• facebook
  • rss
  • Nie udało się wymazać z pamięci

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 34/2017

    dodane 24.08.2017 00:00

    Tętent koni, szczęk oręża, wybuchy bomb… – na polach Ossowa, podobnie jak 97 lat temu, wojska polskie starły się z bolszewikami. A na pobliskim cmentarzu Poległych paliły się znicze.

    Eksplozje i odgłos ścierających się szabli towarzyszą okrzykom: „Bolszewicy nacierają!”, „Nasza Polsza!”. Podchodzący ukradkiem pod wsie czerwonoarmiści zostają odparci przez polskich żołnierzy, ale tylko na chwilę. Nie ustępują, po chwili znów zwarli szyki i z czerwonymi sztandarami rzucili się do boju. Płoną zabudowania, ziemia trzęsie się od wybuchów. Na murawie leżą ranni i zabici.

    Między nimi z noszami uwijają się sanitariuszki, które transportują rannych do zaimprowizowanego szpitala polowego w Ząbkach. Trwa narada sztabowa w Markach… Nad poległymi na polu walki pochylał się z krzyżem w ręku ks. Ignacy Skorupka (w tę rolę po raz drugi wcielił się mieszkaniec Czarnej, Jarosław Wrzosek). Po chwili sam pada, trafiony kulą. Kilka tysięcy widzów śledziło przebieg bitwy, która 97 lat temu rozegrała się na tych terenach i była pierwszą wygraną Polaków w wojnie polsko-bolszewickiej. Zaciekłe walki, trwające trzy dni, przedstawiono w godzinnym widowisku – wymownym, działającym na wyobraźnię, zwłaszcza ludzi młodych. Blisko 200 rekonstruktorów, w tym 40 na koniach, odtworzyło wojenne sceny, z których 80 proc. naprawdę miało miejsce na polach Ossowa. Ponieważ w walkach w tym miejscu brali udział żołnierze Legii Akademickiej, a także młodzież gimnazjalna i harcerze, wśród rekonstruktorów znalazła się również Grupa Historyczno-Edukacyjna „Szare Szeregi”. – Scenariusz widowiska zbudowaliśmy wokół niezaprzeczalnej ikony Bitwy Warszawskiej, jaką był ks. Ignacy Skorupka. Przypomnieliśmy jego słowa skierowane do młodych chłopaków, zagrzewające ich do boju. Chcemy też przypomnieć Europie, ile zawdzięcza Polsce, która zatrzymała nawałę bolszewicką w 1920 r. Gdyby nie bohaterstwo polskich obrońców, Europa byłaby w innej sytuacji, a my prawdopodobnie nie mówilibyśmy dziś po polsku – podkreślał rotmistrz Andrzej Michalik, prezes Stowarzyszenia Miłośników Kawalerii im. 1. Pułku Ułanów Krechowieckich w Kobyłce, pomysłodawcy inscenizacji, która w Ossowie odbyła się po raz 13.

    Niech Cud nad Wisłą trwa

    abp. Henryk Hoser ordynariusz w diecezji warszawsko-praskiej – Pierwsza Bitwa Warszawska obroniła Zachód przed zalewem armii czerwonej. Druga [Powstanie Warszawskie – przyp. J.J.W.], która była klęską militarną, ale była zwycięstwem moralnym, w sposób paradoksalny zatrzymała pochód armii sowieckiej na Zachód. O tym Europa dzisiaj zapomina. Europa chce odosobnić Polskę, dlatego że jest ona uosobieniem tych wszystkich tendencji, wartości, ludzi i ducha, które budowały Europę od czasów starożytnych. Bez kultury, cywilizacji chrześcijańskiej i łacińskiej Europa przestanie istnieć. Jednak dominująca w niej tendencja polityczna ich nie chce. Europa Zachodnia nie chce Europy narodów, z których powstała i które są jej największym bogactwem. (…) To nie Polska izoluje się od Europy, to Europa marginalizuje nasz kraj, bo ten staje się znakiem sprzeciwu. Nie chce być Europą kołchozów, banków i kołchozem korporacji (…). Narody, które nie uczą się historii, tracą orientację, tożsamość, można powiedzieć: tracą rozum. My się uczymy naszej historii po to, żebyśmy wiedzieli, skąd przychodzimy i dokąd idziemy (…). Róbmy wszystko, by w dzisiejszych czasach, kiedy widmo wojny nie zanikło, Cud nad Wisłą trwał. Fragment homilii wygłoszonej 15 sierpnia podczas Mszy św. na cmentarzu Poległych w Ossowie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół