Darek marzy o piecyku

Joanna Jureczko-Wilk

|

Gość Warszawski 31/2020

publikacja 30.07.2020 00:00

Na leki dla schorowanej pani Alinki w tym miesiącu już uzbierano 200 zł. Ale po sierpniu przychodzi wrzesień i kolejne miesiące. Pomoc dla niej i dla innych potrzebna jest stale.

Każdego dnia jadłodajnia przy Miodowej wydaje 200–300 ciepłych posiłków. Każdego dnia jadłodajnia przy Miodowej wydaje 200–300 ciepłych posiłków.
Joanna Jureczko-Wilk /Foto Gość

Drobna, starsza pani przeszła udary i musi przyjmować leki na nadciśnienie. Niska renta nie wystarcza nie tylko na wykupienie recept. Pani Alinka codziennie przychodzi do jadłodajni przy ul. Miodowej.

Przychodzi tam też Darek, ale teraz również po to, żeby jako wolontariusz gotować dla innych. Od wielu lat jest bezdomny, nocował na dworcach i działkach. Dzięki dobrym ludziom od niedawna mieszka w domku na działce, na której już się zadomowił, posadził pomidory i ogórki. I jedyne, co go martwi, to nadchodząca zima. W domku trzeba ocieplić sufit, kupić jakiś piecyk do ogrzewania, no i łóżko, bo Darek nadal śpi na styropianie.

Mirosławowi udało się wyjść z bezdomności i zamieszkać w mieszkaniu komunalnym. Ale z niskiej renty wyżyć się nie da, szczególnie kiedy szwankuje zdrowie. Na leki, żywność, bilet miejski, czasami na ubrania potrzeba miesięcznie dodatkowo ok. 1000 zł, chociaż pan Mirek wciąż uważa, że o pomoc prosić „nie wypada”. On, pani Alinka i Darek od lat są pod opieką Fundacji Kapucyńskiej im. bł. Aniceta Koplińskiego.

Fundacja powstała 10 lat temu, żeby wspierać działalność charytatywną braci mniejszych kapucynów, w tym jadłodajnię, którą od ponad ćwierć wieku zakonnicy prowadzą przy ul. Miodowej. Przychodzą tu bezdomni i ubodzy, ale często w ich sytuacji sama zupa nie wystarczy. Dlatego dwa lata temu powstał Dom bł. Aniceta Koplińskiego, gdzie potrzebujący nie tylko otrzymują kompleksową pomoc, ale też tworzą środowisko wzajemnego wsparcia. Żeby jednak pomagać, trzeba mieć z czego.

Akcja „Zostań patronem ubogich” prosto i wyraźnie pokazuje, na co są potrzebne pieniądze: 3 tys. zł miesięcznie – na posiłki dla 6 schorowanych seniorów, którzy nie mogą przyjść do jadłodajni; 700 zł – na leki i żywność dla chorego Ryszarda, który na dodatek niedawno przeszedł koronawirusa; 100 zł – na zakup opału dla Darka… Czasami potrzeby są jednorazowe, gdy trzeba wymienić zepsutą pralkę na nową, jednak w większości przypadków wydatki są stałe. Każdy darczyńca może wybrać, czy chce dołożyć się do zakupu pralki, czy też opłacić wykupienie recept na leki czy okulary.

– Dla naszych podopiecznych nawet – zdawałoby się – prozaiczne wydatki, jak zakup żywności, butów na zimę, czajnika, sprzętu rehabilitacyjnego, ciepłej pościeli, są problemem. Prowadząc zbiórki na te konkretne potrzeby, chcemy pokazać, jak niewiele czasami potrzeba, żeby kogoś uszczęśliwić i uspokoić, że w kolejnych miesiącach będzie miał pieniądze na opłacenie rachunków czy zakup leków. Chcemy też, żeby darczyńca, wpłacając pieniądze, wiedział dokładnie, na co one zostaną przeznaczone – mówi Milena Barysz z Fundacji Kapucyńskiej. I dodaje, że akcja cały czas się zmienia, bo na jedne cele udaje się zebrać pieniądze, a już powstają nowe.

Zbiórka na konkretne potrzeby podopiecznych fundacji jest prowadzona na portalu Patronite.pl. Każdy może stać się „patronem ubogich” i wybrać jedną z dostępnych kwot comiesięcznego wsparcia. Darczyńcy będą informowani, co dzieje się z ich „podopiecznym” i jaką pomoc otrzymał. Dostaną też różaniec wykonany przez ubogich na cotygodniowych spotkaniach Manufaktury Kapucyńskiej oraz wdzięczną modlitwę wszystkich podopiecznych fundacji. Szczegóły znajdują się pod linkiem: patronite.pl/fundacjakapucynska.