• facebook
  • rss
  • Gender - znaki zapytania

    Tomasz Gołąb

    dodane 04.12.2013 11:44

    Prorektor poznańskiej uczelni kazał "zmiękczyć" tytuł wykładu na temat gender. Do tematu "Gender - dewastacja człowieka i rodziny" kazał ks. prof. Pawłowi Bortkiewiczowi dodać znak zapytania.

    O nieuprawnionych naciskach opowiedział ks. prof. Paweł Bortkiewicz, który we wtorek wraz z niemiecką socjolog Gabriele Kuby oraz prof. genetyki Aliną Midro był uczestnikiem panelu dyskusyjnego nt. gender w Domu Arcybiskupów Warszawskich.

    - Na zaproszenie stowarzyszenia studentów miałem w czwartek w Poznaniu wygłosić wykład "Gender - dewastacja człowieka i rodziny". Prorektor uczelni, która użycza sali na ten wykład, zaproponował jednak studentom i mi, żeby wykład został zmieniony w swoim tytule, osłabiony przez znak zapytania: "Czy gender to dewastacja życia i rodziny?".  Od wczoraj na moim rodzimym uniwersytecie zbierane są podpisy pracowników Wydziału Nauk Społecznych, które mają wyrazić swój sprzeciw wobec rozumienia gender w tym wykładzie, choć wykład się jeszcze nie odbył. To bardzo charakterystyczne podejście. Nie zgodzę się, że gender jest nauką. Jako taka moim zdaniem nie ma prawa obecności na uniwersytetach, niezależnie od tego, czy się nazywa gender studies. W minionej epoce też mieliśmy do czynienia z "jedynie naukowym poglądem". Analogie są bardzo duże - twierdzi ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr, moralista i dyrektor Centrum Etyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

    Wykład ks. prof. Pawła Bortkiewicza organizuje Korporacja Studentów Uczelni Poznańskich Lechia. Odbędzie się 5 grudnia w budynku B Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, al. Niepodległości 12, sala 215. Początek o godz. 19.15. Po wykładzie planowana jest dyskusja.

    - Nie traktujemy gender, jako praprzyczyny wszelkiego zła. To nasz ludzki grzech, a nie żadne struktury społeczne są jego przyczyną. Niemniej zwracamy uwagę na niebezpieczeństwa, które z tej ideologii wypływają. Czy gender to nauka? Analitycy gender stwierdzają, że w tej doktrynie, nauce, ruchu czy teorii dokonało się charakterystyczne przejście od sfery językowej do warstwy etycznej, powinnościowej. Podobnie jak w przypadku marksizmu, który rozpoczynał się od analizy ekonomiczno- społecznej, a przerodził się w postulat walki klasowej.  Nie waham się stwierdzić że gender to ideologia. Różnica miedzy ideologią, doktryną, teorią polega na stosunku do prawdy. Filozofia poszukuje prawdy, ideologia zaś zawiera całokształt poglądów na świat i życie właściwe grupie społecznej i stanowi podstawę do samookreślenia się tych, którzy ją przyjmują. To charakterystyczne, że uprawiający i głoszący gender bardzo często się z nią identyfikują i angażują się w nią w sposób bardzo emocjonalny - mówi ks. Bortkiewicz odnosząc się do nacisków, by zmienił tytuł swojego wykładu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • ostjan
      04.12.2013 12:58
      Ksiądz prof. zapomniał zapewne, że dogmaty wygłaszane są na ambonie, a wykłady na uniwersytetach jeśli zawierają jedynie tezę, bez niepodważalnych dowodów, to nie można formułować tego jako twierdzenie. Widać prorektor nie został przez księdza profesora poinformowany o niezbitych dowodach.
    • makota
      05.12.2013 08:37
      Piorą Wam mózgi, piorą.. To jest taka sama ideologia jak komunizm. Mają wspólną matkę. A do czego to prowadzi mądrzy ludzie wiedzą. Znak zapytania jest zbędny Tylko wykrzyknik!
    • polonistka
      05.12.2013 12:11
      Skończyłam studia humanistyczne, mówiliśmy o gender na zajęciach. Od samego początku pojęcie to budziło mój opór. Jaki sens ma stwarzanie pojęcia "gender - płci kulturowej", odrębnej do płci w ogóle? Jestem biologicznie kobietą, oczywiście pełnię rolę w kulturze i kultura coś na mój temat wypracowała, ale przegięciem jest mówienie, że kulturowo kobiecość jest niejednoznaczna i "płynna", bo można być w 1/3 kobietą (kulturowo oczywiście), ale w 2/3 być kulturowo mężczyzną, bo jest się akurat w plemieniu, które przypisuje kobietom role gdzie indziej uznane za męskie. Owszem, są kultury, gdzie kobieta jest bardziej "męska" niż u nas, ale to jest subiektywna "płynność" kulturowa jej płci. To z naszej perspektywy ona ma w sobie coś męskiego, bo ma coś, co U NAS jest uznawane za męskie. I jaki z tego wniosek? Poprzestańmy na wniosku, że po prostu w różnych kulturach role kobiet i mężczyzn różnią się, mogą naukowcy o tym pisać, badać to, jest to ciekawe, ale TO WSZYSTKO. Koniec. Piszmy artykuły kulturoznawcze, socjologiczne nt. różnic w postrzeganiu kobiet w mężczyzn, bo to nas ubogaca. Nie twierdzę, że założenia gender są bzdurne, bo faktem jest, że w zależności od kultury kobiety i mężczyźni mają inne role. Ale to takich badan niepotrzebne jest nam pojęcie gender i teoria o niejednoznaczności podziału płci w kulturze. Wydaje mi się, że badacze gender chcieli dobrze, wiem o co im chodziło. Chodziło im o to, że ta "płynność kulturowa" płci to jest to, że w jednej kulturze (z perspektywy innej kultury) kobiety mogą być bardziej (subiektywnie) męskie a mężczyźni bardziej kobiecy. Ale problem w tym, że to założenie doprowadziło do nadinterpretacji i rozbuchano je w sposób wykraczający poza zdrowy rozsądek. Zwłaszcza totalne rozdzielenie biologii od kultury jest nieuzasadnione. Jestem kobietą biologicznie i funkcjonuję też w kulturze jako żywy organizm. Moja płeć kulturowa nie żyje samoistnie, nie fruwa po świecie jako "zespół moich kulturowych uwarunkowań", pojęcie gender to jest abstrakt, idea platońska bez pokrycia! ów zespół ról społ., który mnie dotyczy jest nierozerwalnie ze mną związany. Jak można go rozpatrywać osobno? Badajmy kobiecość i męskość jako pojęcia biologiczno-społeczno-kulturowe. Pojęcie gender, nie zapominajmy, nie powstało samo w sobie! Ono wywodzi się od płci biologicznej, od której się odcina! Przecież zespół ról przypisanych danej płci w kulturze dotyczy płci biologicznej! Najpierw była kobieta i mężczyzna, potem kultura i cywilizacja. Kulturowa kobiecość dotyczyła istot żywych zw. kobietami, a kulturowa męskość istot urodzonych jako mężczyźni. Kulturowe role powstały dla istot biologicznych. Nie ma płci kulturowej w oderwaniu od realnych ludzi żyjących w danej kulturze. Jeśli natomiast w innych kulturach kobiety i mężczyźni są postrzegani inaczej niż tu, to jest to zupełnie inna kwestia.
    • west
      06.12.2013 07:48
      Ano, kolejny raz potwierdza się zasada: jaka ideologia, taka jej obrona.
      Mądrych idei broni się rozumem, niemądrych ( to najlżejszy chyba eufemizm w tym przypadku) broni się przy pomocy faceta w złotej kiecce, który jedynie co potrafi zrobić przy mównicy to biegać przy niej bez sensu.
      A kiedy już braknie siły argumentu pozostaje argument siły. Czy to w formie kamienia rzuconego w dziecko, czy też ustawowego zakazu "agitacji w kościołach". Byle na siłę stłumić prawdę, którą ktoś ośmiela się głośno powiedzieć.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół