• facebook
  • rss
  • Gdy umysły ogarnia szaleństwo

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 37/2015

    dodane 10.09.2015 00:00

    „Msza za miasto Arras” to memento w obliczu degradacji podstawowych wartości.

    Wykonawca monodramu „Msza za miasto Arras” w Teatrze Narodowym Janusz Gajos jest zdania, że świat od lat popełnia te same błędy. O tych problemach nie tylko warto, ile należy mówić. – Dla aktora ten tekst jest materiałem godnym poniesienia wszelkich trudów i każdego ryzyka – mówi.

    Do tego tekstu, napisanego w roku 1968, sięga już po raz drugi. Sposób, w jaki relacjonuje wydarzenia, które miały miejsce w nękanym zarazą i głodem XV-wiecznym Arras, osiąga wyraz mistrzowski, chociaż Gajos operuje niezwykle dyskretnymi środkami wyrazu: stosuje autoironię i dystans. By rozpętać piekło, wystarczy znaleźć winnych. Potem spirala wydarzeń nakręca się już sama. Umysły zwykłych, z pozoru uczciwych ludzi, ogarnia szaleństwo. Wiedzieli o tym naziści, wiedzieli komuniści, wszelkiej maści manipulatorzy. Jak widać, największym złem są wszelkie ideologie. To one zatruwają ludzkie dusze. Wielcy polscy pisarze, tacy jak Krasiński czy Żeromski, ostrzegali nas od lat. Ale „zbawcy” ludzkości, przywdziewając maski hipokrytów, grali na ludzkich lękach, nieszczęściach, fobiach i osiągali swoje. Zaczynają więc płonąć stosy, giną niewinne ofiary, sprawcy zacierają ręce. W 1994 roku w Teatrze Powszechnym nieżyjący już reżyser Krzysztof Zaleski zaproponował interpretację tego tekstu Januszowi Gajosowi. Spektakl od razu stał się wydarzeniem, a gdy Gajos po 20 latach przeczytał tekst ponownie, ze zgrozą odkrył, że w mentalności manipulowanej społeczności nic się nie zmieniło. Że dalej działa ten sam mechanizm. I że ten tekst tym bardziej dziś może stanowić groźne memento. Wystarcza iskra, by uruchomić nieludzkie instynkty. Jeśli nawet w którymś momencie przychodzi opamiętanie, jeśli pojawia się poczucie winy, ta refleksja umyka równie szybko, jak się pojawiła. Aktor, który gra uczestnika tych wydarzeń, nie próbuje się oczyszczać, ale na zimno analizuje przyczyny, dlaczego to piekło się rozpętało, i doszukuje się okoliczności łagodzących, z powodu których ludzie zamienili się w okrutne bestie. Ze spektaklu wyłania się przygnębiająca myśl, że wszystko toczy się według zasad perpetuum mobile i nie raz jeszcze staniemy się sprawcami lub ofiarami społecznych kataklizmów. A zaczyna się niewinnie, jak choćby w Arras. Pada cenny koń, sprawcą jest „zapewne” klątwa Żyda Celusa, Rada Miasta rozsądza o winie i ten absurdalny fakt jest jak kamień wyzwalający lawinę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół