• facebook
  • rss
  • Szmoncesy i inne bomby

    Hanna Karolak


    |

    Gość Warszawski 38/2012

    dodane 20.09.2012 00:15

    Choć wybrzmiały już dźwięki muzyki na Festiwalu Singerowskim, warto jeszcze pobyć w jej kręgu, odwiedzając miejsce, którego tradycje firmują dwie wielkie osobistości. Słowem: Teatr im. Estery Rachel i Idy Kamińskich na placu Grzybowskim.

    Klimat muzycznego spektaklu „Dla mnie bomba” w reżyserii pomysłodawczyni i dyrektora artystycznego festiwalu Warszawa Singera Gołdy Tencer przenosi nas w lata przedwojennej Warszawy. Kanwą opowieści są wspomnienia starego subiekta, który ze swego skromnego sklepu z płytami, książkami i pamiątkami stworzył miejsce, dokąd przychodzą rozmiłowani w minionej epoce goście. Ich anegdoty, wspomnienia, humor zawarty w nieprzetłumaczalnym wiernie terminie „szmoncesy” pozwalają wierzyć, że póki będą wierni tradycji bywalcy podobnych artystycznych kawiarenek, póty przetrwa ona najrozmaitsze transformacje obyczajowe, kulturowe zawirowania czy kaprysy mody. Młodość i humor w tym spektaklu, w którym udział bierze cały zespół Teatru Żydowskiego, reprezentuje niepomny na upływ czasu dyrektor teatru, Szymon Szurmiej.

    Wigoru i dystansu do samego siebie mogą się uczyć od niego najmłodsi adepci sztuki aktorskiej. Sposób, w jaki rozmawia z publicznością, w jaki opowiada stare i nowe dowcipy, nie ma sobie równych. Jak to możliwe, że przez tyle lat zachował wręcz młodzieńczy wdzięk? Może sekret tkwi w tym, że trzeba kochać to, co się robi. A Szymon Szurmiej, mimo burzliwych losów, zawsze był wierny temu, co kochał najbardziej: teatrowi. W tym bezpretensjonalnym przedstawieniu trudno wymienić wszystkich śpiewających i grających aktorów, nie można jednak pominąć Wojciecha Wilińskiego w roli starego subiekta, który przejął zapewne talent estradowy po swoim wspaniałym ojcu, Kazimierzu Pawłowskim, przez lata bawiącym publiczność na scenach Teatru Syrena czy Buffo. Założę się, że jest jeszcze wielu warszawiaków, którzy odwiedzali te teatry, by podziwiać równie legendarnych mistrzów estrady.
Kiedy oglądamy na festiwalu Singera choćby nowojorski spektakl „100 Years of Yiddish Music Theatre”, czyli „Sto lat Żydowskiego Teatru Muzycznego”, z rewelacyjną Danielle Rabbani, czy kiedy podziwiamy kunszt Zalmena Mlotka, amerykańskiego wykładowcy muzyki, folkloru i teatru jidysz, możemy nie bez satysfakcji skonstatować, że Teatr Żydowski w Warszawie z nie mniejszą starannością pielęgnuje tradycje i wartości, by przekazywać je kolejnym pokoleniom.


    Rozdajemy bilety


    Dla naszych Czytelników mamy trzy podwójne zaproszenia na spektakle grane w październiku na deskach Teatru Żydowskiego. Rozlosujemy je wśród osób, które 24 września na adres warszawa@gosc.pl nadeślą e-mail z danymi kontaktowymi i numerem telefonu oraz odpowiedzią na pytanie: w którym roku powstał w Warszawie Teatr Żydowski?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół