• facebook
  • rss
  • Daj siłę do tych pieluch, Panie...

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Kilkanaście metrów dywanu, kilka szkrabów stawiających małe kroczki między zabawkami, one i On. Bóg ukryty w pszennym opłatku na ołtarzu. Kto lepiej zrozumie?

    Wczesne przedpołudnie, wtorek, jak co tydzień. W domach sytuacja ogarnięta: starsze dzieci w szkole, mąż (lub żona) w pracy, na półkach poukładane. Można się zająć sobą, a dokładniej, własną duszą. Po drodze: spacer – z Muranowa, Żoliborza, Śródmieścia. Pół godziny – akurat, żeby maluchy złapały pierwszy albo drugi dziś sen. Budzą się przed wejściem do kaplicy w klasztorze dominikanów przy Freta. Już stoi tu kilka dziecięcych wózków. Ania Zarzycka przydreptała z Nowolipek. Pierwszy raz. Tyle razy chciała wybrać się na adorację w tygodniu i zawsze coś wypadało. Ostatnio zaczęła pracę. Jest instruktorem zajęć teatralnych w Ognisku Pracy Pozaszkolnej. – Może właśnie dlatego teraz decyzja przyszła łatwiej. Bo kiedy zaczynają się schody, człowiek odruchowo szuka jakiegoś duchowego ukojenia – śmieje się.

    Z wózka wygląda ciekawa świata 11-miesięczna Danusia. W kaplicy półmrok, na ołtarzu przy monstrancji z Najświętszym Sakramentem palą się dwie oliwne lampki. Dwa okna rzucają wystarczająco dużo światła, żeby mieć maluchy na oku. A jednocześnie zerkać tam, skąd Światła przychodzi najwięcej, pod krzyż. W pierwszym momencie zaskakuje jednak cisza. Wydawało się, że tam, gdzie są dzieci roczne, dwu-, trzyletnie gwar będzie przeszkadzał się modlić. A tymczasem jest inaczej. I o to chodzi. Maria Jabłońska przyszła z dwuletnim Nikodemem. Drugi raz, ale z nadzieją na więcej. – Bo to czas ważny dla mnie, ale ufam, że także dla mojego dziecka – podkreśla. – Zaczęliśmy chyba z pięć lat temu. To podopieczni i założyciele fundacji „Sto Pociech” poprosili o taką formę modlitwy. Bo trzeba przyznać, że rodzice z małymi dziećmi nie są mile widziani na parafialnych nabożeństwach. Często są przepędzani, bo „dziecko przeszkadza w modlitwie”. A przecież dziecko jest takie, jakie jest. I takie musi być akceptowane – zaznacza o. Mirosław Pilśniak, dominikanin, duszpasterz rodzin i opiekun „Stu Pociech”. Dobrze wie, że czas z małymi dziećmi często oznacza mniej czasu dla Pana Boga. Wszyscy rodzice na to narzekają. 45-minut sam na sam (mimo że z dzieckiem) z Panem Bogiem otrzymało swoją nazwę: „Cicho, sza... Tu mówi Pan Bóg”. Zwykle rozpoczyna się fragmentem Ewangelii i krótkim wprowadzeniem o. Mirosława. Od 10.30 do 11.15 jest chwila na adorację. Szybko mija. W kapitularzu kościoła św. Jacka (wejście – najpierw przez dziedziniec, po lewej stronie kościoła, potem drzwi po prawej stronie pomiędzy dwoma filarami) leży dywan. Dzieci mogą przynieść zabawki. Mają kredki, te leżące – swoje smoczki i gryzaczki próbują dosięgnąć na własnych kocykach. – Nie obawiajcie się, że Wasze dziecko nie zachowa należytej ciszy i skupienia. Nikt tego nie oczekuje. „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie” – to nawet więcej niż zaproszenie. Pozwólcie dzieciom, pozwólcie sobie – zachęca jedna z założycielek „Stu Pociech”, Katarzyna Dołęgowska-Urlich.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół