Ulica to żaden wybór

Joanna Jureczko-Wilk

|

Gość Warszawski 7/2020

publikacja 13.02.2020 00:00

Zamiast w noclegowni wolą pomieszkiwać na działkach i klatkach schodowych. Ale to nie jest ich pomysł na życie.

– Wstyd często powstrzymuje przed wyciągnięciem ręki  po pomoc – przekonywali uczestnicy rozmowy. – Wstyd często powstrzymuje przed wyciągnięciem ręki po pomoc – przekonywali uczestnicy rozmowy.
Joanna Jureczko-Wilk /Foto Gość

Bezdomność może dotknąć każdego. Nagła choroba, niespłacony kredyt, komornik… Wśród moich znajomych bezdomnych jest kompozytor, dwóch dziennikarzy, architekt, grafik, inżynier mechanik. Ja sam kiedyś doskonale sobie radziłem: jestem antropologiem kultury, byłem kustoszem w Muzeum Narodowym w Warszawie, dziennikarzem.

Splot różnych wydarzeń, moich złych decyzji, spowodował, że od 23 lat jestem bezdomny – mówił Paweł Ilecki, który teraz na Uniwersytecie Warszawskim pisze pracę doktorską o bezdomności. Wieczorem 4 lutego był gościem spotkania w Szkole im. Cecylii Plater-Zyberkówny w Warszawie i mówił o krzywdzącym micie bezdomności z wyboru.

– Wielu „domnych” ma proste recepty: idź do noclegowni, znajdź pracę, a jeśli tego nie chcesz zrobić, to znaczy, że wybierasz życie na ulicy. Takie gotowe plany na czyjeś życie nie sprawdzają się – dodaje Paweł Ilecki.

Jak mówiła goszcząca też na spotkaniu Adriana Porowska, prezes Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, dyrektorka Pensjonatu Socjalnego św. Łazarz w Ursusie, pomoc w wychodzeniu z bezdomności bywa trudna, bo oparta jest na systemie placówkowym, w którym nie każdy się odnajduje. W noclegowniach obowiązuje regulamin, trzeba być trzeźwym (a wielu bezdomnych jest uzależnionych od alkoholu) i przestrzegać ustalonego rytmu dnia. Wielu nie wytrzymuje mieszkania w wieloosobowych salach i ucieka.

– Wśród bezdomnych aż 80 proc. to mężczyźni, bo im jest najtrudniej przyznać się do porażki, pokonać wstyd, poprosić o pomoc, zaufać. Mogą spać na ławce w parku i wciąż powtarzać, że nie potrzebują pomocy – mówiła Adriana Porowska.

Zdaniem gości potrzeba bardziej indywidualnego podejścia do potrzeb bezdomnych. Uwzględnienia tego, że osoby chore psychicznie, z nałogami potrzebują specyficznego wsparcia. Łatwiej i skuteczniej pomóc też tym, których problemy dopiero się zaczynają, niż wtedy, gdy w bezdomności tkwią już kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Dlatego potrzebny jest system szybkiej interwencji.

– Kiedy pytam bezdomnego, czy gdyby dostał klucz do własnego mieszkania, to mimo to wybrałby życie na działkach, zawsze słyszę, że od razu poszedłby do mieszkania – dodaje Paweł Ilecki.