• facebook
  • rss
  • Sztuka otwierania oczu

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    Gość Warszawski 25/2015

    dodane 18.06.2015 00:00

    Siostry „z Lasek”. Dla niewierzących, zbuntowanych, zadeklarowanych lewicowców, dla poranionych, pogubionych i tych, których życie nie rozpieszcza, furta przy Piwnej 9/11 zawsze jest otwarta.

    Osobom z białymi laskami niełatwo jest pokonać wyboisty bruk placu Zamkowego i Starego Miasta. Ale do klasztoru sióstr franciszkanek Służebnic Krzyża na ul. Piwną trafiają bezbłędnie. W kościele św. Marcina mają swoje duszpasterstwo i duszpasterza ks. prałat Andrzeja Gałkę, który w ostatnią niedzielę miesiąca o godz. 11 odprawia Mszę św. w ich intencji, a po niej zaprasza do klasztoru na wykład i agapę. U sióstr czują się jak w domu. Nikt, tak jak one, nie potrafi pocieszyć, kiedy jest źle i pomóc „się pozbierać”, kiedy życie zdaje się rozsypywać.

    Niezłomna hrabianka

    Od ponad 100 lat siostry franciszkanki Służebnice Krzyża pomagają „niewidomym na duszy i ciele”. Takie zadanie postawiła przed zgromadzeniem jego założycielka sługa Boża matka Elżbieta Róża Czacka. Miała 22 lata, gdy straciła wzrok. To cierpienie odczytała w duchu wiary: jako misję niesienia pomocy niewidomym. Najpierw od nowa uczyła się żyć, potem odbyła podróże po Europie, skąd przywiozła dobre wzorce opieki nad ludźmi niewidomymi i najnowsze osiągnięcia w tej dziedzinie. Od 1908 r. wcielała je w życie w Warszawie, później zaś w domu macierzystym zakonu i zakładzie dla niewidomych w Laskach. Opracowała polską wersję alfabetu Braille’a i system kształcenia, który pozwalał osobom ociemniałym zdobyć wykształcenie, stać się samodzielnymi i niezależnymi finansowo. – Od początku w Laskach nie stawiano na opiekę nad niewidomymi, ale na taką z nimi pracę, by stali się ludźmi jak najbardziej aktywnymi, zaradnymi, by wzięli los we własne ręce. Są przecież tacy sami jak my, tylko pozbawieni jednego ze zmysłów – tłumaczy s. Maria Krystyna Rottenberg FSK z Ośrodka Ekumenicznego „Joannicum” im. Jana XXIII. Teraz w bursie przy klasztorze na ul. Piwnej mieszkają niewidome studentki i kobiety, które przyjechały do Warszawy szukać pracy. Znajdują ją też w samym klasztorze – jak niewidoma organistka Małgosia, i w Laskach, ucząc w szkole. U sióstr na Piwnej stołują się niewidomi, mieszkający lub pracujący w pobliżu klasztoru. Tych starszych i schorowanych franciszkanki odwiedzają w domach. Wielu z nich korzysta z Biblioteki Książki Mówionej, oferującej rekolekcje i książki nagrane na kasetach, płytach CD i w formacie MP3. Chociaż ciągle są jeszcze czytelnicy, którzy wolą „czuć pismo pod palcami”, oferta brajlowskich pozycji jest niewielka. – Pismo Święte w brajlu zajmuje cały regał: 55 opasłych tomów. Dla dzieci pierwszokomunijnych wydajemy modlitewniki, ale one też nie mieszczą się w torebce – mówi s. Ludmiła Krajnik FSK z duszpasterstwa niewidomych. Z użycia wychodzi już metalowa brajlowska tabliczka, na której rysikiem nakłuwało się literki. Posługują się nią jeszcze podopieczni sióstr franciszkanek w ośrodkach misyjnych: w Indiach, na Ukrainie, w Rwandzie i RPA. Tam też siostry prowadzą szkoły i zakłady opieki dla niewidomych, oparte na tych samych zasadach co Laski. Opiekują się niewidomymi dziećmi, towarzysząc im w rozwoju i pomagając się usamodzielnić.

    Co niewidomi zobaczą w Grecji?

    Duszpasterstwo Niepełnosprawnych organizuje dla podopiecznych – także głuchoniewidomych – rekolekcje i dni skupienia. Dba nie tylko o duchową opiekę, ale zaprasza ich na wycieczki i wakacyjne wyjazdy – najbliższy do Olsztyna. Chętnych jest tak wielu, że lista na 90 miejsc zapełniła się w ciągu kwadransa. Siostry jeżdżą też z podopiecznymi na pielgrzymki po Polsce i za granicę. – Niektórzy pytają: co osoba niewidoma może zobaczyć w Grecji? – mówi s. Ludmiła. – Mieliśmy wspaniałą przewodniczkę, która szybko wczuła się w odmienny sposób percepcji naszej grupy, która tyle „zobaczy”, ile im my – widzący, opiszemy. Wiele antycznych zabytków mogliśmy dotknąć, w tym słynny kamień – „pępek świata” w Delfach. Mam nadzieję, że takim przeżyciem będzie też planowana pielgrzymka do Ziemi Świętej.

