Requiem dla świata

Hanna Karolak

|

Gość Warszawski 44/2016

publikacja 27.10.2016 00:00

Na ile sztuka Jelinek jest prognozą naszych czasów? – oto pytanie adresowane do widza.

▲	Spektakl łączy elementy codzienności z apelem do sumień. ▲ Spektakl łączy elementy codzienności z apelem do sumień.
Andrzej Karolak/Foto Gość

Niezależnie od formy, jaką Maja Kleczewska znalazła dla reżyserowanego przez siebie spektaklu „Wściekłość” , tekst Elfriede Jelinek zawiera istotne przesłanie. Tym spektaklem Teatr Powszechny raz jeszcze potwierdza swoją deklarację artystyczną, że jest teatrem, który „się wtrąca”.

Jelinek bowiem w swoich esejach „Moja sztuka protestu” postuluje zaangażowanie twórczości w wydarzenia, które budzą grozę i cofają nas do najgorszych czasów nazizmu. Realizatorzy spektaklu, podejmując ten apel, utrzymują, że szczególnie teraz sztuka nie może uciekać od odpowiedzialności za zło. Jelinek rozpoczęła pisanie „Wściekłości” po zamachu w redakcji pisma „Charlie Hebdo” w Paryżu. Rzeźnia ruszyła. Co dalej? Zdaniem Kleczewskiej ten spektakl to requiem dla świata, który znaliśmy. Łukasz Chotkowski, współautor, dodaje: „Wściekłość jest postępująca, jest trendem ogólnoświatowym”. Dialog autorki i dialog realizatorów nakładają się na siebie. „Czy wściekłość radykalnego muzułmanina nie jest tą samą wściekłością, którą czuje radykalny prawicowiec?” – pyta Jelinek i prowokacyjnie woła: „Zabijcie wszystkich, którzy nie są wami”. Jelinek napisała sztukę, która stała się prognozą naszych czasów. Na wieść, że wystawi ją Teatr Powszechny, przysłała komentarz: „Martwi coś szemrają, wybaczają, nie wybaczają, ofiary leżą zakopane albo spalone, prawo wyleciało w powietrze, może i nie każdy rozpada się na kawałki, to obejmuje wszystkich. Powinnam móc o tym mówić, ale nie mogę. Dotarłam do mętliku zamiast do prawdy, likwidacja ludzi odbywa się w takim tempie, że widać tylko strzępy, a oni dalej ustawiają się w kolejce”. Te słowa obezwładniają. Widziałam wzruszenie na twarzy reporterów podczas próby zdjęciowej. Rzadkie zjawisko. Być może chaos inscenizacyjny, jaki wprowadziła reżyserka, przykrył nieco przesłanie, ale to, co najważniejsze, przebiło się do widzów.