Dziennik przebudzenia

Hanna Karolak

|

Gość Warszawski 14/2018

publikacja 05.04.2018 00:00

Refleksja nad życiem według prozy Jerzego Pilcha pełna jest poczucia humoru, ale nie ucieka od tematów ostatecznych.

Niesforny pacjent, Adam Ferency, wystawia na trudną próbę cierpliwości swoją opiekunkę (Joannę Kosierkiewicz). Niesforny pacjent, Adam Ferency, wystawia na trudną próbę cierpliwości swoją opiekunkę (Joannę Kosierkiewicz).
Andrzej Karolak

Rzadko się zdarza, by aktor tak silnie wcielił się w odtwarzaną przez siebie postać. Gdy Jerzy Pilch wysłuchał monodramu w wykonaniu Adama Ferencego dla Polskiego Radia, na podstawie swego „Dziennika”, powiedział bez kokieterii: „ten tekst jest pański również”.

Trzeba było przecież wydobyć wszelkie niuanse z tej niejednoznacznej prozy: ironię i sarkazm, ale też smutek przemijania, rozstanie z tym, co stanowi największą wartość. A jednak udało się nie uronić nic z tego, co ważne. Powstała symbioza świetnej prozy i aktorskiego kunsztu. W dodatku między wierszami aktor zmieścił to, co nostalgiczne: próbę obłaskawienia tematów ostatecznych, jak problem choroby i odchodzenia. Adam Ferency ma świadomość tego, co przemijalne. Jest pełen niepokoju, ale jednocześnie godzi się z koniecznością trwania w tej niestabilnej rzeczywistości. Czym więc stanie się dla niego owo przebudzenie? Na ile będzie dramatyczne, na ile przewidywalne? Spektakl dopełniają nowoczesne i wyraziste wizualizacje z pogranicza jawy i snu. Za scenariusz odpowiada Magda Kupryjanowicz, o muzykę zadbał Piotr Łabonarski. Niestety, spektakl grany jest nieregularnie. Ale teatromani z pewnością będą umieli odnaleźć go na afiszach.