Ukryta i cierpiąca s. Wanda Boniszewska

Joanna Jureczko-Wilk

|

Gość Warszawski 40/2020

publikacja 01.10.2020 07:41

Walczyła – czasami dosłownie – o zagrożone kapłańskie i zakonne dusze. Tak jak prosił ją o to sam Jezus.

▲	Siostra Wanda po powrocie z więzienia w 1957 roku. ▲ Siostra Wanda po powrocie z więzienia w 1957 roku.
reprodukcja Joanna Jureczko-Wilk /Foto Gość

Stolica Apostolska wydała zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego mistyczki i stygmatyczki s. Wandy Boniszewskiej z bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, która zmarła w 2003 r. w domu zakonnym w podwarszawskich Chylicach. Jej grób znajduje się w zakonnej kwaterze na cmentarzu w pobliskim Skolimowie.

– W tej chwili kompletowany jest skład komisji beatyfikacyjnej, której zadaniem będzie zebranie materiału, przesłuchanie świadków, zbadanie życia s. Wandy i pozostawionych przez nią pism – mówi ks. Bartłomiej Pergoł, notariusz Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Nosiła stygmaty jak o. Pio, żywiła się Komunią św. jak Marta Robin, z polecenia Jezusa pisała dziennik jak s. Faustyna, ale przede wszystkim znosiła wielkie cierpienia, ofiarowując je Chrystusowi w akcie wynagradzania. Życie pełne chorób, bólu, odrzucenia, poniżenia, a także 6-letni pobyt w więzieniu na Uralu, gdzie była bita i przetrzymywana w nieludzkich warunkach, ofiarowała jako wynagrodzenie za grzechy księży i zakonów, za niewierność, oziębłość, bylejakość w posłudze, zwłaszcza przy sprawowaniu Eucharystii.

„Odwracają się kapłani do światowych złudzeń, wyrywają się z mego serca” – skarżył się Pan Jezus Wandzie w 1947 r., wielokrotnie podkreślając wielką godność kapłańską i niezmienne miłosierdzie dla tych, którzy się nawracają. A gdy s. Wanda zgodziła się być całopalną ofiarą w ich intencji, Chrystus nie krył, że walka będzie trudna. „Twoje życie będzie na krzyżu, czuwaj, byś z niego nie schodziła, bo nieprzyjaciel zastawia wojsko” – mówił do drobnej, niepozornej zakonnicy schowanej za grubymi szkłami okularów. Była tytanem tej walki. Często walczyła o dusze konkretnych duchownych, uwikłanych w grzechy alkoholizmu, nieczystości, myślących o porzuceniu sutanny… Brała na siebie ich choroby. W czasie zamachu na św. Jana Pawła II cierpiała fizycznie wraz z papieżem.

Ukrywający się po wojnie w klasztorze w Pryciunach jezuita o. Antoni Ząbek wspomina, jak któregoś dnia modlącą s. Boniszewską jakby coś dusiło, nie mogła złapać tchu. Kiedy odmówił nad nią egzorcyzm, wszystko ustąpiło, ale na szyi zakonnicy pozostały ślady grubego powrozu – po walce o duszę księdza „z dalekiej północy”, który chciał popełnić samobójstwo.

„Siostro anielska”, „Wandziu od rany Mego Serca”, „łezko moja” – mówił czule Jezus do swojej wybranki. Ona zwracając się do Niego: „Najukochańszy”, ofiarowywała całą siebie: swoje zapalenia płuc, opon mózgowych, otrzewnej, chorobę serca, podejrzenie gruźlicy w ostatnim stadium (szykowano suknię do trumny), anemię, guza piersi, częste omdlenia, złamanie stawu biodrowego (co spowodowało, że w starszym wieku poruszała się o kulach, a potem na wózku).

Wanda Boniszewska urodziła się 2 czerwca 1907 r. w Kamionku nieopodal Nowogródka. Jej dzieciństwo naznaczone było chorobą matki, zawieruchą wojenną i nieobecnością ojca. Od najmłodszych lat miała mistyczne wizje, wpadała w ekstazy, rozmawiała z Jezusem, Maryją, Aniołem Stróżem, innymi mieszkańcami nieba i duszami z czyśćca. Jako 12-latka po raz pierwszy poczuła ból przyszłych stygmatów, które potem latami (jako wewnętrze lub widoczne) były szczególnym znakiem jej współuczestnictwa w Męce Pańskiej. Śluby wieczyste złożyła w 1933 r. Pracowała w placówkach zgromadzenia w Wilnie i Pryciunach, zajmując się pracami gospodarskimi w polu, ogrodzie, w zakonnej kuchni oraz prowadząc formację m.in. ministrantów i dzieci przygotowujących się do Pierwszej Komunii.

Podczas drugiej wojny światowej siostry w Pryciunach dawały schronienie kapłanom i zakonnikom, za co w 1951 r. s. Wanda została skazana na 10 lat pracy w łagrze na Uralu. W ciężkich warunkach, bita i poniżana, dawała świadectwo wiary, była oparciem dla współwięźniów i swoją postawą nawracała nawet katujących ją oprawców. W 1956 r. została zrehabilitowana i wróciła do Polski. W placówkach w Białymstoku, Lutkówce i Częstochowie pomagała w parafiach, prowadziła dom pielgrzymów, prowadziła kursy maszynopisania i wyrabiała dewocjonalia. Po urazie stawu biodrowego w 1988 r. nie odzyskała już sprawności. Do końca życia przebywała w domu głównym zgromadzenia w Chylicach (obecnie Konstancin-Jeziorna).