    Wszystko ma swój czas

    Matka Czacka, wraz z opiekunem duchowym zgromadzenia sługą Bożym ks. Władysławem Korniłowiczem, stworzyła w Laskach środowisko głębokiego życia duchowego, przyciągający także tych pozostających z dala od Kościoła, pisarzy, poetów, intelektualistów. Ta atmosfera życzliwości, otwartości wobec każdego człowieka, niezależnie od jego sprawności, pochodzenia i wyznania, ukształtowała kolejne pokolenia franciszkanek i zaowocowała wielkimi dziełami w późniejszych latach. Siostry z Lasek i z Piwnej zawsze były „w awangardzie”. W kościele św. Marcina już samo usytuowanie ołtarza w odbudowanym na wojennych zgliszczach kościele św. Marcina wyprzedzało reformę liturgii, zapoczątkowaną na Soborze Watykańskim II. To tutaj, kilka lat przed soborem, z inicjatywy s. Joanny Lossow odbyło się pierwsze nabożeństwo ekumeniczne z udziałem protestantów i prawosławnych. Duch ekumeniczny wyszedł ze środowiska Lasek i ks. Władysława Korniłowicza, wokół którego już w okresie międzywojennym skupiała się warszawska inteligencja. Był pielęgnowany w kolejnych dziesięcioleciach, inspirując Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, który teraz w Warszawie obchodzony jest nie przez tydzień, ale przez cały styczeń! – Do Lasek mógł przyjechać każdy: prawicowy, komunista, protestant, niewierzący… Każdy czuł się jak w domu. Nikt nikogo nie nawracał, nie poganiał, nie przyspieszał. Dopiero kiedy gość sam pytał, prosił o spotkanie z księdzem, posyłano po ks. Korniłowicza. A jak go spotkał, to już był nawrócony. To były początki ekumenizmu, choć w tamtych czasach nikt tego tak nie nazywał – wspomina z uśmiechem s. Rottenberg. Tę otwartość i życzliwość dla wszystkich, niezależnie od przekonań, zaszczepioną przez założycielkę i duchowych ojców, siostry „mają we krwi”. Prowadząc od prawie 100 lat Bibliotekę Wiedzy Religijnej, z księgozbiorem sięgającym blisko 100 tys. woluminów, wykonują cichą „pracę u podstaw”. – Czytelnicy szukają duchowej lektury i przy tej okazji często siadają z nami przy stoliku, opowiadają o swoich kłopotach, życiu… Tak zwyczajnie, jak w domu. Zaczynamy rozmowę o książkach, a kończymy na Bogu. Niektórzy trafili do nas przypadkowo, inni byli zbuntowani. Potem obserwowałyśmy, jak lektury ich zmieniały, a wiara dojrzewała. Widziałyśmy ich zmagania, pracę nad sobą, ale nigdy niczego nie próbowałyśmy narzucać – mówi bibliotekarka s. Damiana Laske.

    „Ekumenizm” praktyczny

    Życzeniem matki Czackiej było, by niewidomi na ciele modlili się za braci „niewidomych na duszy”: za wszystkich pogubionych, poranionych, którzy oddalili się od Kościoła, błądzą po ścieżkach wiary i niewiary, którzy jeszcze nie odkryli miłości Boga. W klasztorze na Piwnej do dzisiaj z uznaniem wspomina się s. Elię, której zadaniem było przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii. Tak przygotowywała maluchy, że zrobił się z tego katechumenat dla dorosłych. – Były to czasy PRL, wielu rodziców należało do partii, urzędnicy państwowi bali się posyłać dzieci do komunii w swoich parafiach... Przyprowadzali je do s. Elii. Potem sami przychodzili i prosili o ślub, sakramenty. Wreszcie otwierały się im oczy wiary.... Ta mrówcza praca trwała przez kilkadziesiąt lat i myślę, że zaowocowała w czasach stanu wojennego, kiedy w murach naszych placówek szukano pomocy i nikt nie krępował się przekroczyć próg żeńskiego klasztoru – mówi s. Rottenberg Rankiem 13 grudnia 1981 r. do sióstr zaczęły zgłaszać się rodziny internowanych oraz ci, którzy chcieli wtedy działać, pomóc, wesprzeć. Ówczesny rektor ks. Bronisław Dembowski zgodził się ochotnikom udostępnić pomieszczenia sióstr na kilka godzin. Zostali na kilka lat jako Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Komitet zorganizował pomoc dla 16 tys. osób z całego kraju – społecznie, szybko, bez komputerów, telefonów komórkowych, w warunkach stanu wojennego… – Przychodzili wszyscy i nikt nikogo nie pytał, czy jest wierzący, ochrzczony, nikt nie żądał zaświadczeń od proboszcza. Wszyscy zgodnie pracowali dla jednej sprawy. W pełnej wolności – dodaje s. Maria Krystyna. Tej zasady „siostry z Lasek” przestrzegają do dzisiaj. Zawsze taktowne, pokorne, cierpliwe, z ogromną życzliwością i ciepłem wobec każdej ludzkiej biedy: zarówno tej fizycznej, jak i duchowej. Z pomocą Bożą prostują życiowe ścieżki i schody. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół