Podczas Mszy św. w Parku Wolności polecano Bogu uczestników Powstania Warszawskiego i ludność cywilną ich wspierającą, wzywając wstawiennictwa bł. Michała Czartoryskiego OP, który oddał życie w powstańczej stolicy 82 lata temu.
W Eucharystii za bohaterów walki o wolność uczestniczyli powstańcy, w tym Leszek Żukowski ps. Antek, pracownicy Muzeum Powstania Warszawskiego, harcerze, Warszawianie, siostry zakonne i wolontariusze. Mszę św. przez wstawiennictwo bł. Michała Czartoryskiego sprawowali dominikanie, z kazaniem o. Jacka Pietrzaka OP. Podczas liturgii śpiew prowadziła schola dominikańska.
W kazaniu o. Pietrzak wskazał, że to, co dla danego człowieka jest najcenniejsze, dla innych może być ukryte i zupełnie niewidoczne.
- Miłość widzi rzeczy ukryte i dlatego dziś obchodzimy 82. rocznicę Powstania Warszawskiego. Niektórzy twierdzą, że powstanie od początku było skazane na porażkę, bo było słabo przygotowane i nie miało wsparcia sojuszników. I pewnie mają rację. Niektórzy twierdzą, że gdyby nie wybuchło, Warszawa nie byłaby tak zniszczona, a wielu ocaliłoby życie. I pewnie mają rację. Żeby zrozumieć postawę powstańców, trzeba zrozumieć, na czym polega miłość, która widzi rzeczy ukryte. Trzeba zrozumieć, że dla kogoś skarbem jest wolność. Trzeba zrozumieć, że dla kogoś skarbem jest wolna i niepodległa Polska. Takie wartości nie mają ceny. I tylko w perspektywie miłości można zrozumieć to, co dokonało się w Warszawie 82 lata temu. W kategoriach miłości możemy mówić o zwycięstwie miłości, heroizmu, patriotyzmu, ducha nad ciałem, dobra nad złem, braterstwa - mówił.
Przypomniał też słowa bł. Michała Czartoryskiego, kapelana AK, który został rozstrzelany przez Niemców w szpitalu razem z ciężko rannymi.
- Kiedy było wiadomo, że Powiśle upada, proponowano mu wyjście w stroju sanitariusza. Nie zgodził się. Powiedział: "Szkaplerza nie zdejmę i nigdzie nie pójdę. Ja tu zostaję". Był jak ojciec i matka. Był do końca. Widział lęk i przerażenie w oczach chorych. Wiedział, że nie może ich opuścić, bo jest kapłanem, a kapłan jest znakiem Bożej obecności. Wiedział, że gdyby on ich opuścił, to tak, jakby sam Bóg ich opuścił. Wiedział, że jego powołaniem jest zostać z nimi do końca - przypomniał.
Odwołując się do fragmentu Ewangelii o kupcu poszukującym drogocennej perły, mówił, że jest nią sam Bóg. - Relacja z Bogiem to jest życie wieczne. Życie wieczne to jest wieczna relacja z Bogiem. I tego nas uczy też bł. Michał. Znakomicie wykształcony, z książęcej rodziny, architekt, inżynier, pomagał w budowaniu klasztoru na Służewie, w Krakowie był konserwatorem, przygotowywał nawet projekty ornatów, bielizny kielichowej. Znał się dobrze na wartości rzeczy doczesnych. Ale jeszcze lepiej znał się na duchowych perłach. Napisał, że celem jego życia jest całkowite oddanie się na służbę Bogu - mówił o. Pietrzak, przypominając że, królestwo niebieskie jest wtedy, gdy nie traci się nadziei, niezależnie od okoliczności. - Nadzieja polega na tym, że ja się spodziewam sprawiedliwości i dzięki temu potrafię wytrwać - dodał, prosząc, by modlić się za wstawiennictwem bł. Michała o miłość, która potrafi zobaczyć w drugim człowieku skarb, o wiarę, która gotowa jest do poświęceń, oraz o nadzieję, która potrafi czekać na ostateczne zwycięstwo.
Msza św. w intencji powstańców będzie odprawiona także 31 lipca o godz. 18 przed katedrą polową WP.
W rocznicę śmierci bł. Michała Czartoryskiego, czyli 6 września, Eucharystia zostanie odprawiona w Kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus na Tamce o 17.30, na wprost miejsca, gdzie dominikanina rozstrzelali Niemcy.
"Ostatnią Mszę św. odprawił raniutko w dniu upadku Powiśla. Modlił się wtedy jak zawsze bardzo żarliwie. Wzmacniał tą modlitwą naszą wiarę, dawał nam siłę, tak bardzo nam przecież potrzebną. Szczególnie utkwiło mi w pamięci to, jak o. Michał rozdawał rannym i nam sanitariuszkom komunikanty, po kilka, do ostatniej kruszyny, aby nie dostały się w ręce wroga i nie były zbezczeszczone. I tak posileni, z Bogiem, ciągle podtrzymywani na duchu rozmowami z o. Michałem, czekaliśmy końca" - wspominała jedna z sanitariuszek, która posługiwała w piwnicy kamienicy firmy Alfa-Laval na rogu ulic Tamka i Smulikowskiego, gdzie o. Michał czuwał przy siedmiu ciężko rannych powstańcach, których nie można było ewakuować. Pozostał z nimi mimo zagrożenia życia i został rozstrzelany na ulicy 6 września 1944 roku. Jego ciała nie znaleziono.