W 50. rocznicę dramatycznych strajków robotniczych z 1976 roku, na Placu Czerwca 1976 r. przed Urzędem Dzielnicy Ursus w otoczeniu licznie zgromadzonych pocztów sztandarowych NSZZ „Solidarność”, przedstawicieli władz państwowych i samorządowych metropolita warszawski przewodniczył Mszy św. w intencji ojczyzny i robotników sprzed pięciu dekad. Abp Adrian Galbas w homilii upomniał się o współczesną kulturę debaty, sprawiedliwość społeczną oraz pamięć o tych, którzy pół wieku temu wykrzyczeli swoje gromkie "nie” totalitarnej władzy.
Metropolita warszawski podkreślił, że wiara chrześcijańska nie pozwala na ucieczkę od problemów doczesności. Przywołując konstytucję Soboru Watykańskiego II "Gaudium et spes", przypomniał, że zaniedbywanie obowiązków społecznych jest de facto zaniedbaniem obowiązków wobec Boga.
Msza św. w 50-rocznicę strajku w UrsusieGość Warszawski
- Robotnicy Czerwca 1976 roku nie chcieli wiele. Chcieli tego, co podstawowe: móc dobrze pracować, uczciwie zarabiać, godnie żyć i być szczęśliwymi. Dlatego zastrajkowali. Dlatego rozmontowali tory kolejowe, dlatego wykrzyczeli swoje gromkie „nie” temu wszystkiemu, co im te wartości zabierało - mówił arcybiskup, przypominając, że głównym motywem robotniczego zrywu była obrona ludzkiej godności przed władzą, która kazała obywatelom milczeć i zadowalać się życiem na kartki. - Pierwszą sprawą, o jaką wystąpili, była właśnie godność człowieka. Nie chcieli być ludźmi bez znaczenia, nie chcieli, by ich życiowa sytuacja, ich problemy i potrzeby były lekceważone przez władzę, która mówiła o sobie, że jest ludowa, robotnicza, chłopska i proletariacka, i która w kółko nawoływała do zjednoczenia. Według tej władzy, lud miał posłusznie pracować i milczeć. Miał zadowolić się tym, co mu państwo oferowało: nie chcieć więcej, nie myśleć inaczej. Wykonywać „pocztówkowy szał, a każdy z nas ich pięćset miał, miał zastąpić nam nową parę dżins” - jak pisał potem Bogdan Olewicz, a śpiewał oczywiście niezapomniany i niepodrabialny Perfect. Do tego były jeszcze wczasy z funduszu i kartki, najpierw te na cukier, a potem te już prawie na wszystko. Jeśli ktoś chciał więcej, był nazywany warchołem, chuliganem albo niebieskim ptakiem. Horacy pisał: „Nie cierpię gminu”. Tamta władza też nie cierpiała gminu. I robotnicy z Ursusa upomnieli się o swoje, o coś, co było najbardziej ich, a czego byli pozbawieni: upomnieli się o godność.
Abp Adrian Galbas: Chylę czoła przed robotnikami Czerwca 1976 r.Gość Warszawski
Odnosząc wydarzenia sprzed 50 lat do współczesnej sytuacji w kraju podkreślił, że wolna Polska nie może być podzielona.
- Polska to nie pociąg - nie ma w niej obywateli pierwszej i drugiej klasy. Nie ma uprzywilejowanych i bez przywilejów, uprawnionych i bez praw - mówił, przypominając, że szacunek dla drugiego człowieka musi przejawiać się w języku wolnym od niszczącego hejtu.
50-lecie strajków w Ursusie
Apelując szczególnie do polityków, ludzi mediów i Kościoła o radykalny sprzeciw wobec tej formy agresji nawiązał do brutalnych represji, jakie spotkały robotników Ursusa ze strony aparatu komunistycznego. Wspomniał o „ścieżkach zdrowia”, pokazowych procesach oraz śmiertelnych ofiarach tamtych dni, Janie Brożynie i ks. Romanie Kotlarzu.
W kontekście tamtego „totalitarnego prawa”, arcybiskup stwierdził, że dzisiejszy "wymiar sprawiedliwości musi być wreszcie naprawiony, bo jest niezbędny do właściwego funkcjonowania państwa”. Przywołując myśl kard. Josepha Ratzingera, abp Galbas przypomniał, że cywilizowany ład społeczny opiera się na zaufaniu do instytucji państwa. Ostrzegł, że jeśli wyroki sądów będą postrzegane jako narzędzie politycznej przemocy w rękach aktualnej władzy, krajowi grozi regres i powrót do destrukcyjnych samosądów. Dodał, że choć strony sporu politycznego różnią się w wizjach, niezbędne jest połączenie wysiłków na rzecz budowy stabilnego i sprawiedliwego porządku prawnego.
Arcybiskup zaznaczył, że choć Polska jest dziś krajem nieporównywalnie bogatszym niż pół wieku temu, cywilizacja dobrobytu niesie za sobą nowe dramaty.
- Mamy znacznie więcej chleba i igrzysk, ale także znacznie więcej depresji i znacznie mniej czasu. Wielu coraz szybciej wspina się po szczeblach rozmaitych drabin, a będąc u szczytu, spostrzegają, że drabina jest przystawiona nie do tej ściany. Choć żyć bez chleba się nie da, to jednak nauczanie Jezusa o tym, że „nie samym chlebem żyje człowiek”, wciąż pozostaje aktualne. Coś, co wydaje się zyskaniem życia może w ostatecznym rachunku przynieść rozczarowanie i stratę. Z drugiej strony rosnący dobrobyt nie usuwa problemu biedy. Także dziś wiele osób myśli nie tylko o tym, jak żyć, ale jak przeżyć. To także z tego powodu spada dzietność polskich małżeństw: wychowanie dzieci jest coraz droższe. Jakże to więc ważne, by państwo, jeśli dalekowzrocznie myśli o swojej przyszłości, szczególnie wspierało małżeństwo i rodzinę, zwłaszcza rodzinę wielodzietną. Tymczasem widzimy, że w coraz bogatszej Polsce wielu ubogich "wciąż mamy u siebie". Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w roku 2024 dwa miliony ludzi w Polsce żyło w skrajnym ubóstwie. To tyle, co cała Warszawa. A ilu jest tych, którzy żyją w ubóstwie wprawdzie nie skrajnym, ale nieco tylko mniej dotkliwym? Wciąż jest wielkie zapotrzebowanie na ludzi autentycznie przejętych ich losem. Dziękuję każdemu, kto ofiarnie, bezinteresownie, bez rozgłosu i stale pomaga dziś swojemu bliźniemu, nie patrząc na to, czy ten bliźni jest z Polski, Ukrainy, czy z jakiegokolwiek innego miejsca na świecie - powiedział abp Adrian Galbas.
Abp Galbas: Dobrobyt nie usuwa problemu biedyGość Warszawski
Na zakończenie liturgii abp Galbas złożył głęboki hołd obecnym na placu oraz nieżyjącym już bohaterom radomskiego i ursuskiego Czerwca, dziękując im za „odwagę, pokorę i uczciwość”. Wezwał zgromadzonych, by wobec współczesnych wyzwań stojących przed ojczyzną „nie byli dezerterami”.
Po zakończeniu Mszy Świętej, w oficjalnej części uroczystości, przed Pomnikiem Robotników Czerwca 1976 r. złożono wieńce i wygłoszono okolicznościowe przemówienia państwowe.
50-lecie strajków w Ursusie










