Marsz "prawicowych hipokrytów"

Tomasz Gołąb Tomasz Gołąb

dodane 09.06.2019 15:20

10 tys. rodziców z dziećmi przeszło ulicami Warszawy w XIV Marszu dla Życia i Rodziny. - Nie pozwolimy krzywdzić naszych dzieci - mówili Rafałowi Trzaskowskiemu, który rano ich obraził.

Marsz "prawicowych hipokrytów" Na koniec marszu wszystkie mamy najmłodszych dzieci otrzymały pamiątkowe body. Tomasz Gołąb /Foto Gość

Marsz pod hasłem: "Nie pozwól na demoralizującą seksedukację w warszawskich szkołach" rozpoczął się od Mszy św. w bazylice św. Krzyża.

Bogu dzięki, że wyruszycie ulicami Warszawy, by dać wyraz woli ochrony życia, troski o właściwy kształt życia rodzinnego i zaprotestować przeciwko temu, co uderza w życie, rodzinę i wychowanie dzieci. Jako chrześcijanie mamy twardo chodzić po ziemi, ale być zapatrzeni w niebo. Bądźmy budowniczymi cywilizacji miłości, bo tylko ona może zapewnić szczęśliwość naszemu światu - mówił ks. Piotr Rutkowski, przytaczając słowa Jana Pawła II, że "naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości".

Marsz odbył się także w 130 innych polskich miastach.

- Nie zgadzamy się, by prawa rodziców byty deptane. Jeśli władze Warszawy nie wycofają się z planów wprowadzenia obowiązkowej edukacji seksualnej naszych dzieci, we wrześniu przyjdziemy tu znowu - wołał przed ratuszem przy pl. Bankowym Kazimierz Przeszowski, wiceprezes Centrum Życia i Rodziny, który przyszedł na marsz z dwoma synami. Przypomniał, że 80 proc. Polaków nie chce obowiązkowej seksedukacji według standardów WHO w szkołach i przedszkolach. - Niech Rafał Trzaskowski nie spłaca politycznych długów kosztem naszych dzieci - dodał.

Zobacz:

Galeria zdjęć z Marszu

Rano prezydent Warszawy określił uczestników Marszu dla Życia i Rodziny "prawicowymi hipokrytami". - Nie jesteśmy hipokrytami. My naprawdę niepokoimy się o kolejne pokolenia. Drżymy o naszą 11-letnią wnuczkę, uczennicę śródmiejskiej szkoły - mówili Krystyna i Stanisław Petri. Sami mają za sobą 48 lat małżeństwa, ale nie pamiętają jeszcze takiego pomieszania pojęć i ataku na wartości.

Podobnie czują Katarzyna i Rafal Mellerowie, którzy na marsz przyszli z 2,5-letnim Wojtusiem. - Katolików spycha się dziś coraz bardziej na margines. Naszą obecnością chcieliśmy dać wsparcie wszystkim, którzy walczą o zdrową rodzinę - mówili, idąc placem Teatralnym.

W marszu, który rozpoczął się przy pomniku Kopernika, wzięło udział ok. 10 tys. osób. Wiele z nich niosło plansze z napisem: "Stop aborcji" oraz "Stop demoralizacji przez seksualizację". Wspólnie wznosili okrzyki: "Dzieci skarbem, a nie garbem", "Inka woła do nas z nieba: zachowajmy się jak trzeba", "Nie pozwól nikomu rządzić w twoim domu". Maszerujący nieśli 100-metrową białoczerwoną flagę.

Dzień wcześniej Centrum Życia i Rodziny zorganizowało ekspercką konferencję poświęconą skutkom permisywnej, wczesnej edukacji seksualnej. Część prelegentów szła razem z uczestnikami.

- Klęska, fiasko edukacji seksualnej przejawia się w  rosnącej liczbie aktywności seksualnej dzieci, rosnącej ilości chorób przenoszonej drogą płciową, rosnącej liczbie przypadków przemocy na tle seksualnym - mówiła prof. Judith Reisman, autor rządowego programu badań w USA nad założeniami edukacji seksualnej autorstwa Kinseya.