• facebook
  • rss
  • Perpetuum mobile

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 50/2015

    dodane 10.12.2015 00:00

    Żądza panowania, strach i demoralizacja. Sztuka Stanisławy Przybyszewskiej w zadziwiająco aktualny sposób odkrywa toksyczny wpływ władzy na ludzi.

    Los bywa okrutny. Bo jak wytłumaczyć fakt, że legendą obrósł pozbawiony talentu literackiego Stanisław Przybyszewski, a jego córka Stanisława z trudem przebiła się na sceny. A to przecież jej autorstwa jest „Sprawa Dantona”, „Dziewięćdziesiąty trzeci” czy wystawiona ostatnio w Teatrze Polskim sztuka „Thermidor” w reżyserii Edwarda Wojtaszka.

    Ta trzecia część tryptyku poświęcona rewolucji francuskiej zadziwia trafnością sądów, znajomością mechanizmów wielkich przewrotów społecznych, a nade wszystko wiedzą. Przy czym sztuka Stanisławy Przybyszewskiej okazała się zadziwiająco aktualna. Odkrywa bowiem toksyczny wpływ władzy na ludzi, którzy zatracili ideały, a to, co im pozostało, to żądza panowania, strach i demoralizacja. Perpetuum mobile. Na scenie pojawiają się rozpaleni walką o władzę i przetrwanie uczestnicy ruchu rewolucyjnego, którzy nie ufają już nikomu, a najmniej swemu przywódcy, zarzucając mu terror i szaleństwo. Robespierre zaczyna być postrzegany jako doktryner, którego trzeba zgładzić. Historia potwierdza, że najniebezpieczniejsze są spiski zawiązywane przez „oddanych” towarzyszy. Najciekawszy fragment sztuki to spotkanie dwóch najbardziej oddanych sobie i sprawie: Robespierre’a i Saint-Justa. Robespierre odkrywa przed idealistycznie postrzegającym rewolucję Saint-Justem swoją machiaweliczną wizję zniszczenia dzieła, które stworzyli. Z obserwacji Robespierre’a wynika, że dzieło rewolucji wynaturzyło się i niszczy samo siebie. Żeby temu przeciwdziałać, trzeba je unicestwić, zanim pożre wszystkie ideały. To nie do pojęcia przez naiwnego, oddanego bez reszty towarzysza. To zapewne linia obrony samej autorki, która do końca idealizowała Robespierre’a. Dzięki niemu, jak pisała, odkryła moralność i „najwyższe duchowe pojęcie ludzkości”. Na tle konfliktu o Robespierre’a Stanisława zerwała z ojcem i nigdy mu nie przebaczyła, że nazwał przywódcę rewolucji „nędznym, głupim adwokatem”. Stanisława Przybyszewska usprawiedliwiała mordy, do jakich dopuszczali się jakobini, uważając widocznie, że cel uświęca środki. Największym walorem spektaklu nie są nawet aktualnie brzmiące tyrady spiskowców, ale kreacje Robespierre’a i Saint-Justa, czyli Marcina Kwaśnego (ostatnio nagrodzonego za filmową rolę rotmistrza Pileckiego) i Krzysztofa Kwiatkowskiego, który ma za sobą rolę Irydiona na deskach Teatru Polskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół