• facebook
  • rss
  • Dzwonek do nieba

    Tomasz Gołąb

    |

    Gość Warszawski 34/2014

    dodane 21.08.2014 00:00

    Łatwiej wcale nie jest, szybciej – i owszem. 266 kilometrów na rowerze jest wyzwaniem nie tylko dla tych, którzy wybrali się na Jasną Górę po raz pierwszy.

    Poznali się 2,5 roku temu. W sierpniu 2013 r. w Paradyżu powiedzieli sobie „tak”. Pielgrzymi przyprowadzili ich do ołtarza z dwoma rowerami. Odprowadzali po zaślubinach – na tandemie. W tym roku Eliza i Marcin znów się wybrali na pielgrzymkę rowerową. Nie muszą nikogo „nawracać”. Wszyscy widzą optymistyczne świadectwo ich życia.

    – Jedziemy dziękować Maryi za wszystkie łaski. Za drogę, na którą nas zaprosiła, do świętości – mówią. Dziękować chce także Paweł Poncyliusz. Polityk drugi raz, razem z synem Kacprem, wybrał się z pielgrzymką rowerową. Dla niej przerwał nawet pielgrzymkę pieszą, z którą doszedł aż do Skotnik, w województwie łódzkim. Woli jechać na Jasną Górę rowerem.

    Pan Bóg czuwał

    – Niewiarygodne, jak Opatrzność nad nami czuwa – mówi Jacek Michalski, organizator pątniczej wyprawy, wyliczając dziesiątki sytuacji, w których Bóg pozwolił im bezpiecznie dotrzeć do celu. Podczas pierwszej pielgrzymki ułożyli wspólnie nawet pieśń: „Mamo, nasza Mamo, Jasnogórska Pani /Jadąc przez zielony las /Chociaż kaski mamy /Bardzo Ci ufamy /że Ty nie zawiedziesz nas”. Najgorsze są zjazdy. Kiedy prędkość niebezpiecznie rośnie, każdy kamyk to zagrożenie, o czym przekonała się, jakby przecząc słowom Jacka Michalskiego, Anna Tryfon. Przyszła pożegnać pielgrzymów, podpierając się dwiema kulami. – W czerwcu podczas jednej z pielgrzymek pięć kilometrów przed Kalwarią Pacławską przewróciłam się na rowerze. Obudziłam się na asfalcie z roztrzaskanym kaskiem i miednicą. Lekarze połączyli pogruchotane kości 12 śrubami i dwiema płytkami. Kiedyś znowu pojadę na pielgrzymkę – mówi, zapewniając że nie traci wiary. Bo Pan Bóg nad nią czuwał. W czasie wypadku z naprzeciwka jechał akurat lekarz.

    Kardynał na rowerze?

    W 2006 r. na Jasną Górę na rowerach wyruszyło 26 osób, w tym – 500. – Jak tak dalej pójdzie, niedługo będzie was parę tysięcy – cieszył się kard. Kazimierz Nycz, żegnając pielgrzymów 11 sierpnia w kościele bł. Władysława z Gielniowa na Ursynowie. Razem z nim Mszę św. odprawił ks. Marek Przybylski, tegoroczny kapelan pielgrzymki. W ubiegłym roku metropolita warszawski przejechał rowerem z pątnikami jeden, 12-kilometrowy etap z Mogielnicy do Nowego Miasta. – Podejmujecie trud pielgrzymowania na Jasną Górę, by jak Eliasz na Górze Horeb usłyszeć głos Pana Boga, jego zbawczą wolę i jeszcze lepiej ją wypełniać w swoim życiu przez najbliższy rok. Módlcie się w intencji rychłej beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia, którego 130. rocznicę urodzin i 90. rocznicę święceń kapłańskich właśnie obchodziliśmy. Módlcie się o powołania wśród młodych, by szum tego świata nie zdołał zagłuszyć w nich głosu Boga. Módlcie się wreszcie o owoce nawiedzenia naszej archidiecezji przez obraz Matki Bożej Częstochowskiej – prosił kard. Kazimierz Nycz.

    Kręcą z modlitwą

    Seweryn Pietkiewicz – Zmieniłem plany wakacyjne, żeby wybrać się na tę pielgrzymkę. Nie chodzi o trud fizyczny, bo gdybym chciał się zmęczyć, wybrałbym Tour de Pologne (śmiech), ale o duchowe przeżycie. Oczywiście, w sercu jest też wiele intencji i podziękowań dla Maryi. W tym także prośba o dobrą pracę... Adam Zając – Specjalnie przyjechałem na pielgrzymkę rowerową aż z Gdańska. Wybieram się na studia prawnicze, ale chciałem też modlić się za zdrowie mojej chorej babci. Dla mnie ta droga to przede wszystkim rekolekcje. Kto wie, co planuje Bóg? Eliza i Marcin Winterowie – Rok temu na tej pielgrzymce rozpoczęliśmy nową, wspólną drogę życia. I chyba pozostanie ona naszą rodzinną tradycją. Bo przez ten rok otrzymaliśmy bardzo dużo błogosławieństwa, a Pan Bóg utwierdził nas w powołaniu. Duch radości nas nie opuszcza. Renata Stępień z córką, Natalią – To nasza pierwsza pielgrzymka. Natalia ma 8 lat i wcale nie jesteśmy pewne, czy po pierwszym etapie koło Piaseczna nie skręcimy do domu (śmiech). Ale chcemy dotrzeć na Jasną Górę i modlić się o łaski dla całej naszej rodziny. Anna Mierzwińska – Ta pielgrzymka to wielki reset po ciężkiej rocznej pracy. Jestem fizjoterapeutą i wcale nie było łatwo wyrwać się z mojej firmy na Jasną Górę. Forma jest, bo od wiosny do późnej jesieni dojeżdżam z Bielan na Stegny do pracy rowerem. Teraz jadę poszukać siebie i Bożego planu dla swojego życia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół