Idźcie bez lęku

Agata Ślusarczyk

|

Gość Warszawski 23/2019

publikacja 06.06.2019 00:00

Leżąc krzyżem na posadzce kościoła, zawierzali swoje kapłaństwo. Właśnie spełniło się ich największe marzenie: dać ludziom Boga. Jak odkryli swoje powołanie?

Posłuszeństwo, codzienna modlitwa o Ducha Świętego, zawierzenie Maryi i troska o młodzież – to przesłanie, jakie pozostawił nowo wyświęconym księżom bp Romuald Kamiński. Posłuszeństwo, codzienna modlitwa o Ducha Świętego, zawierzenie Maryi i troska o młodzież – to przesłanie, jakie pozostawił nowo wyświęconym księżom bp Romuald Kamiński.
Agata Ślusarczyk /Foto Gość

Na ten dzień czekali, odkąd przekroczyli próg Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej. 1 czerwca z rąk bp. Romualda Kamińskiego podczas Mszy św. w katedrze św. Michała Archanioła i Floriana Męczennika dziewięciu diakonów przyjęło święcenia prezbiteratu: Sylwester Bryska z par. Imienia NMP w Warszawie, Jarosław Miłkowski z par. Narodzenia NMP w Hołubli, Robert Noiszewski z par. św. Mikołaja BP w Dobrem, Łukasz Piotrowski z par. św. Marka Ewangelisty w Warszawie, Jakub Sędek z par. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Warszawie, Jan Zbigniew Staruchowicz z par. Świętej Trójcy w Ząbkach, Radosław Tkaczyk z par. Wniebowzięcia NMP w Kałuszynie, Karol Wejda z par. św. Faustyny w Helenowie, Michał Wydryszek z par. św. Włodzimierza w Warszawie.

Choć dziś mają w sercu ogromną radość, przekonanie, że są posłani przez Boga, ukuwało się w nich latami: godziny spędzone na modlitwie, zawiłe drogi, trudy życia i rozeznawania.

– To wszystko było potrzebne, by odkryć to największe pragnienie: „chcę służyć ludziom, dając im w sakramentach Boga” – mówią. Ksiądz Łukasz Piotrowski o tym, że może zostać księdzem, po raz pierwszy pomyślał podczas Pierwszej Komunii św. Później taka myśl pojawiała się dopiero w liceum.

– Poszedłem na filologię polską, żeby zweryfikować, czy te myśli będą powracać, czy nie – wspomina. Powróciły intensywnie pod koniec studiów.

Ks. Ł. Piotrowski dał sobie więc jeszcze rok do namysłu i poszedł do pracy. Po raz pierwszy postanowił też podzielić się myślami o kapłaństwie ze spowiednikiem.

– Usłyszałem, że mam się modlić, chodzić często na Mszę św., czytać Pismo Święte i… szukać znaków. Nie rozumiałem wówczas, co to znaczy – wspomina. Niedługo po spowiedzi stało się coś, co na zawsze odmieniło jego drogę.

– Wychodziłem z kościoła, razem ze mną wychodzili też inni ludzie. Jakiś starszy pan podszedł do mnie i zapytał: „Proszę księdza, o której dziś Msza św.?”. Nie byłem nawet ubrany jak ksiądz. Dla mnie był to wyraźny znak – wspomina. Decyzja o wstąpieniu dla rodziców i przyjaciół była niemałym zaskoczeniem. – Koledzy myśleli, że są w ukrytej kamerze, rodzice zostawili mi wolność, tylko brat bliźniak radził dobrze się zastanowić – mówi. Do seminarium poszedł w wieku 26 lat. I od razu wiedział, że „to jest to”. – Szybko wszedłem w codzienny rytm, także modlitewny, mimo że wcześniej tak dużo się nie modliłem. To też pokazało mi, że jestem na dobrej drodze – mówi.

Myśl o kapłaństwie u ks. Karola Wejdy pojawiła się niespodziewanie. Zbliżał się czas bierzmowania i poważnych, życiowych decyzji.

– Zastanawiałem się intensywnie, co w życiu robić, i podczas Mszy św. pomyślałem, że może Bóg chce, żebym został księdzem. Od razu poczułem wewnętrzny sprzeciw: „Ale ja tego nie chcę!”. Zaraz po tym przyszła druga myśl, jakby pocieszenie, że Bóg jest w stanie zmienić serce człowieka i mogę zacząć pragnąć tego, co chce dla mnie Bóg – wspomina ks. K. Wejda.

I zmienił. Dziś jest nowo wyświęconym księdzem. – Od zawsze chciałem służyć ludziom, dlatego poszedłem na prawo. Ale zrozumiałem, że najbardziej mogę im służyć, dając w sakramentach Boga – mówi.

Także dla ks. Radosława Tkaczyka odkrywanie powołania było długim procesem. – Wszystko zaczęło się w czasie gimnazjum i liceum, byłem wówczas ministrantem i lektorem. Opiekował się nami pewien ksiądz, poświęcał nam wiele czasu, był zawsze dostępny i otwarty, można było porozmawiać z nim na różne tematy. Widziałem, że daje mu to radość – wspomina neoprezbiter. Dzięki jego postawie gorliwość młodego chłopca wzrastała. – Zacząłem zastanawiać się, „czy ja też mogę taki być”. Zdałem maturę i poszedłem do seminarium – mówi. W przededniu święceń czuł w sercu radość i pokój.

– Chcę być świętym kapłanem – mówił. I dodawał: – Pan Jezus, odchodząc, przekazał uczniom dwie najważniejsze wskazówki: miłujcie się i zachowujcie Moje przykazania. To praca na całe kapłańskie życie.

Podczas obrzędu święceń bp Romuald Kamiński zapewnił diakonów o wielkiej modlitwie nie tylko rodziców i przyjaciół, ale także całego lokalnego Kościoła.

– Tak wiele osób pragnie was wspierać, by to wyruszenie na głoszenie Ewangelii było radosne i mocne – powiedział.

Ostrzegł przyszłych księży, że „niezależnie jak ten świat wygląda, czy nas chce, czy nie, czy się do nas uśmiecha, czy nam grozi, czy nas pragnie, czy odrzuca”, mają iść do świata bez lęku, gdyż idą do niego z mandatu nie kogo innego jak tylko Jezusa Chrystusa. A posłanie kapłańskie jest światu najbardziej potrzebne, gdyż prowadzi do zbawienia.

– Musicie w sobie zdobyć to przekonanie, że w żaden sposób nie idziecie we własnym imieniu ani dla własnej sprawy – podkreślił biskup. Pewni są. Więc idą.