Owieczki kochają w ciszy

Agata Ślusarczyk

|

Gość Warszawski 48/2019

publikacja 28.11.2019 00:00

Nie trzeba wiele. Wystarczy Dobry Pasterz z drewna, jego stado, spokój i można odkryć prawdę o Bożej miłości. Autystycznym sercem.

Każde dziecko ma swojego opiekuna Każde dziecko ma swojego opiekuna
Agata Ślusarczyk /Foto Gość

Kiedy 10 lat temu przy ursynowskiej parafii bł. Edmunda Bojanowskiego powstawała Niepubliczna Specjalna Szkoła Podstawowa „Krok po kroku”, założycielom przyświecał jeden cel.

− Chcieliśmy stworzyć miejsce, gdzie niepełnosprawne intelektualnie dzieci z głębokim autyzmem nie tylko nauczą się podstawowych czynności życiowych, jak mycie zębów, ubieranie się czy zagotowanie wody na herbatę, ale przede wszystkim doświadczą miłości Boga i nawiążą z Nim osobistą wieź – mówi Maria Łubowicz, dyrektor ds. dydaktyki i katechetka.

W niepublicznej placówce trwa właśnie katecheza. Specjalna. Pani Maria przesuwa drewnianą figurkę Dobrego Pasterza po dywanie. W ręku ma Biblię. Spokojnym, cichym głosem czyta przypowieść o Dobrym Pasterzu, który troszczy się o swoje owce. Autystyczny Andrzej bierze figurkę i spontanicznie się do niej przytula. Ania w tym czasie wykręca owieczkom nogi.

Pomysł, by o miłości Boga do człowieka opowiadać na przykładzie przypowieści o Dobrym Pasterzu, nie jest nowy. Włoszki Sofia Cavalletti i Gianna Gobi, kontynuując dzieło Marii Montessori, od połowy XX w. tworzyły autorski program wychowania religijnego dla dzieci. Nazwany został Katechezą Dobrego Pasterza.

− Jego autorki odkryły, że spośród różnych przypowieści biblijnych dzieci najczęściej wracają do tej o pasterzu i owcach, intuicyjnie utożsamiając się z owieczkami – mówi M. Łubowicz.

Obecny w 50 krajach na świecie, adresowany do dzieci w wieku 3−12 lat, program formacji religijnej dyrektor szkoły specjalnej nowatorsko postanowiła przenieść na autystyczny grunt, tworząc z niego „duchowy program” szkoły.

− Edukację zaczynaliśmy od prostych rzeczy. Pokazywałam obraz Jezusa Miłosiernego i rysunek serca. I mówiłam: „Jezus kocha” – wspomina dyrektor.

Potem, zgodnie z zaleceniami autorek programu, w szkole powstało atrium – sala wyposażona w pomoce dydaktyczne dla dzieci. Pociechy mogą w niej nie tylko dotknąć makiety pustego grobu, ubrać figurkę księdza w ornat stosowny do roku liturgicznego, w domku Maryi za pomocą figurek odegrać scenę zwiastowania, ale także – podobnie jak ministrant – poznać elementy Mszy św., ustawiając kielich i korporał na miniaturowym ołtarzu i modląc się z miniaturowego lekcjonarza.

− Dzieci z natury mają pragnienie miłości. Największą i bezwarunkową może dać im tylko Bóg. Staramy się, by dziecko, szczególnie na przykładzie ewangelicznej relacji pasterz−owce, samo to odkryło. To daje mu poczucie bezpieczeństwa. Zadziwiające, jak bardzo doświadczenie bycia bezwarunkowo kochanym przekłada się na postępy w rozwoju niepełnosprawnego dziecka – mówi dyrektor.

Nauka w szkole specjalnej odbywa się krok po kroku. Każde z dziewięciorga uczących się tu dzieci ma swojego osobistego nauczyciela.

Marta Krysiak, pedagog specjalny, pracuje z 11-letnią Izą nad umiejętnością stosowania dezodorantu.

− Zdrowe dzieci uczą się przez naśladowanie, dzieci autystyczne z niepełnosprawnością intelektualną muszą zapamiętać łańcuch zdarzeń, który niekoniecznie jest dla nich oczywisty i logiczny. W przypadku użycia środka higienicznego są to 42 czynności, które krok po kroku ćwiczymy, począwszy od otwierania drzwi i zapalania światła w łazience − wyjaśnia.

− Praca z niepełnosprawnymi dziećmi wymaga wiele cierpliwości, miłości i uwagi. Bez zakotwiczenia w Bogu mogłaby być trudna do uniesienia zarówno dla nauczycieli, jak i dla uczniów – zauważa pedagog.

Raz w tygodniu dzieci i ich opiekunowie spotykają się w szkolnej kaplicy na Eucharystii. Przed aktem pokuty ksiądz pokazuje obraz z zabrudzonym sercem, wyjaśnia, że gdy przeprosimy Pana Jezusa, serce na nowo stanie się czerwone. Niektóre dzieci przystępują do Komunii Świętej.

− Po Przeistoczeniu dzieci się uspokajają, czasami jest to moment zupełnej ciszy. Zaczynają wyczuwać Bożą obecność. Po Mszy św. nie wybiegają od razu z kaplicy, ale zostają na chwilę adoracji – mówi pani dyrektor.

Skupienie panuje także podczas „lekcji ciszy”, od której zaczyna się katecheza.

− Przekazuję dzieciom zapaloną święcę i zwracając się do każdgo, mówię: „Jezus cię kocha, posłuchaj w ciszy, co mówi w twoim sercu” – wyjaśnia M. Łubowicz.

Efekty katechetycznej pracy nierzadko są wzruszające.

− Pamiętam chłopca, który siedział wpatrzony w krzyż. Powiedziałam mu, że to Pan Jezus. A on położył rękę na swoim sercu i spontanicznie powiedział: „kocha”. I o to przecież chodziło.