Oto człowiek

Agata Ślusarczyk

|

Gość Warszawski 13/2016

publikacja 24.03.2016 00:00

Na obrazie Ecce Homo namalowanym przez św. Brata Alberta, cierpiący Jezus nie ma dłoni. – To zachęta, by użyczyć Bogu naszych – wyjaśniają albertynki.

 Obraz w kapicy przypomina s. Maksymilianie, by w cierpiącym człowieku widzieć oblicze Chrystusa Obraz w kapicy przypomina s. Maksymilianie, by w cierpiącym człowieku widzieć oblicze Chrystusa
Agata Ślusarczyk /Foto Gość

Była wigilia. Mroźna. Siostry albertynki z Pragi pospiesznie szykowały się do Pasterki. Pod drzwiami zakonnego domu leżał człowiek. Pijany do nieprzytomności. – Początkowo próbowałyśmy zorganizować mu miejsce w noclegowni, ale ze względu na to, że był pod wpływem alkoholu nikt nie chciał go przyjąć. Przygarnęłyśmy więc go do siebie – wspomina s. Maksymiliana. Kiedy się ocknął, wyciągnął z kieszeni różaniec. Dla albertynek to był znak, że Maryja zawsze czuwa nad swoimi dziećmi. – Nie pierwszy raz Bóg przyprowadza do nas ludzi, którzy potrzebują naszego wsparcia – mówią.

Uśmiech, który leczy

S. Makaria rozpoczęła pracę charytatywną pośród praskiej społeczności w 1983 r. Wtedy do klasztornej fury przy ul. Kawęczyńskiej, gdzie mieści się dom prowincjalny Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim, zaczęło pukać coraz więcej potrzebujących. W 1983 r. siostry uruchomiły więc Kuchnię i Stołówkę św. Brata Alberta dla ubogich. – Obecnie z jadłodajni korzysta około 200 osób. W większości są to starsi, bezdomni, ale i całe ubogie rodziny. Z roku na rok zauważamy, że po posiłki przychodzą coraz młodsze osoby. Widzimy też, że dla niektórych ubóstwo staje się sposobem na życie – mówi s. Makaria, która w stołówce pracuje od samego początku. Zakonnica podaje zupę z uśmiechem. Odrobiną ciepła stara się ogrzać zbolałe życiem serca. – Naszym zadaniem jest przypomnieć człowiekowi, że jest dzieckiem Dobrego Boga – dając mu posiłek, czystą odzież, dobre słowo i okazując szacunek – wyjaśnia. Na materialne potrzeby łatwiej jest zareagować – pomóc wielodzietnej rodzinie opłacić rachunki, przygotować dzieci do sakramentów, wskazać psychologiczną poradnię czy… zorganizować obrączki na kościelny ślub tym, którzy ze względu na biedę nigdy nie mogliby sobie na nie pozwolić. Dopiero po jakimś czasie można w drugim człowieku dotknąć głębi – problemu z alkoholem, nieprzebaczenia, smutku i beznadziei. Albertynki wiedzą, że bez Boga trudno uleczyć takie rany… – Na początku marca zorganizowałyśmy podopiecznym naszej kuchni rekolekcje. W Roku Miłosierdzia zastanawiałyśmy się, co jeszcze możemy zrobić, by osoby, które korzystają z naszej pomocy mogły doświadczyć Bożego Miłosierdzia – mówi s. Maksymiliana.

Nie można w kółko pić!

Pierwszego dnia rekolekcji do kaplicy albertynek przyszło prawie 70 osób, drugiego – ponad 20. Umytych, czysto ubranych. Ubodzy do rekolekcji przygotowywali się także duchowo – przez trzy tygodnie podczas posiłków słuchali rozważań na temat uczynków miłosierdzia. – Niekiedy odzywało się w nich sumienie, wówczas zaczynali głośniej rozmawiać, by nie słyszeć o tym, że mimo biedy mogą wiele zrobić także dla innych – mówi albertynka. Podczas rekolekcji kilka osób poszło do spowiedzi. Siostry są przekonane, że Bóg szuka każdej okazji, by dotrzeć do ich serc. S. Weronika jak dziś pamięta pewną sytuację. Wynosiła śmieci. Wór był ciężki. Do pomocy poderwał się mężczyzna. – Nie wiem dlaczego zaczęłam na niego krzyczeć i wypominać mu, że nie można w kółko pić! Że szatan chce wyrwać mu z serca Boga i szczęście – wspomina. Po jakimś czasie mężczyzna przyznał, że tego dnia chciał popełnić samobójstwo. – Bóg upomniał się o mnie – wspominał. Założyciel sióstr albertynek św. Albert powtarzał, że „powinno się być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny”, a w drugim człowieku widzieć cierpiącego Chrystusa. O jego nauce przypomina obraz Ecce Homo (Oto człowiek), który wisi w klasztornej kaplicy. Święty Albert nie dokończył portretu – Jezus w cierniowej koronie nie ma dłoni. – To zachęta, by użyczyć Bogu naszych. Dlatego chcemy być jeszcze bliżej ubogich, w przyszłości planujemy stworzyć na Pradze przytulisko dla kobiet, gdzie będziemy mogły służyć w szerszym zakresie, organizując na przykład pomoc psychologiczną – mówi s. Maksymiliana. Siostry albertynki pracują na Pradze od 1919 r. Przy ul. Kawęczyńskiej, oprócz kuchni, posługują także w Domu Pomocy Społecznej. W całej Polsce służbie ubogim oddanych jest 500 naśladowczyń św. brata Alberta.

Kuchnia dla ubogich

mieści się przy ul. Kawęczyńskiej 4a. Posiłki wydawane są od poniedziałku do piątku od godz. 9.45 do 13. W piątki od 14 do 18 w kuchni przyjmowane są ubrania dla biednych.