• facebook
  • rss
  • Koński targ na Pradze

    Piotr Otrębski

    dodane 18.03.2015 18:57

    Od czasów Gałczyńskiego koń w kinie nie dziwi. Co innego krowa. Tę z kina "Śląsk" odstawiono wprost do rzeźni. Kopytny miał więcej rozumu. Obejrzawszy film, zarżał ze złości i bez przymusu dał dyla do stajni.

    Historia Pragi to dzieje handlu i wytwarzania. Jeszcze za czasów Władysława IV, a właściwie marszałka Adama Kazanowskiego, posiadacza prawobrzeżnych włości, Praga miała swoje spichlerze, żupy solne, słodownie, browary. Dzięki królewskiemu przywilejowi nadanemu wraz z prawami miejskimi, organizowała jarmarki i targi. Ten koński znany był w promieniu setek kilometrów. W każdy piątek przyciągał kupców z odległych stron. Dziś trwa na płótnach Juliusza Kossaka – bywalca i obserwatora. Konie kare, gniade, siwe i łaciate, młode i stare, narowiste i znudzone, zdrowe i chore – przegląd rozmaitości – od dorodnych ogierów i powabnych klaczy, po wysuszone szczapy i pożałowania godne kobyły w pielgrzymce do jatki. Handlowano też bydłem rogatym. Pędzono je stadami aż z Ukrainy. Potem już za pośrednictwem kolei trafiały nad Wisłę.

    Choć targ koni i bydła zlikwidowano w roku 1899, to ubojnie prosperowały jeszcze długo potem. Przy ulicy Krowiej pozostałości przedwojennej rzeźni dotrwały do wieku XXI. Położyły głowę dopiero przed tłustym inwestorem z Portu Praskiego. Były to relikty ubojni otwartej już po likwidacji targu. Nowoczesnej, wydajnej, ale smrodliwej jak siedem nieszczęść.

    Z tej to rzeźni razu pewnego czmychnął ciekawski świata okaz. Olgierd Budrewicz wspominał: przez most Poniatowskiego popędziła krowa do miasta. Na placu Trzech Krzyży obrała kurs na azymut i wylądowała w kinie "Śląsk", gdzie narobiła rabanu i zdemolowała kasę. Rajd zakończyła na Czerniakowie. Stamtąd odprowadzona na dołek – z powrotem do rzeźni.

    A z koniem Gałczyńskiego było tak:

    Pewien koń, kiedy mu się znudziło jeść paszę,
    zbiegł ze stajni na miasto i do kina zaszedł.
    Kupił bilet w okienku, usiadł w pierwszym rzędzie
    i, chrupiąc czekoladkę, myśli, co to będzie.

    Właśnie w kinie dawano film paramantyczny,
    udźwiękowiony, barwny, superniebotyczny.
    Najsamprzód tłusta klempa gziła się w łazience
    i dyszkantem śpiewała, że umyje ręce.
    Potem auta rzęziły i strzelał rewolwer,
    i ktoś do klempy tłustej śpiewał "Ja cię porwę".

    W drugim akcie, jak zwykle, w bostońskiej kawiarni
    dwaj Murzyni płakali, że są tacy czarni,
    a wreszcie, gdy szczęśliwie wszystko ukończono,
    w wagonie śpiewał napis, że "Palić wzbroniono".
    Tutaj koń nie wytrzymał, krzyknął: - A, złodzieje!
    Pędem uciekł do stajni i jeszcze się śmieje.

    «« | « | 1 | » | »»

    TAGI: PRAGA, VARSAVIANA

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół