Jasnogórskie Śluby Narodu nie są do wypełnienia. One są do wypełniania ciągle. Gdyby nie było warto podejmować zobowiązań, to też Pan Bóg nie dałby dziesięciu przykazań, bo wiedział, że ludzie będą je łamać. Największy sens ślubów to jest to, że one jakby na nowo nam pokazują kierunek - zauważyła Anna Rastawicka podczas sesji naukowej z okazji 70. rocznicy Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego.
Przymierze, które trwa
W Muzeum Archidiecezji Warszawskiej przy ul. Dziekania, w gmachu odbudowanym po wojennych zniszczeniach z osobistej inicjatywy kard. Stefana Wyszyńskiego, w gęsto wypełnionej sali zgromadzili się duchowni, siostry zakonne i świeccy, by wspólnie spojrzeć na duchowe dziedzictwo 1956 roku nie jako na zamknięty rozdział kronik, lecz jako na żywe, wciąż aktualne wyzwanie. Organizatorami debaty były Instytut Hetmana Stanisława Żółkiewskiego oraz Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego.
Łukasz Majchrzak, prezes Instytutu im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego o Ślubach JasnogórskichGość Warszawski
Spotkanie otworzył prezes Instytutu Hetmana Stanisława Żółkiewskiego, wprowadzając zebranych w genezę jasnogórskich przyrzeczeń i przypominając ich nierozerwalny związek ze Ślubami Lwowskimi króla Jana Kazimierza z 1656 roku. - Śluby jasnogórskie nie są niczym innym jak realizacją naszego chrztu świętego - stwierdził Łukasz Majchrzak, stawiając dramatyczne pytania o kondycję współczesnej polskiej rodziny i wierność przyrzeczeniom.
Anna Rastawicka, redaktor, członkini Instytutu Prymasowskiego i świadek tamtej epoki, z wielką pieczołowitością odtworzyła dramatyczne kulisy powstawania tekstu narodowego ślubowania w odosobnieniu w Komańczy. Początkowo internowany prymas nie chciał pisać roty, uznając, że jako więzień powinien podporządkować się woli opatrzności. Impulsem do przełamania oporów stała się dopiero uwaga Marii Okońskiej, która przypomniała kard. Wyszyńskiemu, że apostoł Paweł także pisał swoje listy w okowach.
Anna Rastawicka o sensie Ślubów JasnogórskichGość Warszawski
- Następnego dnia, 16 maja, od godz. 5 rano do 7, napisał tekst ślubów. Musiał mieć w sercu i w głowie całą treść tych ślubów, bo inaczej w dwie godziny nie dałby rady napisać tak zwartego programu. Bodajże nie powstał po ślubach jasnogórskich bardziej zwarty program odnowy moralnej, odnowy społecznej, odnowy narodu - opowiadała A. Rastawicka.
Członkini Instytutu Prymasowskiego obrazowo opisała klimat Częstochowy z końca sierpnia 1956 r., do której zmierzały nieprzebrane tłumy pielgrzymów pieszo, pociągami, autobusami i furmankami. Wobec napiętej sytuacji politycznej po czerwcowych strajkach w Poznaniu i wrzeniu na Węgrzech władze wyjątkowo sprzyjały logistyce wydarzenia. Jak odnotowano w ówczesnej jednodniówce, do miasta sprowadzono aż 130 ton chleba, 47 ton wędliny, 3 tony masła oraz 250 tys. litrów napojów chłodzących, by nakarmić ponadmilionową rzeszę. Jasna Góra stała się jednym gigantycznym konfesjonałem, gdzie wierni spowiadali się na schodach, stołkach i przyniesionych krzesłach, a 28 biskupów i półtora tysiąca kapłanów odprawiło w samym sanktuarium 945 Mszy św. Podczas uroczystej Sumy cudowny obraz Matki Bożej po raz pierwszy wyniesiono na wały, a rotę odczytał bp Michał Klepacz.
W tym samym czasie uwięziony Prymas Tysiąclecia trwał na modlitwie w swoim pokoju w Komańczy, klęcząc przed czarno-białą reprodukcją jasnogórskiej ikony.
Wystawa o bł. Stefanie Wyszyńskim w MAW
- Jedynym świadkiem tych ślubów uwięzionego prymasa była M. Okońska. To ona, jako ten lud wierny, odpowiadała: "Królowo Polski, przyrzekamy" - wspominała A. Rastawicka.
Odnosząc się do pojawiających się głosów powątpiewania w sensowność przyrzeczeń, których naród nie zdołał w pełni dochować, prelegentka wskazała na ich głębszą, nadprzyrodzoną naturę. - Jasnogórskie Śluby Narodu nie są do wypełnienia. One są do wypełniania ciągle. Gdyby nie było warto podejmować zobowiązań, to też Pan Bóg nie dałby dziesięciu przykazań, bo wiedział, że ludzie będą je łamać. Największy sens ślubów to jest to, że one jakby na nowo nam pokazują kierunek - zauważyła.
Przywołała również pocieszające rozważania kard. Karola Wojtyły z 1977 r., który zaznaczał, że choć instancje doczesne zawodziły, to samą treść ślubowań w duszach Polaków nieprzerwanie urzeczywistniała Matka Boża. - Maryja nie odeszła do historii, do archiwum, do muzeum. Ona jest. Jeżeli Kościół to żyjący Chrystus, Ona jest Matką Kościoła. Jeżeli będziemy się trzymać Matki, to przy wszystkich naszych ludzkich słabościach możemy mieć tę pewność, że Ona zwycięży - podkreśliła współpracowniczka kard. Wyszyńskiego, przywołując jego słowa wypowiedziane na łożu śmierci o tym, że zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie zwycięstwem Maryi.
W drugiej części konferencji głos zabrał prof. Paweł Skibiński, historyk Kościoła XX stulecia. Zwrócił uwagę, że tekst ślubowań był zjawiskiem przekraczającym doraźny kontekst zmagań z ustrojem komunistycznym i wpisywał się w teologiczną koncepcję wspólnoty narodowej. - Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego to zjawisko, które jakościowo zmienia nasze funkcjonowanie i nakłada na nas, nasze dzieci i wnuki trwałe zobowiązanie, złożone przez całą wspólnotę bez jakichkolwiek zastrzeżeń czasowych - stwierdził.
Prof. Paweł Skibiński: Te śluby mają zaprowadzić Polaków do zbawieniaGość Warszawski
Prelegent szczegółowo omówił kolejne z siedmiu przyrzeczeń, akcentując m.in. obronę nierozerwalności małżeństwa, bezwzględną ochronę budzącego się życia, wierność łasce uświęcającej oraz walkę z narodowymi przywarami - lenistwem, pijaństwem czy marnotrawstwem. - Prymas kończy śluby wezwaniem wprowadzenia nas poprzez ziemię polską do bram ojczyzny niebieskiej. Te śluby są narzędziem do realizacji tego, po co w ogóle zostaliśmy tutaj, na ziemi, wezwani: mają zaprowadzić Polaków do zbawienia - podsumował prof. Skibiński.
Modlitewnym dopełnieniem sesji naukowej stała się uroczysta Msza św. w Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w intencji wiernego wypełniania Jasnogórskich Ślubów Narodu przez obecne i przyszłe pokolenia.
Przymierze, które trwa
Wystawa o bł. Stefanie Wyszyńskim w MAW










