• facebook
  • rss
  • Wszystko inne jest błahostką

    dodane 15.05.2014 00:00

    „Prześladował mnie sen, z tysiąc razy. Mam córkę, trwa bitwa, jestem powstańcem. Dostaję rozkaz, by walczyć. Boże, co ja mam robić? Zbliżają się Niemcy, a ja jestem sama. Tylko z córeczką”.

    Wspomnienie Haliny Hołowni z domu Wołłowicz to tylko jedno z 11 świadectw wojny. Tym cenniejszych, że zwykle opowiadają o niej mężczyźni. Jak wyglądały te 63 dni powstania oczami bohaterskich warszawianek, które nie tylko walczyły na barykadach, ale także opłakiwały bliskich, śmiały się i bały, o tych, którzy wychodzą z domu?

    O to pytała autorka Anna Herbich, wnuczka Ireny, jednej z bohaterek niezwykłej książki. Babcia mówiła jej, że jeśli dzieci nie głodują, a miasto nie jest bombardowane, to nie ma powodów do narzekań. Bo one zaznały chwil triumfu, ale i przełykały gorycz klęski. Przeszły przez piekło, tracąc wszystko, oprócz swojego człowieczeństwa. Historia „Sławki”, sanitariuszki z Ochoty, która nie może do dziś wybaczyć sobie, że nie pocałowała jednego z powstańców, Halinki, która urodziła Stasia tuż przed godziną „W”, czy Anny Branickiej-Wolskiej, córki właścicieli pałacu w Wilanowie to nie tylko cenna lekcja powstańczej historii Warszawy, ale przede wszystkim świadectwo wielkości mieszkanek tego miasta. 1 sierpnia 1944 r. było ich w Warszawie pół miliona. Dla czytelników warszawskiego GN mamy trzy egzemplarze książki „Dziewczyny z powstania”, które rozlosujemy wśród nadawców e-mai- li przysłanych 19 maja wraz z danymi kontaktowymi na adres: warszawa@gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół