Dla Jego bolesnej Męki...

Tomasz Gołąb


|

Gość Warszawski 13/2015

publikacja 26.03.2015 00:00

Klasztor przy Żytniej. Gdyby nie napis na murze i wizerunek 
św. Faustyny, klasztor Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia można by 
minąć. A szkoda, bo tu Helena Kowalska rozpoczęła misję szerzenia Bożego Miłosierdzia, które może ocalić świat.


Dla Jego bolesnej Męki... Tomasz Gołąb /Foto Gość

Słowa Pana Jezusa wypowiedziane do św. Faustyny w klasztorze przy ul. Żytniej mają wartość nie tylko historyczną: „Tu cię wezwałem i przygotowałem wiele łask dla ciebie”. Dla 30 sióstr, które żyją za ceglanym murem, obietnica dana Sekretarce Miłosierdzia Bożego jest aktualna. 
– Tyle mówi się o III wojnie światowej, tyle jest grzechów przeciwko naturalnemu porząd-
kowi, przeciwko małżeństwu, przeciwko życiu – wylicza s. Nulla, sekretarka generalna zgromadzenia, przekonując, że światu jak nigdy potrzeba Bożego Miłosier-
dzia. 


Rajskie życie za murem


Klasztor przy ul. Żytniej powstał 153 lata temu z inicjatywy matki Teresy – hrabiny Potockiej, która wzorując się na francuskiej rodzinie zakonnej matki Rondeau, na podarowanej przez św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego parceli zaczęła prowadzić Dom Miłosierdzia dla zaniedbanych moralnie kobiet.

W 1918 r. Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia miało już 7 domów, 164 siostry i blisko pół tysiąca wychowanek. Od 1862 r. dom przy ul. Żytniej pełni funkcję domu macierzystego zgromadzenia.
1 sierpnia minie 90 lat, kiedy progi domu zakonnego przekroczyła młodziutka Helena Kowalska. „Zdawało mi się, że wstąpiłam w życie rajskie” – zapisała w „Dzienniczku” s. Faustyna. Choć po kilkunastu dniach chciała opuścić dom, zawiedziona, że siostry tak dużo czasu poświęcają na pracę. Wówczas objawił się jej Pan Jezus. Całą twarz miał umęczoną, zbroczoną krwią. „Kto Ci zadał taką boleść?” – zapytała. „Ty, jeśli stąd odejdziesz, bo tu cię wezwałem i przygotowałem wiele łask dla ciebie” – usłyszała.
Rok wcześniej, gdy po raz pierwszy zapukała do bram klasztoru, przełożona matka Michaela Moraczewska kazała jej pytać o swoje powołanie „Pana tego domu”. Odpowiedź była wyraźna. Ówczesna kaplica klasztorna to dzisiejszy kościół Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny, najdłużej podnoszona z wojennej ruiny świątynia Warszawy. W bocznej nawie, w całodziennej obecności Najświętszego Sakramentu, stoją relikwie św. Faustyny. Na posadzce wypisano słowa Jezusa skierowane do niej, ale jednocześnie do każdego wstępującego w progi kościoła: „Przyjmuję cię. Jesteś w sercu moim”. 
– Widzimy wyraźnie, jak wiele tych łask przygotował Pan Jezus dla Faustyny i dla każdego, kto ufnie wzywa Jego miłosierdzia – mówi s. Symeona, przełożona wspólnoty na Żytniej.


Licząc na „amnestię”


To tu, dzięki działalności sióstr, ocalały od śmierci moralnej tysiące dziewcząt z Warszawy. Tu w czasie II wojny światowej ratowano Żydówki, przedostające się z sąsiadującego z klasztorem getta. Czerpana dzień i noc woda z głębinowej studni była potrzebna okupowanej Warszawie, tak jak dziś potrzebna jest jej żarliwa modlitwa sióstr przed wystawianym codziennie przez 5 godzin Najświętszym Sakramentem. Na terenie dawnego klasztoru mieści się dziś ośrodek dla bezdomnych prowadzony przez Caritas. Wielu innych zagubionych, poszukujących, poranionych życiowo i duchowo puka codziennie do klasztornej furty.
– Dziś pomocą dla dziewcząt zajmują się trzy inne klasztory w Polsce. Ponadto prowadzimy między innymi na Grochowie przy ul. Hetmańskiej Dom Pomocy Społecznej dla kobiet, a dla dzieci – przedszkole w Derdach koło Piaseczna i Walendowie, a także Dom Dziecka oraz Dom Samotnej Matki w Chyliczkach. Na Żytniej wciąż jednak wypraszamy Boże Miłosierdzie dla świata przez ofiarę życia sióstr i modlitwę. Klasztor jest domem generalnym i miejscem formacji Apostołów Bożego Miłosierdzia „Faustinum”, grupy świeckich, którzy chcą żyć duchowością „Dzienniczka” – mówi s. Symeona.
– Liczymy, że w zapowiedzianym właśnie Roku Miłosierdzia jeszcze przybędzie zafascynowanych Bożym Miłosierdziem – dodaje s. Nulla.


Nadepnęła na siostrę


Gdy Niemcy wpadli na pomysł rozszerzenia getta, matka Moraczewska zarządziła intensywne modlitwy. To wówczas jako wotum za uratowanie klasztoru powstał pierwszy w Warszawie obraz Jezusa Miłosiernego. Ale malująca go s. Lucylla Zabielska za nic nie wiedziała, jak namalować promienie z wizji s. Faustyny. Sekretarka Miłosierdzia Bożego przyszła więc do niej we śnie. Broszurka z modlitwami do Miłosierdzia Bożego, podobnie jak medaliki i obrazki z wizerunkiem rozchodziły się szybko. Kult rozszerzał się daleko poza granice Warszawy, chociaż z pożogi wojennej klasztor nie wyszedł cało. Siostry wywieziono do Ravensbrück, wychowanki do Auschwitz. Już w styczniu 1945 r. do spalonego klasztoru i kaplicy powróciło kilka sióstr i wychowanek. Komunistyczne władze długo, aż do 1973 r., nie pozwalały na odbudowę ich własności. Siostry prowadziły tu jednak bursę, a później świetlicę dla potrzebujących. Dziś na dawnym terenie mieści się także parafialny kościół Bożego Miłosierdzia i św. Faustyny z ośrodkiem pomocy bezdomnym oraz siedziba Konferencji Episkopatu Polski. Siostrom pozostał skrawek ogrodu, do którego kuchennymi drzwiami wychodziła św. Faustyna. Ołtarz i tabernakulum w zakonnej kaplicy, w której codziennie o 15.00 oraz 5 godzin dziennie siostry klęczą na modlitwie, stoją dziś w miejscu dawnego blatu kuchennego. To przy nim pracowała Sekretarka Bożego Miłosierdzia, szykując z innymi posiłki dla ponad 200 podopiecznych zgromadzenia w okresie międzywojennym. Obok, w ciemnym pomieszczeniu, wykorzystując wolne chwile, modliła się leżąc krzyżem na posadzce, co odkryła pewnego razu inna siostra, niechcący potykając się o przyszłą świętą. Ta praktyka zresztą w zgromadzeniu pozostała, zwłaszcza w okresie wielkopostnym.
– Siostra Faustyna naznaczyła swoją obecnością wiele miejsc w klasztorze przy ul. Żytniej. Ale kaplica jest szczególną relikwią, bo tu „spalała się” w pracy, wykonywanej z wielką miłością – mówi s. Nulla.


Deser od święta


Mimo wielokrotnej obecności św. Faustyny, warszawski klasztor nie posiada jednak innych pamiątek.
– Siostra Faustyna zmarła na gruźlicę. Wiele rzeczy osobistych musiało więc zostać spalonych – mówi s. Symeona.
Mimo to do klasztornej furty niemal codziennie pukają pielgrzymi, podążający śladami świętej. Na szlaku między Głogowcem, Płockiem, Wilnem i Łagiewnikami Warszawa jest jednym z ważniejszych miejsc. Dlatego w roku 150-lecia zgromadzenia w podziemiach otwarto minimuzeum, pokazujące historię klasztoru, listy założycielki, ornaty wyszywane przez podopieczne, a nawet czepek i sznur, którym biczowały się siostry. Jest także habit, jaki noszono w czasach s. Faustyny, a na ścianie wyświetlany jest krótki film o miejscach związanych ze świętą.


Zielony zeszyt łask


W rocznicę przyjęcia św. Faustyny do klasztoru, podobnie jak w Święto Miłosierdzia, do klasztornej bramy pukać będzie więcej niż zwykle pielgrzymów. Już dziś siostry oprowadzają grupy z całego świata. Nawet z Papui- -Nowej Gwinei.
Na furcie leży opasła „Księga próśb i podziękowań”. Takich tomów zebrało się już kilkanaście od czasu kanonizacji św. Faustyny. Pielgrzymi i mieszkańcy Warszawy ufnie wpisują kolejne błagania: o dziecko, uzdrowienie, zerwanie z nałogami, pomyślność operacji.
– Kilka lat temu oprowadzałam grupkę, która przyszła zawierzyć Bogu przez św. Faustynę operację guza mózgu ich przyjaciółki. Modlili się nad nią, ksiądz prosił, by zaufała. Po tygodniu zadzwonił ktoś z tej grupy, zapowiadając, że chcą przyjechać podziękować za cud. Okazało się, że ostatnie przed operacją badanie wykazało… brak guza – opowiada s. Symeona.
– Miłosierdzie Boże jest nieskończone, a Bóg szalenie dobry – mówi siostra. •