• facebook
  • rss
  • Byłem kimś innym

    dodane 08.05.2014 00:00

    Henryk Kończykowski ps. „Halicz” należy do grona 44 żyjących żołnierzy Harcerskiego Batalionu AK „Zośka”. Jego wspomnienia pokazują tragiczny okres naszej historii i losy pokolenia Polaków.

    Mieszka w Milanówku. W styczniu skończył 90 lat. Podczas uroczystości w Muzeum Powstania Warszawskiego wspomnienia jubilata z powstania czytali aktorzy Antoni Pawlicki i Jan Wieczorkowski, występujący w popularnym serialu historycznym. „Halicz” i jego koledzy stali się pierwowzorami dla bohaterów wielu filmów, książek, piosenek czy komiksów.

    Wciąż jednak wiele ich opowieści czeka na możliwie pełne opracowanie. Książka „Zośkowiec” to nie tylko wspomnienia Henryka Kończykowskiego. Dziennikarz Jarosław Wróblewski dołączył do nich fotografie z domu rodzinnego swojego rozmówcy, opisał środowisko, w którym dorastał. Pokazał reprodukcje plakatów, dokumentów i odezw z okresu wojny.

    Pokolenie bez wyboru

    W spotkaniach przy okazji wydania tej publikacji „Haliczowi” towarzyszy syn. To wymowny obrazek. W jego opowieściach widać, jaki obraz Polski tworzą rodziny i ich kolejne pokolenia. Gdy Niemcy napadły na Polskę, miał 15 lat. Ojciec, profesor politechniki, razem z żoną zaangażował się w konspirację. Podobnie rodzeństwo pana Henryka. Starszy brat prowadził drużynę harcerską w Szarych Szeregach. Młodszy został żołnierzem Armii Krajowej. Aresztowano go jeszcze przed powstaniem. Wspomina, że wówczas po raz pierwszy spotkało go „szczęście”. Był bity, ale udało mu się wymknąć z pałacyku gestapo w Brwinowie. Później dopiero dowiedział się, że tych, którzy tam pozostali, Niemcy wywieźli do Auschwitz. Jako „Zośkowiec” walczył w plutonie „Felek”, zaliczając cały szlak bojowy batalionu: od Woli przez Stare Miasto i Śródmieście do Czerniakowa. Wspominając te wydarzenia i konieczność zabijania, podkreśla, że był wówczas kimś innym. Razem z całym pokoleniem nie miał zresztą wyboru. Karty zaczęli rozdawać wojna i agresorzy, najpierw z Zachodu, a później ze Wschodu.

    Najtrudniejsze były święta

    Uciec udało mu się również z rąk NKWD, które aresztowało go, gdy wkroczyła Armia Radziecka. Przekupił strażnika. W 1950 r. został ponownie aresztowany. Dostał 15 lat więzienia, m.in. „za próbę obalenia ustroju Polski Ludowej”. Wcześniej zaczął już studia na politechnice. Wyrok dostała również jego żona Halina. Wyszedł na wolność po 3 latach i 10 miesiącach dzięki amnestii. Ukończył studia i znalazł zatrudnienie w Biurze Badawczym ds. Jakości. „Halicz” swoje trudne doświadczenia opisuje powściągliwie. – Nie chciałem kreować się na bohatera – mówi. Po latach wspomina, że więzienie traktował jak chorobę, którą trzeba cierpliwie przetrwać. Przyznaje, że najtrudniejsze były święta. – Oddziałowi śmiali się z nas, otwierali drzwi i drwili: „Inteligentni ludzie, a do obrazka się modlą” – opowiada Henryk Kończykowski. W trosce o spokój mógł wyjechać na emigrację. Ale odmówił, bo „nikt go z Polski wyrzucał nie będzie”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół