Nie można grać na remis

Joanna Jureczko-Wilk.

|

Gość Warszawski 27/2012

publikacja 05.07.2012 00:00

O idolach na klęczkach i koszulkach Deyny z ks. Mariuszem Zapolskim rozmawia Joanna Jureczko-Wilk.

Nie można grać na remis – Nabrałem dystansu do mojej kolekcji – mówi ks. Zapolski Jakub Szymczuk

Joanna Jureczko-Wilk: Brakuje Księdzu ścian na pokazanie kolekcji koszulek, proporczyków, szalików i innych piłkarskich gadżetów. Z EURO 2012 niczego nie widzę...

Ks. Mariusz Zapolski: – Jest oryginalna piłka adidasa Tango 12, jaką grali piłkarze. Mam też obiecaną koszulkę reprezentacji Rosji, ale nie wiem, czy udało się ją zdobyć, bo po meczu z Polską Rosjanie nawet nie podziękowali nam za grę i od razu zeszli do szatni. Nie wiem więc, czy wymienili się koszulkami.

Od jak dawna Ksiądz kolekcjonuje piłkarskie stroje i jak wielki jest to zbiór?

– Pierwsze koszulki dostałem 23 lata temu od Romka Koseckiego i jego kolegów z reprezentacji Polski, którzy, znając moją pasję, przywozili mi z zagranicznych meczów „pamiątki”. Teraz mam ponad 330 koszulek. Byłoby ich dużo więcej, gdybym w pewnym momencie nie zarzucił kolekcjonowania i nie rozdał swoich „eksponatów”.

Miłość do koszulek jednak zwyciężyła.

– Gdzieś na początku pobytu w seminarium pomyślałem, że to niedobrze, żeby przyszły ksiądz miał taką sportową fascynację. Przestałem oglądać mecze w telewizji. Było tak tylko przez kilka miesięcy – do czasu Mundialu w Hiszpanii, kiedy wszyscy kibicowaliśmy Polakom w seminaryjnej sali. Potem, już po święceniach, uczestniczyłem w ignacjańskich rekolekcjach, w czasie których doszedłem do wniosku, że nie mogę przywiązywać się do rzeczy, więc rozdałem ministrantom i znajomym prawie sto koszulek, kilkadziesiąt metalowych odznak i proporczyków z całego świata. Najcenniejszą koszulkę, Deyny, podarowałem koledze z seminaryjnej ławki. Kilka lat później trafiła w moje ręce druga koszulka Deyny – z jego ostatniego meczu Mistrzostw Świata Oldbojów w Danii. Dałem ją Markowi Citce, piłkarzowi, który wówczas zapowiadał się na następcę Deyny. Niestety jego błyskotliwą karierę przerwała kontuzja.

Powróciłem do piłkarskiego świata jako duchowy opiekun piłkarzy Legii i moja kolekcja się odradzała. Teraz mam do niej dystans – jest mi bliska o tyle, że przypomina miłe wydarzenia i spotkania z wyjątkowymi ludźmi. Na przykład z Carlesem Puyolem, kapitanem Barcelony i reprezentacji Hiszpanii. Z wieloma koszulkami wiążą się ciekawe historie, jak z tą białą z czerwonym krzyżem Interu Mediolan. Nawiązuje ona do koszulek tej drużyny sprzed stu lat i była powodem międzynarodowego konfliktu. Włosi zagrali w tych strojach w meczu Ligi Mistrzów z drużyną Ferenbahce Istambuł. Po przegranej Turcy napisali do UEFA protest, że koszulki z krzyżem gloryfikują krucjaty i że uraziły ich uczucia religijne. Działacze Interu Mediolan odpowiedzieli, że czerwony krzyż na białym tle to ich historyczny i tradycyjny znak i że od niego nie odstąpią.

A jak podoba się Księdzu idea ekumenicznej kaplicy na Stadionie Narodowym?

– W ogóle mi się nie podoba. Nie umiem tego zrozumieć, dlaczego np. w tak bardzo zlaicyzowanej Hiszpanii największy klub świata Barcelona może mieć przepiękną kaplicę Czarnej Madonny, Matki Bożej z Montserrat, patronki Katalonii, z ołtarzem, tabernakulum i fragmentami hymnu Magnificat, a my w katolickiej ponoć Polsce musimy ukrywać najcenniejsze skarby, jakie mamy. Przecież dla każdego katolika kaplica to przede wszystkim miejsce zjednoczenia się z Bogiem w Eucharystii.

