Za jakie grzechy cierpię?

Joanna Jureczko-Wilk

|

Gość Warszawski 04/2022

publikacja 27.01.2022 00:00

Ból człowieka może być karą, ale też wyrazem miłości. Święty Tomasz z Akwinu podał jego siedem motywów, jednak każdy sam powinien pytać Boga: dlaczego?

Ojciec Gałuszka powtarzał za św. Tomaszem, że każde dopuszczenie zła, jakiego człowiek doświadcza, ma związek z dobrem. Ojciec Gałuszka powtarzał za św. Tomaszem, że każde dopuszczenie zła, jakiego człowiek doświadcza, ma związek z dobrem.
YouTube/AKW

Gość kolejnego spotkania z cyklu „Duchowość dla Warszawy”, które odbyło się 20 stycznia w auli Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi, dominikanin o. dr Tomasz Gałuszka, nie miał łatwego zadania. Jak sam przyznał, kilka lat temu na tytułowe pytanie: „Czy cierpienie jest karą za grzechy?” miał prostą odpowiedź. Teraz bliskie mu są w tej kwestii poglądy św. Tomasza z Akwinu, doktora Kościoła, który w życiu przeżył wiele traumatycznych wydarzeń, a jednak z nadzieją mówił o sprawach najtrudniejszych.

W Bogu nie ma zła

Według św. Tomasza zło może nas spotkać ze strony sił natury i fizjologii, od upadłych aniołów lub może być winą człowieka, ale nie pochodzi od Boga, który jest samą miłością. Odróżnił też takie cierpienia, jak starzenie się, choroby, śmierć, które przyszły na nas jako skutek grzechu pierwszych rodziców i w tym kontekście mogą być pojmowane jako kara za grzech, od zła, które angażuje człowieka na wielu poziomach i przy którym pojawia się pytanie: dlaczego? – Święty Tomasz rozróżnia jeszcze zło skandaliczne, przed którym człowiek milknie, bo jest nie do pojęcia. O tym złu mówi, opisując śmierć niewinnego Jezusa. To jest krzyż, przed którym człowiek staje bezradny, na przykład patrząc na cierpienie niewinnego dziecka. Można go przeżywać na wzór Maryi, która stała na Golgocie i nic nie mówiła, po prostu była – powiedział o. Tomasz Gałuszka. Pytamy, za jakie grzechy cierpimy. I robimy rachunek sumienia z całego życia, szukając win, które mogły ściągnąć karę. Dla św. Tomasza karą jest wszystko, czego człowiek doświadcza podczas swojego życia, a co go boli i czego nie chce. Może być przywróceniem pewnego porządku po jakiejś winie, może mieć charakter prewencyjny lub zadośćuczynienia, gdy niewinna osoba bierze na siebie karę kogoś innego (dobrowolna ofiara Chrystusa na krzyżu). – Bóg zachowuje się jak ojciec, który kocha swoje dziecko i jest świadomy zła, jakie dokonało się za jego sprawą. To nie jest zdystansowany sędzia czy lekarz, dla którego pacjent jest obcą osobą, ale to jest Ojciec, który widzi więcej – mówił gość spotkania. Święty Tomasz opisuje, że nasze cierpienia mogą być: karą spowodowaną bałaganem zrobionym przez nas samych (poprzez grzech lub przestępstwo), lekarstwem, pouczeniem, okazaniem się chwały Bożej (ewangeliczny przykład uzdrowienia niewidomego), ochroną przed złem, np. pychą („oścień” św. Pawła), lub próbą (jak u Hioba).

Wołaj i pytaj

Kiedy więc na cierpienie ciało reaguje bólem, wola mówi, że go nie chce, a intelekt zadaje pytania: „Ale kto za tym stoi? Dlaczego przychodzi to do mnie?” – powinniśmy wołać do Boga. – Dla św. Tomasza moment, w którym Bóg objawia człowiekowi powody jego cierpienia, jest najbardziej intymny, wręcz sakralny. My byśmy bardzo chcieli wyjaśniać ludziom, dlaczego cierpią, ale to jest rola Boga – zaznaczył o. Gałuszka. Podkreślił, że dominikański teolog bardzo bronił tezy, że każde dopuszczenie zła, jakiego człowiek doświadcza, ma związek z dobrem, a nawet wielkim dobrem. A po zmartwychwstaniu nasze ciała, podobnie jak ciało Jezusa, przeniknięte mocą Boga, będą lśniły właśnie naszymi ziemskimi ranami. – Dlatego też św. Tomasz idzie dalej i zamienia pytanie, dlaczego cierpię, w pytanie, po co cierpię. Bo cierpienie bez Boga nie uszlachetnia, ale człowieka przygniata. Przeżywane, kontemplowane, odkrywane z Bogiem, daje szansę na wejście w rzeczywistość duchową – podkreślał dominikanin.

Czy epidemia jest karą za grzechy?

Na pytanie o epidemię o. Tomasz Gałuszka radził odczytać to wydarzenie we własnej przestrzeni duchowej. – Dla wielu pandemia jest złem skandalicznym, kiedy tracą swych najbliższych. Inni przechodzą wobec niej obojętnie, a nawet mówią, że ktoś ją sobie wymyślił. Wierzący mogą wykorzystać ten czas do czynienia bardzo konkretnego dobra, traktować jako moment rekolekcji, przemyślenia, ale też przemiany Kościoła. To może być błogosławiony czas – odpowiadał dominikanin. Uczestnicy chcieli też wiedzieć, jak pomóc tym, którzy w cierpieniu nie mają oparcia w Bogu. Gość spotkania zachęcał do reagowania na cierpienie, do miłosierdzia, które nie jest użalaniem się, ale bardzo konkretną pomocą. – W świecie z nadprodukcją słów przychodzi czas, szczególnie wobec osób niewierzących, kiedy trzeba ewangelizować czynami, co jest trudniejsze – podkreślił dominikanin.