Boski głos

Tomasz Gołąb

|

Gość Warszawski 42/2019

dodane 17.10.2019 00:00

Przez pół wieku kurs lektorski ukończyło 5 tysięcy absolwentów. W Świątyni Opatrzności Bożej dołączy do nich ponad 200 nowych.

	Przez 50 lat doskonaliło swe umiejętności bardzo wielu lektorów. W 2018 r. ukończyło go 160 osób. Przez 50 lat doskonaliło swe umiejętności bardzo wielu lektorów. W 2018 r. ukończyło go 160 osób.
Zdjęcie wmsd.waw.pl

Zbyt wolno czy za szybko? Wyraźnie czy nie? Wystarczająco głośno czy tak, że słychać co drugie słowo?

Od tego, jak podczas Mszy św. i nabożeństw lektorzy czytają lekcje Pisma Świętego, zależy naprawdę wiele.

Dykcja to nie wszystko

Jeśli nie ma kantora, lektorzy odśpiewują lub czytają także psalm responsoryjny. W procesji mogą ponadto wnieść Ewangeliarz. Mogą również zapowiadać intencje modlitwy powszechnej. Ale ich posługa to coś znacznie więcej niż umiejętność odczytywania biblijnych tekstów. − Gdy podjęto myśl o przygotowaniu do pełnienia tej funkcji przy ołtarzu, trwały podniosłe uroczystości związane z tysiącleciem chrześcijaństwa w Polsce. Rok wcześniej zakończył obrady Sobór Watykański II – wspomina ks. prał. Wiesław Kądziela, który od 50 lat przygotowuje chłopców i mężczyzn do posługi lektoratu.

To właśnie sobór w Konstytucji o liturgii potwierdził, że ministranci, lektorzy, komentatorzy i chórzyści spełniają ważną funkcję liturgiczną. Ojcowie soborowi polecali, by wypełniali „swój urząd z tak szczerą pobożnością i dokładnością, jak to przystoi wzniosłej posłudze i odpowiada słusznym wymaganiom Ludu Bożego” i postulował, by „starannie wychować te osoby w duchu liturgii oraz przygotować do odpowiedniego i zgodnego z przepisami wykonywania przypadających każdemu czynności”. Lektorzy byli w Kościele od początku, ale sobór wraz z reformą liturgiczną wprowadził więcej czytań mszalnych, doceniając ich posługę. Przygotowaniem starszych ministrantów do lektoratu w archidiecezji warszawskiej zajął się ponad pół wieku temu ks. Jan Szymborski, a następnie ks. Bogusław Bijak.

Pierwsze wykłady poprowadzili m.in. niedawno zmarły ksiądz aktor Kazimierz Orzechowski i ks. Wiesław Kądziela, wówczas kleryk III roku seminarium warszawskiego, a jednocześnie absolwent Wydziału Instrumentalnego Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej. Do dziś nieprzerwanie prowadzi zresztą zajęcia z fonetyki i śpiewu liturgicznego.

Dziesięcina

Zainteresowanie kursami od początku było duże. Pierwsza promocja odbyła się w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Dzień, w którym Chrystus posłał swoich uczniów, by głosili Ewangelię, wybrał ks. Bogusław Bijak, szef wydziału duszpasterskiego. W kościele Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu 15 maja 1969 r. stanęło 50 kandydatów. Mieli za sobą trzyletnią formację, która odbywała się w różnych parafiach: wykłady z Pisma Świętego, liturgiki, dykcji i śpiewu psalmu responsoryjnego, który był nowością w posoborowej liturgii.

Dziś promocja lektorska ma swój rytuał posłania. Biskup trzyma otwartą Księgę, a lektorzy kładą na niej ręce, odpowiadając na słowa biskupa: „Amen”. Dostają znaczek lektorski i legitymację. Lektorami było wielu dzisiejszych polityków czy dziennikarzy, nie mówiąc o kapłanach i biskupach, w tym bp. Marku Solarczyku, który przy wielu okazjach chętnie opowiada o tajemnicy swojego powołania.

W 1968 r. zajęcia przeniesiono do seminarium przy Krakowskim Przedmieściu, a comiesięczne spotkania zaczęto nazywać „kursem lektorskim”. Pół wieku temu pierwszych 50 włączył do grona lektorów bp  Bronisław Dąbrowski. Po Mszy św. zachęcił ich, by „zgodnie ze starożytnym zwyczajem” złożyli ze swojego grona „dziesięcinę”. Stwierdził, że byłoby dobrze, gdyby 5 z 50 nie poprzestało na kursie lektorskim, ale wstąpiło do seminarium. − To były prorocze słowa – mówi ks. Wiesław Kądziela, ceniony muzykolog, autor wielu pieśni kościelnych. − Pięciu akurat z tego pierwszego kursu wybrało kapłaństwo! Byli to: Andrzej Buczel, Feliks Chudzik, Jan Ruciński, dzisiejszy proboszcz parafii Nawiedzenia NMP na Nowym Mieście, ks. Stefan Kotwiński i ks. Marek Rymuza, długoletni katecheta Liceum im. Stefana Batorego.

Nie każdemu wolno śpiewać

Do Soboru Watykańskiego II obrzęd błogosławieństwa lektorów był zresztą związany z drogą do kapłaństwa: miał rangę święceń niższych.

Samą uroczystość określano mianem „święceń lektorskich”, a w każdym roczniku lektorów zawsze znalazł się ktoś, kto odkrył w sobie powołanie, także zakonne. Do dziś płacą więc „dziesięcinę”, zgodnie z prośbą abp. Dąbrowskiego. Szybko rosnące szeregi lektorów zbiegały się z zainteresowaniem posoborowymi zmianami w liturgii. Tak jak dziś cieszą kard. Kazimierza Nycza i bp. Romualda Kamińskiego, tak napawały radością kard. Stefana Wyszyńskiego i bp. Władysława Miziołka, który tuż po święceniach biskupich promował kolejny rocznik w parafii MB Różańcowej na Bródnie.

Od 1972 r. promocje lektorskie odbywały się w kościele seminaryjnym. W lipcu 1974 r. 70 lektorów, pod opieką ks. Bijaka i ks. Kądzieli, uczestniczyło w pierwszych wspólnych rekolekcjach w Łąkcicach nieopodal Krościenka. − Byliśmy rozlokowani w kilku chałupach góralskich nad Dunajcem. Do niezapomnianych chwil należą Msze św. o godz. 7, na które trzeba było iść pieszo około 4 km, by wysłuchać kazania ks. Franciszka Blachnickiego. Ale mieliśmy też Msze św. sprawowane na ołtarzu zbudowanym z kamieni, nad spienionym i szumiącym Dunajcem. Były też górskie wycieczki na Trzy Korony, na Sokolicę, do wąwozu Homole. Odtąd rekolekcje odbywają się co roku – opowiada ks. Wiesław Kądziela. Na kurs lektorski wysyłani są głównie licealiści. Ale w 2015 r. był też kandydat 80-letni.

Nie każdy ministrant może zostać lektorem. Czasem przeszkodą jest wada wymowy, innym razem ks. Kądziela „surowo” zakazuje komuś śpiewać. Od posługi czytających zależy przecież cała liturgia.

Uczniowie posłani

Przez kilka lat lektorzy wyjeżdżali na rekolekcje w Tatry. Do dziś wspominają kazania przyszłego bp. Józefa Zawitkowskiego z górską panoramą w tle. „Kazania na Górze” były jak oddech swobody i wolności w ponurych latach 70. W kolejnej dekadzie rekolekcje odbywały się w podwarszawskiej Magdalence, gdzie – choć brakowało przestrzeni i gór – w porównaniu z dotychczasowymi spartańskimi warunkami wszystko, kaplica, stołówka, sala konferencyjna i kominek, wydawało się luksusem. Nazwa domu, „Posłania Uczniów Pańskich”, oddawała charakter prowadzonej w nim działalności. − Prymas Józef Glemp przyjechał raz z kardynałem z Kolonii, Josephem Heffnerem, który był zdumiony tyloma młodymi ludźmi na rekolekcjach dla służby liturgicznej.

Rekolektantów odwiedzało wielu kapłanów, w tym ks. Jerzy Popiełuszko. Oczekiwanym gościem na każdym turnusie rekolekcyjnym w latach 80. był także ks. Walenty Królak, ojciec duchowny seminarium misyjnego „Redemptoris Mater”, późniejszy proboszcz parafii św. Augustyna. Prowadził nabożeństwa pokutne, głosił homilie zapadające w serce przyszłym lektorom. Bawił nas podczas wieczorów przy kominku opowieściami pełnymi humoru – wspomina ks. Wiesław Kądziela. Dziś rekolekcje odbywają się w budynku seminarium. Klerycy bardzo angażują się w przygotowanie ministrantów.

Spójrzcie na wiernych

Od chwili ukazania się nowego brewiarza lektorzy zachęcani są również do korzystania z tej formy duchowego rozwoju. Ks. Kądziela kolejnym rocznikom wpaja, że nie będą dobrymi przekazicielami słowa Bożego, jeśli sami nie będą jego odbiorcami. Muszą je czytać i kierować się nim w życiu. Podczas egzaminów lektorskich każdy musi wykazać się umiejętnością skomentowania czytań. Jeśli sami ich nie rozumieją, jak mogą zrozumieć je wierni? − Owszem, pracujemy nad dykcją, nad poprawną akcentacją, którą zupełnie pomija się w nauczaniu szkolnym. Zachęcam lektorów, by sami czytali dużo. Oczywiście Pismo Święte, ale nie tylko. Nawet gazety – półgodzinne czytanie na głos pomaga im nie tylko przy pulpicie lektorskim, ale także w szkole. Lepiej się zaprezentują, będą mieli lepsze oceny, ale przede wszystkim słowo Boże będzie lepiej rozumiane w świątyniach. A przecież o to chodzi – mówi z naciskiem ks. Kądziela.

Przypomina kursantom, żeby od czasu do czasu podnosili wzrok znad lekcjonarza i popatrzyli na wiernych. Cieszy się, że na kurs lektorski garną się wciąż nowi kandydaci. Duża w tym zasługa kapłanów, którzy opiekują się ministrantami. 50. kurs kończy właśnie ponad 200 kolejnych lektorów. Absolwenci poprzednich roczników spotkają się z nimi 19 października w Świątyni Opatrzności Bożej na Mszy św. pod przewodnictwem metropolity warszawskiego. 51. kurs rozpocznie się 27 października w kościele seminaryjnym.