Mszy św. żałobnej w Bazylice Świętego Krzyża przewodniczył arcybiskup senior diecezji warszawskiej Kazimierz Nycz. To miejsce symboliczne dla bohaterki Powstania Warszawskiego. W sierpniu 1944 r. jako łączniczka-strzelec w Oddziale Osłonowym Wojskowych Zakładów Wydawniczych uczestniczyła w ciężkich walkach o tę świątynię.
Homilię podczas liturgii wygłosił abp Adrian Galbas, metropolita warszawski, który wskazał na chrześcijański wymiar nadziei oraz bezkompromisową postawę Zmarłej. - Pani Wanda nie miała masek, nie miała konformistycznych poglądów na różne okazje i nie mówiła każdemu tego, co by chciał usłyszeć. Miała jedną twarz, której zawsze mogła uczciwie spojrzeć do lustra. I to przez całe życie - mówił arcybiskup.
Kaznodzieja zaznaczył, że w sercach wiernych gromadzących się przy trumnie W. Traczyk-Stawskiej spotykają się dziś dwa uczucia - ludzki smutek po stracie oraz chrześcijańska nadzieja zmartwychwstania. - Za nią jest nie tylko przeszłość. Przed nią jest przyszłość - podkreślił abp Galbas, odwołując się do ewangelicznej sceny sądu ostatecznego i przypominając, że człowiek zostanie rozliczony z konkretnych czynów miłości wobec bliźnich.
Metropolita wspominał swoje osobiste spotkanie ze Zmarłą oraz książkę z jej drżącym, ale autentycznym podpisem z 1 sierpnia br. Wskazywał, że W. Traczyk-Stawska przez całe swoje długie życie nie zwalniała tempa, walcząc najpierw z bronią w ręku, a później jako psycholog, wychowawca dzieci z niepełnosprawnościami oraz niestrudzona orędowniczka pamięci o poległych na warszawskiej Woli.
- Mnie, przy tej Mszy, najbardziej jest smutno dlatego, że umarła osoba jednotwarzowa. Zdziwiłem się, że komputer nie podkreślił mi tego słowa na czerwono. To znaczy, że takie słowo istnieje i jest poprawne. Ciekawe, jak często można nim opisywać konkretne postacie. Ona taka była: jednotwarzowa - mówił arcybiskup.
Rozwijając tę myśl, hierarcha zarysował kontrast między współczesnym konformizmem a autentyzmem zmarłej powstańczyni, przypominając obraz kobiety odsuwającej uśmiechniętą maskę po powrocie do domu.
Metropolita odwołał się do Ewangelii według św. Mateusza i przypowieści o sądzie ostatecznym, przypominając, że Bóg nie stosuje ludzkich kryteriów segregacji i podziałów partyjnych czy społecznych. - Na prawo pójdą ci, których horyzont doczesnego życia nie kończył się na czubku ich własnego nosa. Którzy widzieli dalej, którzy potrafili dostrzec los drugiego, tego drugiego, któremu było gorzej, i którzy potrafili na ten los zareagować. Polepszyć mu życie. Nie przez manifesty, deklaracje i słowa, lecz przez konkret - przypomniał.
Nawiązując do nauki św. Jana od Krzyża, arcybiskup wyznał, że jest całkowicie spokojny o wieczny los Zmarłej, która przez dziesięciolecia potrafiła w każdym człowieku, bez względu na okoliczności, widzieć potrzebującego brata. Na zakończenie metropolita powierzył jej duszę miłosierdziu Bożemu, przypominając, że dla niej wszelkie ziemskie boje dobiegły już kresu.
- Dziś ostatni dzień sierpnia. Wtedy był środek powstania, a jutro będzie rocznica tamtego nieszczęsnego września. Ale dla pani wszystkie walki już się pokończyły. Teraz przyszedł czas na odpoczynek - zakończył homilię metropolita warszawski.
Podczas liturgii odczytano również list prezydenta Karola Nawrockiego, który przekazał minister Wojciech Kolarski. Głowa państwa zwróciła uwagę na niezłomną służbę Zmarłej zarówno w czasach wojennych, jak i w wolnej Polsce, zwłaszcza w dziele upamiętniania ofiar cywilnych i powstańców na warszawskiej Woli. "Ufam, że hołd, który składamy Jej dzisiaj razem jako polska wspólnota narodowa, będzie zapowiedzią uleczenia ran podziału i wzajemnego niezrozumienia" - napisał prezydent.
Po liturgii w świątyni urna z prochami W. Traczyk-Stawskiej została przewieziona na Cmentarz Ewangelicko-Augsburski przy ul. Młynarskiej, gdzie spoczęła w grobie. W pożegnaniu brali udział rodzina, przedstawiciele władz państwowych, duchowieństwa oraz licznie zgromadzeni mieszkańcy stolicy, pragnący podziękować za jej świadectwo prawdy, odwagi i miłości.








