• facebook
  • rss
  • Nie tacy znowu źli

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 06/2017

    dodane 09.02.2017 00:00

    Czasami udajemy gorszych, niż w istocie jesteśmy.

    Akcje charytatywne, które inicjuje Kamienica, spektakle pokazujące nasz heroizm, jak choćby „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”, teksty o charakterze edukacyjnym, np. „Wiera Gran”, a oprócz tego lekkie, satyryczne komedie prezentujące nasze słabości, jak ostatnia premiera „SPA” – wszystko to łączy w swoim repertuarze Emilian Kamiński.

    Jak to robi, nie wiadomo, ale widownia teatru jest zawsze pełna. Emilian Kamiński otwarty jest na pomysły debiutantów, ale zdarza mu się także tworzyć spektakle autorskie. „SPA, czyli Salon Ponętnych Alternatyw”, to właśnie wieczór autorski. Emilian Kamiński jest autorem scenariusza i reżyserem spektaklu. Wydaje się przy tym, że spełnia potrzeby dużej części widowni, która chciałaby się w karnawale beztrosko rozerwać. Jednak po obejrzeniu sztuki konstatujemy, że zostawia ona garść refleksji. Rzecz dzieje się w zakopiańskim hotelu, do którego ma przyjechać Bardzo Ważny Dyrektor. Od jego opinii zależeć będzie „być albo nie być” tej turystycznej placówki. W wyniku pomyłki (z nazwiskami, a jakże!) wszelkie splendory spadają na inną parę, korzystającą z usług pensjonatu, w którym akurat wszystko się psuje. Dowcipne dialogi, okraszone miejscami rubaszną góralską gwarą, nie pozwalają widzom nudzić się ani przez chwilę. Widok na Giewont nie satysfakcjonuje w pełni par, które muszą nie tylko dzielić się jedyną w tym pensjonacie łazienką, ale także zamienić się... na chwilę żonami. Co się na końcu okazuje? Że tak naprawdę młodzi czują się najlepiej w stałych związkach, a piekarz z Rybnika nie doznaje zawrotu głowy, gdy traktują go jako ważnego VIP-a. Mało tego, panienka niezupełnie przyzwoitych obyczajów, zaproszona przez istotnie ważnego celebrytę, dozna moralnej metamorfozy, gdy jeden z gospodarzy dojrzy w niej nie tylko ponętne ciało, ale i piękną duszę. Możemy więc drugi człon tytułu sztuki odczytać tak, że spośród tych najbardziej ponętnych alternatyw najchętniej wybieramy znane, swojskie, z którymi jesteśmy uczuciowo związani. A więc jacy jesteśmy? Nie tacy źli, jakby się na pozór wydawało.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół