Lotka po to tylko, by wygranymi pieniędzmi podzielić się z tymi, którzy ich najbardziej potrzebują. Pewnie dlatego wszystkie trzy aktorki są tak wiarygodne. I to nie tylko warsztat , ale coś więcej. A co? To co się składa na aktorskie wnętrze. A może na pełnię człowieczeństwa?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół