- Naród, który pamięta o swoich pomordowanych, pozostaje narodem żywym - mówił podczas Eucharystii w 83. rocznicę zbrodni na Wołyniu proboszcz katedry polowej WP.
Uroczystości upamiętniające ofiary ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich w czasie zbrodni wołyńskiej zorganizował IPN wspólnie z Urzędem do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Rozpoczęła je Msza św. w katedrze polowej WP odprawiona za ofiary, poległych, zmarłych i żyjących żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej oraz tych, którzy noszą w sercu pamięć o tragicznych wydarzeniach. Uczestniczyli w niej m.in. Zdzisław Żurowski, świadek zbrodni OUN-UPA w miejscowości Janowa Dolina na Wołyniu, rodziny pomordowanych i żołnierzy, dr hab. Karol Polejowski, zastępca prezesa IPN i Lech Parell, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych i Jacek Bury, prezes Zarządu Okręgu Wołyńskiego Światowego Związku Żołnierzy AK.
Wprowadzenie sztandaru- Eucharystia jest największym darem, jaki możemy dać zmarłym. Prośmy wiec Boga, by przyjął ich do swej chwały, a nam dał odwagę wiernego trwania w prawdzie, sprawiedliwość i miłości do ojczyzny. Niech ta modlitwa będzie również wołaniem o prawdę i prośba, by podobne tragedie nigdy więcej nie dotknęły żadnego człowieka - mówił, witając przybyłych ks. ppłk. Karol Skopiński, proboszcz katedry polowej WP.
W homilii mówił, że naród, który pamięta o swoich pomordowanych, pozostaje narodem żywym, a pamięć jest obowiązkiem sumienia.
- Nie da się zbudować przyszłości bez prawdy, nie można wychowywać młodego pokolenia w półprawdach. Nie można mówić o pojednaniu, jeśli wcześniej zabraknie odwagi nazwania dobra dobrem, a zła złem. Miłosierdzie nie polega na zapomnieniu Miłosierdzie zaczyna się od prawdy - tłumaczył ks. Skopiński, dodając, że trauma tych, którzy ocaleli, nie skończyła się z zakończeniem wojny.
- Przeniosła się na ich dzieci i wnuki. W wielu rodzinach są wspomnienia, których nie sposób wypowiedzieć bez łez. To, co wydarzyło się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej przekroczyło wszelkie granice człowieczeństwa. Ofiarami byli bezbronni mieszkańcy wsi i miasteczek, dzieci i kobiety, mężczyźni, ludzie starsi, kapłani, całe rodziny. Ginęli nie dlatego, że w czymś zawinili. Ich winą było to, że byli Polakami. Mówiąc o zbrodni, nie można mówić o statystykach, a o ludziach, których życie zostało brutalnie przerwane - prosił.
Po Mszy św. uroczystości przeniosły się na Żoliborz, na Skwer Wołyński, gdzie nastąpiła wspólna modlitwa, apel pamięci połączony ze składaniem wiązanek przy Pomniku Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej na terenie województw południowo-wschodnich w latach 1942–1947. Karola Nawrockiego reprezentował na nich Adam Andruszkiewicz, zastępca szefa KPRP.
- Atak 11 lipca był celowy, zaplanowany, a nie pod wpływem emocji. Rozkazy wydali konkretni ludzie. Mordowano w kościołach, w domach i na polach; mężczyzn, kobiety, dzieci. Tylko dlatego, ze byli Polakami. Mordowano także Ukraińców, którzy sprzyjali polskim sąsiadom. Liczba ofiar to 100 tys. istnień ludzkich. To liczba tak wielka, że trudno objąć ją wyobraźnią. Dlatego wracamy tu każdego roku, by pamiętać nie o statystyce, ale o każdym konkretnym życiu, które zostało brutalne przerwane - mówił Lech Parell, dodając, że konsekwentna, spokojna i nastawiona na osiągnięcie celów polityka doprowadziła do wznowienia po wielu latach poszukiwań i ekshumacji Polaków. Kiedy wskazał, że przełom nastąpił w 2024 roku, zgromadzeni nie kryli oburzenia.
Uroczystości na Żoliborzu współorganizowało m.st. Warszawa.