Andrew Comiskey o byciu dobrym darem

Agata Ślusarczyk Agata Ślusarczyk

dodane 28.06.2019 17:03

O potrzebie stworzenia w Kościele "bezpiecznych miejsc” dla osób zmagających się z problemami tożsamości płciowej mówi Andrew Comiskey, inicjator Strumieni Życia.

Andrew Comiskey o byciu dobrym darem Andrew Comiskey odkrył źródło swoich seksualnych skłonności, teraz pomaga przejść drogę uzdrowienia innym. Agata Ślusarczyk /Foto Gość

Agata Ślusarczyk: Jak duży wpływ na program Strumieni Życia wywarli polscy święci Jan Paweł II i s. Faustyna? Pana droga uzdrowienia rozpoczęła się w Kościele protestanckim. Teraz jest Pan katolikiem.

Andrew Comiskey: Ich spuścizna uporządkowała i pogłębiła pewne prądy myślowe, które już wcześniej były w mojej posłudze, jeszcze zanim stałem się katolikiem. Święty Jan Paweł II poprzez swoją teologię ciała pogłębił moje rozumienie bycia człowiekiem, a s. Faustyna, którą odkryłem 10 lat temu, uwrażliwiła mnie na rozumienie krzyża jako źródła Bożego miłosierdzia, które przynosi uzdrowienie. Oni dopełnili tę myśl, te treści, które obecnie stanowią rdzeń nauczania Strumieni Życia.

Mówi Pan, że należy tworzyć w Kościele "bezpieczne miejsce” dla ludzi borykających się z problemem zranionej tożsamości płciowej. Dlaczego jest to tak ważne, by tworzyć je w Kościele?

Tylko Kościół może objawić prawdę o Bogu, który stworzył każdego z nas jako mężczyznę i kobietę do bycia dobrym darem. Dla mnie jest to coś nierozerwalnego. Posługa, której istotą jest odkrywanie i doświadczanie Bożego miłosierdzia w tych sferach, może się dokonywać tylko w Kościele z samej natury rzeczy, gdyż opiera się na Bożej łasce, Bożym zamyśle, a nie na ludzkich wysiłkach.

Jaką rolę w Pana uzdrowieniu odegrał Kościół katolicki?

W Kościele ewangelikalnym, którego byłem członkiem, każdy miał swoją interpretację tego, co znaczy być Kościołem. Ta wielorakość i niejednoznaczność, a także nieprzewidywalność miała pewien destrukcyjny wpływ na moją tożsamość i jej poszukiwanie. To wzbudziło we mnie głód Kościoła apostolskiego. Bardzo doceniam autorytet władzy Kościoła, dzięki niemu nie muszę żyć w niepewności, czy Kościół będzie istniał za rok, czy nie. Odkryłem także, że na drodze uzdrowienia ważną rolę odgrywa wspólnota - tu, na ziemi, i w niebie, która wstawia się za nami.

Strumienie Życia były jednym z pierwszych programów, które poruszały temat tożsamości płciowej. Czy drzwi Kościoła otworzyły się na oścież, czy wciąż jest to temat tabu?

Chciałbym, żeby tak było. Wielu biskupów, proboszczów, kapłanów, osoby posługujące w diecezjach, mężczyźni, kobiety coraz bardziej rozumieją potrzebę pomocy osobom, które zmagają się z problemami związanymi ze swoją tożsamością. Stają się pomostami, poprzez które Strumienia Życia mają otwarte drzwi do diecezji i parafii. Bardzo pomocny jest tu także papież Franciszek, który mówi, że Kościół ma być szpitalem polowym. 

Cały wywiad można będzie przeczytać w 27. numerze "Gościa Niedzielnego".