• facebook
  • rss
  • Rusza proces ws. cudu ks. Popiełuszki

    mm /KAI

    dodane 20.09.2014 09:14

    O niezwykłej historii uzdrowienia opowiada ks. prof. Józef Naumowicz.

    W sobotę w diecezji Créteil pod Paryżem rozpoczął się proces o uznanie cudu, jaki dokonał się we Francji za pośrednictwem ks. Jerzego Popiełuszki. Potwierdzenie cudu otworzy drogę ku kanonizacji polskiego kapłana. O kulisach samego wydarzenia i o procedurach kanonizacyjnych mówi w rozmowie z Tomaszem Wiścickim z KAI, ks. prof. Józef Naumowicz, który został zaproszony by pełnić rolę notariusza trybunału w Créteil. Podparyska diecezja jest gospodarzem tego procesu. Francuzom pomaga archidiecezja warszawska. Miejscowemu biskupowi zaoferował pomoc kard. Kazimierz Nycz.

    - Zawsze na początku procesu beatyfikacyjnego czy kanonizacyjnego przewidziana jest sesja publiczna. Na niej biskup miejsca, gdzie nastąpił cud, ogłasza utworzenie trybunału kanonizacyjnego, który zajmuje się badaniem cudu, i przyjmuje od jego członków przysięgę, że będą zachowywać przewidziane procedury oraz tajemnicę – tłumaczy ks. Naumowicz. Po uroczystej Mszy św. trybunał rozpocznie przesłuchania świadków.

    Co się dokładnie stało?

    Ks. Naumowicz: Uzdrowiony, François Audelan, bardzo pokornie podchodzi do tego wydarzenia. Nie chce tworzyć wokół siebie sensacji. Zresztą bardzo długo nie używał słowa „cud” – nie dlatego, by się tego wstydził: uważał, że to za wielkie dla niego słowo. Wraz z żoną dziesięć lat był we wspólnocie Chemin Neuf, ma więc bardzo głęboką formację religijną. Mówi, że cuda zdarzają się w Lourdes, ale żeby w jego życiu? To niemożliwe. Poza tym ma tylu znajomych chorych, umierających, którzy się modlą, proszą o zdrowie. Jak może powiedzieć, że został uzdrowiony – a oni? Nie wiedział też, czy jego uzdrowienie jest trwałe. Lekarze mu tego nie powiedzieli. On oczywiście dochodzi jeszcze do siebie – nie zniknęły wszystkie skutki wyniszczenia organizmu, trzech chemioterapii, przeszczepów. Natomiast, co jest ważne, natychmiast i całkowicie zanikły komórki rakowe, które wcześniej opanowały cały jego organizm. Dla lekarzy to trudny problem, jak to wyjaśnić, więc najczęściej w ogóle na ten temat nie chcą się wypowiadać, poza stwierdzeniem, że nastąpiła całkowita remisja choroby. Nie tylko zresztą we Francji – u nas też. Tak też François otrzymał tylko zaświadczenie, że nastąpiło całkowite ustanie choroby – nie ma czego leczyć i na tym koniec. Oczywiście, istnieje dokumentacja choroby.

    Przez kilka miesięcy o tym cudzie w ogóle nie mówiono – ani uzdrowiony, ani ksiądz Bernard Brien, który poznał go niemal na łożu śmierci, kiedy do nieprzytomnego już pacjenta został zaproszony by udzielić mu sakramentu chorych. Po udzieleniu sakramentu kapłan ten wyjął obrazek błogosławionego ks. Popiełuszki i modlił się nad chorym. Gdy kapłan odszedł, chory otworzył oczy i obecną przy nim żonę zapytał: "Co się stało?". Dopiero po kilku miesiącach ks. Brien powiedział o tym swemu biskupowi Michelowi Santier, mimo że jest z nim w bliskich relacjach.

    Jak doszło do uzdrowienia, skąd nabożeństwo do błogosławionego księdza z Warszawy wzięło się pod Paryżem?

    Ks. Naumowicz: Można mówić o wielu niezwykłych zbiegach okoliczności. Jako ludzie wierzący widzimy w tym znaki działania Bożej opatrzności. Nie chodzi tu tylko o identyczne daty urodzenia księdza Jerzego i księdza Bernarda i o to, że uzdrowienie nastąpiło właśnie w ich urodziny: 14 września 2012 r.

    Biskup Créteil Michel Santier, kiedy przyjechał do Polski, by wizytować siostry anuncjatki w Licheniu, modlił się także przy grobie księdza Popiełuszki w Warszawie. Głęboko przeżył swój pobyt przy jego grobie i wtedy ofiarował swoją diecezję pod opiekę księdza Jerzego. Kiedy wrócił do Francji, akurat w tym momencie ksiądz Brien postanowił powiedzieć mu o cudzie uzdrowienia.

    Historia życia księdza Bernarda Briena też jest bardzo ciekawa. Nawrócił się dopiero około czterdziestki, wcześniej był daleko od Kościoła. W wieku około sześćdziesięciu lat wstąpił do seminarium. W kwietniu 2012 r. przyjął święcenia kapłańskie. W trzy miesiące później przyjechał do Polski śladami Jana Pawła II i oczywiście trafił na grób księdza Jerzego. Nie znał go właściwie, ale tutaj, na jego grobie, przeżył – jak mówi – swoje kolejne nawrócenie. Zwiedził muzeum poświęcone ks. Popiełuszce. Przy okazji odkrył, że urodził się w tym samym dniu, co ksiądz Jerzy – 14 września 1947 roku. Oczywiście nie chodziło tylko o zbieżność dat. Odkrył duchowość ks. Jerzego. Traktował go jak swego brata – duchowego bliźniaka. We Francji poszedł do księgarni i wykupił wszystkie dostępne książki o Popiełuszce i w ogóle o Polsce w tym okresie; zaczął je czytać. Z Polski przywiózł dużo obrazków z relikwiami księdza i zaczął propagować we Francji jego kult. Zaledwie w dwa miesiące po powrocie z Polski został wezwany do chorego François Audelana, do szpitala im. Alberta Cheneviera w Créteil.
     

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół