• facebook
  • rss
  • Pokemon do zbawienia przydatny?

    Tomasz Gołąb Tomasz Gołąb

    dodane 24.07.2016 12:14

    Może pokemania ma z religią niewiele wspólnego, ale jeśli kogoś wyciągnie z łóżka w niedzielę do kościoła, to może warto rozważyć jej "ewangelizacyjne" znaczenie? Programiści umieścili bowiem atrakcyjne dla dzieci pokemony także w pobliżu świątyń i figur świętych.

    Jasne: nie chodzimy do kościoła dla pokemonów, ale z powodu żywego Boga, który czeka ze swoimi sakramentami, by hojnie wylewać na nas zdroje łask. Nie dlatego, że twórcy najpopularniejszej obecnie aplikacji umieścili w okolicach świątyń tzw. pokestopy, czyli miejsca, w których gracze mogą zdobyć "cenne" pokebole, ale dlatego, że uobecnia się tam najcenniejsza ofiara Chrystusa, który oddał za nas swoje życie na krzyżu. To Duch Święty obdarza nas wiarą i dodaje siły, żeby z odwagą iść w świat i go zmieniać, zaczynając od własnych słabości. Najlepszy, najbardziej unikalny Pokemon tego nie da. Ale weź to wytłumacz dziecku. Ja starałem się, jak mogłem.

    A teraz kilka słów wyjaśnienia, skąd się wzięła pokemania, czyli gonitwa za wirtualnymi stworami, która ogarnęła właśnie cały cywilizowany świat. To sprawka aplikacji na smartfony Pokemon Go, wykorzystującej tzw. rozszerzoną rzeczywistość. Chodzi o to, że na prawdziwą mapę ulic i obiektów naniesiono wirtualne stwory, które widoczne są, gdy skierujemy na konkretne obiekty kamerę smartfona. Gracze mają możliwość łapania Pokemonów, japońskich stworków, wymyślonych w latach 90. XX w. w firmie Nintendo. Wszystkich jest 151. Żeby je złapać, trzeba się nachodzić. Inaczej się nie da. Jeśli widzieliście dzieci i młodzież dłuższy czas wpatrzonych w ekrany telefonów skierowanych na ulicę, pomnik, tablicę informacyjną albo... kościół - z dużym prawdopodobieństwem trafiliście na ofiarę pokemanii.

    Można się irytować nową modą, zapewne przelotną, jak większość zachcianek intensywnie promowanych w mediach. Można też dostrzec jej jaśniejsze strony. Wybrałem to drugie, gdy jedno z dzieci zapytało mnie w niedzielę, czy koniecznie musi pójść do kościoła. Pokemon, który "zagnieździł" się w pobliżu naszej parafialnej świątyni tym razem bardzo się przydał. Ale to pewnie zrozumieją rodzice, którzy z rytualnym niedzielnym pytaniem mierzą się częściej. I dla których religijne zaangażowanie dzieci odbiega od tego, co sobie sami wymarzyli.

    PS Nie wiem, ile mojemu dziecku zostało w głowie i sercu z niedzielnej homilii. Tylko Bóg wie, jak ona kiedyś zaowocuje. Ale dziś jestem wdzięczny autorom Pokemon Go, że umieścili swoje wirtualne stworki także w pobliżu świątyń. Może ktoś wymyśli aplikację, która będzie polegała na kolekcjonowaniu w rozszerzonej rzeczywistości na przykład świętych? Byłoby więcej do zebrania niż 151.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Michał
      25.07.2016 13:35
      Ludzie zamiast szukać Chrystusa, biegają za wyimaginowanymi, wirtualnymi ludzikami. Apogeum głupoty jeśli chodzi o smartfony.
    • Anna Panna
      25.07.2016 13:53

      Prostytutka też ma z religią niewiele wspólnego, ale jeśli stanie pod latarnią przed kościołem, to mężczyzna, który ją zabierze do samochodu chociaż w tle sobie kościół w niedzielę zobaczy.

      A bez niej by nie zobaczył.


      NOWA EWANGELIZACJAAAA!

    • nex
      25.07.2016 23:53
      Moje dzieci też biegają za pokemonami, za moją wiedzą i zgodą. Do kościoła chodzą chętnie, niektóre służą do mszy (płeć męska). PokemonGo to w gruncie rzeczy uwspółcześniona forma dawnych harcerskich podchodów. Dla rozumnego gracza nie ma tu żadnego zagrożenia duchowego. Ale też żadnego naciąganego znaczenia ewangelizacyjnego.
      Pisze Pan: "Nie wiem, ile mojemu dziecku zostało w głowie i sercu z niedzielnej homilii." To co powinien Pan zrobić jako katolicki ojciec i głowa rodziny? Proste. Rozmawiać z dzieckiem na temat owej homilii.
      W moim domu jest tradycja, że w trakcie niedzielnego obiadu omawia się homilię z porannej mszy, dyskutuje o czytaniach. Na luzie i ciekawie. Każdy rzuca swoje przemyślenia, zazwyczaj są różne punkty widzenia. To wciąga w rozmowę małych, średnich i dużych.
      Myślę, że zamiast liczyć na "podmioty zewnętrzne" w wychowaniu religijnym swoich dzieci trzeba wziąć sprawę w swoje ręce. Panu redaktorowi polecam modlitwę do św.Józefa, patrona ojców i opiekuna rodzin o inspiracje w tej materii.
    • Maria
      08.08.2016 09:03
      Artykuł tragiczny, widać ze p. redaktor nie załapał o co tak naprawdę chodzi, nie widzę w tej grze niczego edukacyjnego, to pokazuje jak mamy już zmanipulowane pokolenie poprzez media. Motywowanie dziecka pojściem do kościoła poprzez łapanie pokemona jest żałosne ....
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół