W ręce zawsze różaniec

Joanna Jureczko-Wilk

|

Gość Warszawski 7/2020

publikacja 13.02.2020 00:00

Były narkotyki, alkohol, myśli o śmierci… – poruszające świadectwo aktora Michała „Miśka” Koterskiego na spotkaniu zorganizowanym przez wspólnotę Wojowników Maryi.

– Codziennie rano odmawiam Różaniec  i on daje mi siłę  – mówił aktor. – Codziennie rano odmawiam Różaniec i on daje mi siłę – mówił aktor.
Joanna Jureczko-Wilk /Foto Gość

Wypełniony po brzegi mężczyznami kościół bł. Władysława z Gielniowa na Natolinie w skupieniu słuchał opowieści aktora. 8 lutego, na drugim w tym roku spotkaniu zorganizowanym przez Wojowników Maryi, kontynuowano temat z poprzedniego zjazdu, który odbył się 12 stycznia w Legionowie: „Ojciec i córka. Jak być bohaterem dla swojej córki”.

Poza Eucharystią, którą sprawował bp Piotr Jarecki, adoracją Najświętszego Sakramentu, modlitwami i konferencjami przewidziano też czas na świadectwa. O swoim nawróceniu i nowym życiu z Bogiem opowiadał aktor i satyryk – Szedłem przez życie, raniąc bliskich i innych ludzi. Nic nie było dla mnie wartością, nie miałem kręgosłupa, byłem jak liść na wietrze, który lądował tam, gdzie były fajne imprezy, fajne towarzystwo, gdzie mieli wódę i dragi za darmo – mówił Michał „Misiek” Koterski.

– Ukończyłem różne terapie, przeszedłem przez wiele ośrodków i doszedłem do momentu, w którym nie potrafiłem żyć ani z narkotykami, ani bez nich. Pięć lat temu byłem już tak umęczony życiem, w takim ogromnym smutku, że uklęknąłem i powiedziałem tak prosto z serca: „Boże, zabierz mi tę obsesję brania, a zrobię wszystko, żeby już nigdy nie wrócić do narkotyków”. I tak się stało, przestałem odczuwać głód narkotykowy. Poczułem radość, ale z drugiej strony bałem się, żeby to nie zniknęło. Zacząłem ciężko pracować nad sobą. Aktor opowiadał o cudownych interwencjach nieba, targowaniu się z Bogiem i nawróceniu, jakiego doświadczył w Medjugorju, a także o modlitwie różańcowej, która towarzyszy mu każdego dnia. – W najtrudniejszych momentach Jezus niósł mnie na plecach, dawał niesamowite znaki. Zawsze gdzieś towarzyszył mi wizerunek Maryi i miałem poczucie, że Ona nie pozwoli mi umrzeć – wyznał „Misiek”.