• facebook
  • rss
  • Już widać wiosnę!

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:00

    Przybywa maluchów. Czy seria szczęśliwych i wyjątkowo rzadkich narodzin w stołecznym ogrodzie zoologicznym zapowiada koniec zimy?

    Wwarszawskim zoo pusto w alejkach i na wybiegach. Zimą życie większości zwierząt przenosi się do zamkniętych, ogrzewanych pomieszczeń. Ale to nie znaczy, że toczy się sennie i nieciekawie. Wręcz przeciwnie. W ostatnich tygodniach pełne było emocji. Na świat przyszedł po raz pierwszy w Polsce nosorożec indyjski – zwierzę niezwykle rzadkie w warunkach naturalnych, ale również w ogrodach zoologicznych. Szczęśliwymi rodzicami po raz kolejny została też para równie rzadkich mrówkojadów.

    Kolosy o wrażliwych stopach

    Nosorożec indyjski, tak jak jego afrykański kuzyn, jest na świecie pod ścisłą ochroną. Przez swój cenny róg jego populacja na początku XX wieku spadła poniżej 100 sztuk. Teraz dzięki wyjątkowej ochronie i planowanemu rozmnażaniu, na świecie żyje około 3 tys. osobników. Kłusownicy nie ustają w staraniach i zdarzało się, że włamywali się nawet do ogrodów zoologicznych.

    Dlatego para warszawskich nosorożców, jedyna w Polsce, też jest pod ścisłą obserwacją. Hodowanie nosorożców w niewoli jest trudne. Na całym świecie w ogrodach zoologicznych żyje ich tylko 150. Żeby dobrze się czuły, potrzebują dostatecznie dużego wybiegu, trochę błota i wody do taplania. Ponieważ mają bardzo wrażliwe stopy, szkodzi im chodzenie po betonie. Od twardego podłoża robią się im bolesne odciski, zwierzęta cierpią, zdarza się, że w ogóle przestają chodzić. Dlatego w stołecznym zoo podłogi wybiegu dla nosorożców wyłożone są gumą. Trzeba ją co roku wymieniać, bo użytkowana przez dwójkę 2,5-tonowych lokatorów, długo nie wytrzymuje. 6-letnia Shikari pochodzi z zoo w Stuttgarcie, a dwa lata starszy mąż Kuba – z Berlina. Kilka razy już planowali mieć potomka, ale nic z tego nie wyszło. – Zaloty nosorożców wyglądają gorzej od przysłowiowych końskich – mówi inż. Andrzej Zieliński, kierownik Działu Hodowlanego. – Zwierzęta godzinami gonią się po wybiegu, podgryzają, kaleczą do krwi, porykują... I nie wiadomo, czy to jeszcze jest miłość, czy już walka na zabój. Zdarza się, że opiekunowie tego nerwowo nie wytrzymują i rozdzielają parę.

    Dzidziuś z nadwagą

    Shikari i Kubie udało się i po 16-miesięcznej ciąży, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, urodził się 50-kilogramowy Byś. Matka, choć nowicjuszka, jest wyjątkowo opiekuńcza i delikatna. Stale trzyma małego przy sobie, nie spuszcza go z oczu. – Na początku cały czas monitorowaliśmy boks. Baliśmy się, żeby samica przypadkowo małego nie przygniotła do ściany albo nie przydusiła 2,5-tonowym cielskiem. Zdarzyło się, że kładła się na boku, a pod nią leżał mały. Ale jak tylko go poczuła, od razu się podniosła – mówi Zieliński. Teraz Byś ma już ponad miesiąc i nabrał pewności siebie, coraz bardziej figluje, wybiega na korytarz, jest ciekawy świata. Jednak nosorożce są nadal ukryte przez zwiedzającymi. Można je obserwować tylko dzięki kamerze zainstalowanej w boksie. Wszystko przez samicę, która jest wyjątkowo bojaźliwa. Jak tylko Byś wybiega na korytarz, kręci się niespokojnie, jest wyraźnie zdenerwowana – najbardziej gdy podbiega pod boks oddzielonego od nich ojca. Dostęp do nosorożców ma jedynie ich opiekun Piotr Trochim, któremu Byś już daje się głaskać i za którym biega po korytarzu. Odwiedzający ogród zobaczą malucha prawdopodobnie dopiero wiosną. W warszawskim zoo pozostanie rok lub dwa, aż wydorośleje, zmężnieje i dorobi się „rogu”. Potem powędruje w świat. – Mamy nadzieję, że będą kolejne dzieci tej pary. Myślimy już o rozbudowie ich budynku – snuje plany Zieliński.

    Cicho przy mrówkojadach

    Mały kilogramowy mrówkojad, który przyszedł na świat 18 stycznia, nie ma jeszcze imienia, bo nie wiadomo czy to samiec, czy samiczka. W przypadku tych zwierząt płeć dosyć trudno jest określić. Znana będzie dopiero za kilka tygodni, kiedy maluch przejdzie badania weterynaryjne i zostanie zaczipowany. Jest miniaturką dorosłego osobnika: tak samo ubarwiony, z długim noskiem, ostrymi pazurkami, ale jeszcze bez charakterystycznej sierści. Na razie całe dnie spędza, pijąc mleko mamy albo wędrując uczepiony jej grzbietu, bo tylko trzymając długą sierść matki, czuje się bezpiecznie. Jest jeszcze nieporadny, ale będzie szybko dorastał. – Już w wieku sześciu, siedmiu miesięcy mama daje wyraźny znak, że odtąd musi radzić sobie sam. Najczęściej wtedy grozi, podnosząc do góry łapę, odsuwa się od małego... Zdarzyło się nam, że kiedy mały mrówkojad ostrymi pazurami kaleczył grzbiet samicy, ta go zaatakowała. Dlatego jesteśmy czujni – mówi Maria Krakowiak z sekcji zwierząt drapieżnych. Na razie mały ssie matkę, ale już za kilka dni opiekunka Beata Jankowska da mu do spróbowania „dorosłe” jedzenie: specjalną mieszankę zmiksowanych wołowych serc, torfu, bananów, gotowanych jajek i innych pyszności, w polskich warunkach z powodzeniem zastępujących mrówki i termity. Mrówkojady zazwyczaj spędzają dzień, leżąc w kojcu, przykryte wielkim ogonem jak kołdrą. Dla zwiedzających to mała atrakcja. Pukają więc w szybkę, żeby obudzić zwierzaka. Chociaż 16-letnia Juri jest doświadczoną matką, która dochowała się już czworga potomków, w połogu jest niespokojna, ostrożna i niezmiernie wrażliwa. Dlatego wybieg mrówkojadów za szklaną szybą nie jest dostępny dla zwiedzających. Opiekunowie nie chcą, żeby denerwować stukaniem czy głośnymi rozmowami. – Juri nie lubi hałasu, denerwuje się, gdy w pobliżu ścina się drzewo, kosi trawę... Nie wiadomo, dlaczego nie lubi też mężczyzn – mówi M. Krakowiak. Matkę z małym będzie można zobaczyć wiosną. Na szybie ich wybiegu zawiśnie tabliczką z prośbą o zachowanie ciszy i niestukanie w szybę. Senne w ciągu dnia mrówkojady ożywiają się w porze karmienia, czyli około 9.30 i 14.00. Wtedy można je obserwować bez niepotrzebnego stresowania zwierząt.

    Co siedzi w jajku?

    Jeszcze w listopadzie urodziła się niezwykle urodziwa antylopa bongo, która zgodnie z życzeniem jej sponsora dostała na imię Ursynka. W połowie stycznia na świat przyszło dziesięć kameleonów jemeńskich. Być może wykluje się ich więcej, bo kilka jajeczek nadal siedzi w cieplarce. Lada chwila w żyrafiarni powiększy się też stado surykatek. – Zazwyczaj w jednym miocie rodzi się ich 4–5 i są wyjątkowo piękne. Kiedy mają dwa tygodnie, niezdarnie człapią za mamą, a po miesiącu już dorównują sprawnością dorosłym osobnikom – mówi M. Krakowiak. Jak dodaje opiekunka, surykatki to niezwykle opiekuńcze zwierzęta. Małymi zajmuje się całe stado, składające się – w przypadku warszawskiego zoo – z czterech samców i jednej samicy. Drużyna bardzo zgrana, bo co roku wychowująca kilka miotów młodych. Stołeczne zoo spodziewa się w najbliższym czasie jeszcze kilku innych rzadkich narodzin. Czyich? Pracownicy kładą palec na usta – żeby nie zapeszyć – na razie o tym sza... – Mamy zwierzęta z różnych stref klimatycznych, więc małe przychodzą na świat przez cały rok. Można więc powiedzieć, że wiosna trwa u nas na okrągło – śmieje się Andrzej Zieliński.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół