Powstaniec w sutannie

Oprac. jjw

|

Gość Warszawski 38/2019

dodane 19.09.2019 00:00

Na miejsce kaźni podchodził spokojny i opanowany. 75 lat temu „Rudy”, kapelan powstańców, został powieszony. Legendy mówią, że na własnej stule.

Bohaterskich kapłanów upamiętniono w Muzeum Powstania Warszawskiego. Bohaterskich kapłanów upamiętniono w Muzeum Powstania Warszawskiego.
Joanna Jureczko-Wilk / Foto Gość

Na ekspozycji Muzeum Powstania Warszawskiego wśród zdjęć powstańczych kapelanów, którzy z narażeniem życia udzielali posługi duszpasterskiej walczącym i cywilom, wisi zdjęcie bł. ks. Józefa Stanka SAC.

Pallotyn o powstańczym pseudonimie Rudy – kapelan zgrupowania AK „Kryska”, patronuje też kaplicy w muzeum, gdzie zostały złożone jego relikwie.

W miejscu tym co niedzielę o 12.30 odprawiana jest Msza św. w intencji powstańców i cywilnych ofiar powstania. 22 września Eucharystia będzie celebrowana jako podziękowanie za życie i posługę bł. ks. J. Stanka w 75 rocznicę jego śmierci.

Jeszcze błogosławił…

Kiedy rankiem 23 września 1944 r. hitlerowcy poprowadzili go na zaplecze magazynów Społem, na tyłach dawnych posesji przy ul. Solec 53 i 55, zobaczył tam ciała powstańców powieszonych na żelaznych belkach. To był ostatni dzień walk na Czerniakowie. Świadkowie wspominają, że postać w sutannie szła skupiona, spokojna. „Nie Żydzi, nie Anglicy, lecz ci w czarnych kieckach są najgorsi, to są diabły” – te słowa wykrzyczane przez Niemca popychającego ks. Stanka mijający go o. Józef Warszawski SJ dobrze zapamiętał. Ksiądz Stanek szedł bez butów. Niemcy kazali mu zdjąć powstańczą opaskę, ale tego nie zrobił.

Scenę powieszenia obserwowało ponad 200 osób, które spędzono „ku przestrodze”. Małgorzata Lorentowicz, jedna ze świadków, wspomina: „Ksiądz Józef ręce miał uniesione, jak w geście udzielania błogosławieństwa, i poruszał wargami, jakby się modlił. Pozostawał w absolutnej ciszy i spokoju, w całkowitym pogodzeniu się ze śmiercią”. Miał 28 lat.

Ciała kapłana i powieszonych z nim dwóch sanitariuszek wisiały jeszcze jakiś czas, żeby ostrzegać innych „bandytów”. W 1945 r. zwłoki ekshumowano i pochowano w mogile zbiorowej przy ul. Solec, a w następnym roku przeniesiono je na cmentarz wojskowy na Powązkach. Ciało w sutannie było dobrze zachowane – na szyi widoczna była odciśnięta pętla. Niektóre opowieści mówią o tym, że kapłan został powieszony na własnej stule. Po oględzinach jednak stwierdzono, że zrobiono to prawdopodobnie na kablu. W kieszeni sutanny znaleziono kapłański brewiarz.

W 1994 r. u zbiegu ulic Wilanowskiej i Solec stanął pomnik ks. Stanka oraz innych żołnierzy i powstańców walczących na Czerniakowie. 5 lat później św. Jan Paweł II beatyfikował go w gronie 108 polskich męczenników za wiarę. O jego wyniesienie na ołtarze wystąpili do pallotynów sami powstańcy.

Taki młody ksiądz

Do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego młody Józef wstąpił zaraz po maturze w 1935 roku. Dwa lata później rozpoczął studia w pallotyńskim seminarium w Ołtarzewie. Święcenia kapłańskie otrzymał w archikatedrze warszawskiej w 1941 roku. W tym samym czasie rozpoczął studia na tajnym Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Wybuch powstania zastał go w Zakładzie Sióstr Rodziny Maryi na Koszykach przy ul. Hożej, gdzie pracował jako duszpasterz i kapelan pobliskich szpitali. Został skierowany do posługi w zgrupowaniu AK „Kryska” na Czerniakowie. Powstańcy pamiętają, że zawsze był w sutannie (którą pożyczył od ówczesnego kleryka Edwarda Materskiego) z nałożoną stułą i biało-czerwoną opaską na ramieniu. Podtrzymywał na duchu, spowiadał, nauczał, w kwaterze przy ul. Wilanowskiej zorganizował kaplicę. Ale jak trzeba było, to wyciągał powstańców spod gruzów, opatrywał rannych, nosił wodę z Wisły. Kiedy sytuacja stała się dramatyczna, miał możliwość ewakuacji na praski brzeg Wisły. Wolne miejsce w pontonie oddał jednak rannemu powstańcowi. Z żołnierzami na Powiślu został do końca.

Podczas pacyfikacji Przyczółka Czerniakowskiego wyznaczono go na wysłannika powstańców, gdy Niemcy zaproponowali pertraktacje. Rozmowy zakończyły się fiaskiem, a kapłan został zatrzymany jako zakładnik. Przed kapitulacją kazał powstańcom zniszczyć broń, czym ściągnął na siebie gniew hitlerowców. Jak podkreślali świadkowie zeznający w procesie beatyfikacyjnym, „Rudy”, chociaż był kapłanem zaledwie trzy lata, dla Boga w imię miłości bliźniego podjął wiele heroicznych działań. Aż po męczeńską śmierć.