Ale mogą się w niej modlić przedstawiciele wielu religii.

– Podobnie jak na Camp Nou w Barcelonie...

Czy polski Kościół wykorzystał duszpasterską szansę podczas EURO?

– Bardzo podobała mi się inicjatywa księży z Poznania, którzy zorganizowali z okazji meczów Strefę Jezusa. Był to tak oryginalny pomysł, że zaniepokoił nawet włodarzy UEFA. Na szczęście ta organizacja, która w europejskiej piłce chce rządzić wszystkim, nie ma jeszcze władzy nad ludzkimi duszami.

Podobno w Pieczyskach za kopanie piłki zabrały się nawet dziewczęta...

– Jak ostatnio dwie wślizgiem weszły na siebie na środku boiska, to aż nogi trzeszczały. Ale nic nikomu na szczęście się nie stało. Otrzepały się i grały dalej. Dziewczęta czasem grają z większym sercem niż chłopcy! Co sobotę z ministrantami i dziewczęcą służbą liturgiczną jeździmy na orlik do Prażmowa i rozgrywamy mecze. Taka sportowa pasja pozwala też łatwiej nawiązać kontakt z dziećmi i młodzieżą, zainteresować ich sportem, a także tym, co dzieje się w parafii... Niedawno odwiedził mnie znajomy ze swoimi synami i młodszy z nich, zapatrzony w kolorowe koszulki na ścianie, westchnął: „Tato, ja też chciałbym być księdzem”.

Czy w Pieczyskach, gdzie Ksiądz od roku jest proboszczem, powstała już drużyna? W poprzednich parafiach od tego zaczynało się duszpasterstwo.

– Mamy nikłą bazę: nie ma szkolnego boiska, a dzieci ćwiczą na wuefie w ciasnym korytarzu. Dzięki pomocy rodziców i władz gminy boisko z prawdziwego zdarzenia dopiero powstaje. Ze Znicza Pruszków dostaliśmy bramki. Legia dała nowe siatki. Paweł Kieszek, bramkarz FC Porto, przywiózł paczkę z profesjonalnymi butami, ochraniaczami, rękawicami – dla młodzieży, której nie stać na ich zakup. Takie inicjatywy zachęcają parafian do działania, jednoczą. Już w maju urządziliśmy rozgrywki o puchar proboszcza. Osiem wiosek, które w nich wystąpiło, złapało sportowego bakcyla i jak tylko powstanie boisko, chcą stworzyć piłkarską ligę.

Piłkarze Legii ufundowali też witraż w kościele – z wizerunkiem św. Stanisława Kostki, patrona młodzieży.

– Ponoć, żeby przeprosić za kopanie się po kostkach (śmiech). Myślę, że takie gesty mają dwustronnie dobre działanie. Piłkarze często żyją w świecie bardzo specyficznym i hermetycznym – między treningiem, boiskiem, szybami autokaru i hotelowym łóżkiem. Z wielkimi pieniędzmi, ambicjami, oderwani od codzienności, zwykłych ludzi i ich problemów. Dlatego przydaje im się kapelan, który pokazuje, że jest ktoś obok, komu można pomóc, że są też inne wartości niż tylko zwycięstwo i puchar na boisku. Z drugiej strony, widok piłkarskiego idola, który klęczy w kościele, modli się, nie wstydzi się swojej wiary, potrafi dać świadectwo, jest dla młodzieży bezcenny. W poprzednich parafiach zaprzyjaźnieni piłkarze rozdawali dzieciom świadectwa z religii, nagrody dla najlepszych uczniów, sędziowali parafialne mecze… Dzisiaj spotykam dawnych, już dorosłych wychowanków z moich pierwszych parafii, którzy wspominają tamte spotkania z piłkarzami.

Jak Ksiądz ocenia nasz występ na EURO?

– Nie można grać na remis. Tak nie da się wygrać. Ważne jest, co zrobimy po EURO: czy wyciągniemy wnioski, krytycznie przyjrzymy się przygotowaniu i taktyce reprezentacji. Czy też pozostaniemy w zachwycie nad tym, że udało się nam zorganizować tak dużą sportową imprezę.•