Podczas wieczornej liturgii za powstańców modlił się także biskup polowy Wiesław Lechowicz. Przy ołtarzu służyli rycerze Jana Pawła II. Oprawę muzyczną uroczystości zapewniło wojsko.
Msza św. została odprawiona za zmarłych, pochowanych na Cmentarzu Wolskim i na każdym innym oraz błogosławieństwo i zdrowie dla żyjących powstańców, a dla zgromadzonych wiernych o dar męstwa. Abp Galbas dziękował obecnym warszawskim powstańcom, zapewniając o podziwie i miłości dla nich. Prosił Boga o wstawiennictwo powstańczych kapelanów bł. ks. Józefa Stanka i bł. ks. Michała Czartoryskiego.
Eucharystię poprzedziły modlitwa międzyreligijna przy pomniku Polegli Niepokonani na Cmentarzu Powstańców Warszawy oraz złożenie kwiatów na kurhanie, w którym znajdują się prochy ponad 50 tys. mieszkańców stolicy.
W homilii metropolita warszawski mówił, że powstańcy nie łudzili się, że ich uzbrojenie dorównuje sile przeciwnika, a jednak nie poddawali się. - Ich postawa nie wypływała z przekonania o własnej militarnej sile, ale słuszności sprawy, dla której walczą. „Nie złamie już wolnych żadna klęska, nie strwoży śmiałych żaden trud”, śpiewamy w „Warszawskich dzieciach”. Tak, te warszawskie dzieci to uczniowie, studenci, harcerze, lekarze, sanitariuszki, księża, mieszkańcy, wszyscy byli dziećmi tego samego miasta, Warszawy, wszyscy byli dziećmi tej samej matki, Polski. Oni przypominają nam i dziś, że odwaga nie jest brakiem lęku, ale decyzją, by pomimo lęku pozostać wiernym temu, w co się wierzy, że odwaga nie potrzebuje sukcesu, ale przekonania, że są sprawy, których po prostu nie wolno porzucić - tłumaczył.
Odnosząc się do czytań porównał odwagę Jeremiasza i Jana z odwagą uczestników zrywu 1944 roku. Wskazał, czym ona jest współcześnie.
- Męstwo w czasach pokoju nie polega na noszeniu munduru, ale na wierności zasadom i wartościom wtedy, gdy większość idzie na łatwe i tanie kompromisy. To odwaga powiedzenia prawdy, podczas gdy łatwiej jest milczeć, uśmiechać się do wszystkich, być koniunkturalistą, oportunistą i populistą jednocześnie, i wciąż upajać się podniesionymi kciukami, liczbą wyświetleń i pozytywnymi komentarzami na swój temat. Człowiek odważny nie musi dziś zdobywać barykad, ale musi co dnia zdobywać samego siebie. Tak, nie jesteśmy dziś powołani do tego, by powtarzać losy powstańców, ale do tego, by dorównać ich charakterowi - tłumaczył.
Przypomniał, że miłość do Polski to nie tylko umieranie za nią, ale też rzetelna pracą, troska o dobro wspólne, szacunek dla prawa, odpowiedzialność za kulturę i historię, a w przypadku małżonków i rodziców to obowiązek małżeńskiej wierności i wychowywania dzieci, by miały życiowy kompas.
- Dla ludzi Kościoła odwaga w czasach pokoju będzie oznaczała dosłowne przyjęcie postawy Jeremiasza i Jana, czyli bycie wiernym Bogu, ufność wobec Boga w każdej sytuacji, a także głoszenie całej, jasnej i pełnej nauki Kościoła, który jest powołany do tego, by przemieniać świat, nie zaś do tego, by dać się przemieniać przez świat - mówił abp Galbas, przypominając słowa św. Jana Pawła II „Musicie od siebie wymagać, nawet, gdyby inni od was nie wymagali”, wołał św. Jan Paweł II na Westerplatte. I dodał: „Każdy z was (…) znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować”.
- Każdy z nas, znajduje w sobie jakieś Westerplatte i jakąś Warszawę’44. Nie zdezerterujmy! - zakończył homilię metropolita warszawski.








