Ziarnko do ziarnka

Tomasz Gołąb

|

Gość Warszawski 28/2012

publikacja 12.07.2012 00:00

Wszystko tu przypomina o wakacjach. I to właśnie najbardziej podoba się najmłodszym, dla których „... i bach prosto w piach!” może być nie tylko wstępem do teatralnej pasji, ale przede wszystkim zwykłą frajdą.

Ziarnko do ziarnka Teatr dwóch aktorów na koniec ustępuje miejsca najmłodszym, którzy dają im lekcję, jak się można bawić... w piachu Tomasz Gołąb

Teatr Małego Widza konsekwentnie szuka drogi do najmłodszych. Tym razem usypuje ją z ziaren piasku, które dosłownie przelatują przez dziurę w worku niesionym przez jednego z dwóch aktorów. Minimalizm środków, wśród których znalazło się kilkadziesiąt kilogramów piachu i trochę plażowych zabawek, w niczym nie odbiera teatralności całemu przedsięwzięciu. Bo od pierwszych minut, gdy na scenie pojawiają się Bartek Adamczyk i Arkadiusz Wrzesień, aż po końcowe oklaski, dzieci siedzą z rozdziawionymi buziami, głośno śmiejąc się z nieporadności dorosłych, którzy odkrywają uroki piaskownicy. I jeśli już w ogóle padają w tym spektaklu jakieś słowa, to raczej z kameralnej 40-osobowej widowni, bo małe dzieci nadziwić się nie mogą, że niby dorośli, a zwykłej babki postawić nie umieją...

Ale przecież teatr nie tylko bawi. Zwłaszcza, że jego gośćmi są maluszki od pierwszego do piątego, szóstego roku życia. 30-minutowy spektakl pełen jest zaskakujących odkryć i pomysłów, co ze zwykłym piachem zrobić można. Gdzie miejsce na morał? Chyba w stwierdzeniu, że wyobraźnia nie stawia granic dziecięcej kreatywności. I, co ważniejsze, we dwóch można zrobić więcej, niż samemu. Drobne ziarenka fruwają więc w górę i w dół, przesiewane sitem wywijają węże, a na koniec – z pomocą lejka i kilkunastu plastikowych łyżek... albo nie, wszystkiego zdradzić nie można. Dość powiedzieć, że gdy – jak zwykle w przypadku Teatru Małego Widza – na koniec dzieci same mogą wtargnąć na scenę, dość trudno zabrać je stamtąd w ciągu 15 minut. Kolorowe zabawki, muzyka, sympatyczni aktorzy, którzy od dzieci pobierają darmowe lekcje tarzania się, przeskakiwania, a przede wszystkim plażowej architektury, sprawiają, że „... i bach prosto w piach!” może ciekawie urozmaicić weekendowy spacer po Starym Mieście. Teatr Małego Widza mieści się bowiem w wyremontowanych staromiejskich piwnicach, w podziemiach Stołecznego Centrum Edukacji Kulturalnej (wejście od ul. Brzozowej). Scena jest jedną z najmłodszych na teatralnej mapie stolicy. Ale w jej repertuarze już znalazło się kilka interesujących pozycji. „Rozplatanie tęczy” to zaproszenie do zabawy z wodą i kolorami, „Lśnienie” – warsztaty, w których w teatrze cieni to rodzice stają się widownią. W „Julce i Kulce” fantastyczna Justyna Banasiak, tancerka i gimnastyczka artystyczna, która reprezentowała Polskę na olimpiadzie w Atenach, pokazuje w rytm skomponowanej i wykonywanej na żywo przez wiolonczelistkę Izabelę Lamik muzyki, ile niezwykłych emocji może kryć się w odkrywaniu świata i w zwykłej piłce. Z kolei w „Małym Chopinie” z pomnika schodzi wielki kompozytor, żeby samemu opowiedzieć dzieciom o swoich perypetiach z łakociami i mrówkami. Bez nachalnego dydaktyzmu daje najmłodszym lekcję historii i muzyki. Teatr Małego Widza zachwyca w każdym wcieleniu. To sztuka koloru, dźwięku, ale także zapachu oraz dotyku. Interaktywna i mądra.