• facebook
  • rss
  • Czas na zmiany

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 31/2013

    dodane 01.08.2013 00:00

    – Złożenie wniosku o referendum już jest zwycięstwem – ogłosił Piotr Guział. I miał rację. Realna groźba utraty władzy i prestiżowej dla PO stolicy obudziła Hannę Gronkiewicz-Waltz z letargu.

    Prawie 233 tys. osób, które podpisały się pod wnioskiem o referendum za odwołaniem prezydent Warszawy, to potężna siła. I chociaż, komentując ten wynik, stołeczna Platforma Obywatelska uspokajała, że przecież stolica liczy sobie 1,7 mln mieszkańców, w jej szeregach widać zaniepokojenie. Obawa utraty tak ważnego dla partii miasta, którym niepodzielnie rządzi od siedmiu lat, udzieliła się nawet premierowi, który publicznie radził, by warszawiacy zadowoleni z rządów w stolicy nie poszli na referendum. I swoją wypowiedzią raczej zaszkodził, niż pomógł. Pokazał bowiem drugie oblicze PO – partii, która chce budować społeczeństwo obywatelskie i z takimi hasłami zawsze szła do wyborów i która nagle, w sytuacji zagrożenia utraty władzy, łamie ustalone przez siebie standardy.

    Prezydent nadstawia ucho

    „Nie trzeba zmieniać prezydenta Warszawy, żeby zmieniać Warszawę” – napisała Hanna Gronkiewicz-Waltz w tym samym dniu, kiedy organizatorzy referendum złożyli w ratuszu 23 kartony z podpisami. Czy to oznacza, że sama prezydent się zmieni? – Już się zmieniła, bo zaczęła słuchać mieszkańców, zaczęła działać... I to jest olbrzymi sukces naszej akcji referendalnej – ocenia burmistrz Ursynowa Piotr Guział, jeden z inicjatorów referendum.

    Jak przyznała Hanna Gronkiewicz-Waltz, od dłuższego czasu komunikacja z mieszkańcami Warszawy „pozostawiała wiele do życzenia”. Teraz więc na profilu prezydent na portalach społecznościowych można zobaczyć jej zdjęcia, jak ćwiczy w plenerowej siłowni, jeździ na miejskim rowerze, wizytuje postępy na budowie drugiej linii metra... Czy to jednak wystarczy, żeby obłaskawić „niezadowolonych”? Czy pomogą w tym dymisje krytykowanych urzędników? Ostatnio z posadami pożegnali się m.in. wiceprezydent Janusz Kochaniak – za bałagan śmieciowy i Leszek Ruta, dyrektor ZTM – za zamieszanie przy cięciu linii autobusowych. Dymisję otrzymał też Tomasz Gamdzyk, naczelnik wydziału estetyki przestrzeni publicznej, który dużo mówił o walce z inwazją reklam w Warszawie i niewiele w tej sprawie zrobił. Odszedł też od lat krytykowany przez środowiska kulturalne stolicy Marek Kraszewski, dyrektor biura kultury, który między innymi nie potrafił zapanować nad łączeniem, siedzibami i konfliktami w stołecznych teatrach. Mieszkańcy rozliczają prezydent z konkretnych decyzji. A te w ostatnich latach były często podejmowane wbrew ich woli i interesowi. Najbardziej dotkliwie warszawiacy odczuli zawyżenie opłat za żłobki i przedszkola, zamykanie szkół i „dogęszczanie” pozostałych placówek, znaczne podwyżki cen biletów miejskiej komunikacji, na które nałożyły się oszczędnościowe cięcia w kursowaniu autobusów, metra i tramwajów. Mimo słyszanych od wielu lat obietnic ratusza, młodzi rodzice tak samo jak dawniej mają problemy z umieszczeniem dziecka w żłobku czy przedszkolu. Wielodzietni zaś nadal nie doczekali się Warszawskiej Karty Rodziny, która dawałaby im ulgi w korzystaniu z miejskich placówek kultury i sportu, a która z powodzeniem działa w siedmiu podwarszawskich miastach. Powód: niskie dochody. Za to w czasach cięć i oszczędności prezydent lekką ręką wydaje 50 tys. zł na renowację kontrowersyjnej i regularnie niszczonej tęczy na pl. Zbawiciela oraz nakazuje miejskiej spółce jej „bieżącą konserwację”. Takie paradoksy denerwują.

    Opozycja punktuje

    Grzegorz Wysocki, działacz Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, zaznacza, że podpisy pod wnioskiem o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz zebrano z jej dużym udziałem. – Prezydent bowiem na początku akcji kolejnymi publicznymi wypowiedziami skłaniała ludzi do wspierania idei referendum – mówi Wysocki, nawiązując m.in. do incydentu z biletem wstępu do ogrodów wilanowskich, obwinianiem dziennikarzy o paraliż komunikacyjny w metrze. Zresztą nie tylko sama prezydent pracowała nad spadkiem poparcia, ale jej bliscy współpracownicy. Jak chociażby wiceprezydent Włodzimierz Paszyński, który hucpą nazwał żądania rodziców dot. zwrotu niesłusznie pobranych pieniędzy za pobyt ich dzieci w żłobku. Hucpą też nazwała pomysł referendum posłanka PO Julia Pitera. W podobnie aroganckim tonie wypowiadał się o nim wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski (PO), mówiąc o „momencie zbiorowego ogłupienia”. Ta nonszalancja może partię w referendum, a potem w wyborach samorządowych drogo kosztować. – Przypomnimy przedwyborcze obietnice pani prezydent. Niezrealizowane inwestycje zastępowała obietnicą innych – mówi Przemysław Wipler ze Stowarzyszenia Republikanów. – Tak jak kiedyś publikowaliśmy mapę wydatków Polski, teraz przygotujemy mapę wydatków Warszawy – żeby każdy mieszkaniec mógł zobaczyć, jak wydawane są jego pieniądze. – Traktujemy to referendum i jego wynik jako początek końca PO w Warszawie – ocenia Artur Górski z PiS. Przeciwnicy referendum zaznaczają, że nawet jeśli uda się usunąć ze stanowiska Hannę Gronkiewicz-Waltz, nie oznacza to zmiany władzy w stolicy. W Radzie Warszawy większość ma i tak PO, a zarząd miastem przejmie pewnie komisarz. Jednak politycy partii, której w referendum mieszkańcy daliby czerwoną kartkę, będą się starali przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi odzyskać ich przychylność.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół