• facebook
  • rss
  • Samo życie

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    Gama spostrzeżeń znakomitej aktorki dotyczących życia wzrusza i zadziwia.

    Rzadki to przypadek, że aktorka sprawia jednocześnie przyjemność sobie i widzom. A tak jest w przypadku monodramu Grażyny Barszczewskiej, zaprezentowanego w Teatrze Polskim. „Niezatańczone tango” powstało z okazji jubileuszu 70. urodzin aktorki, która postanowiła napisać dla siebie scenariusz na podstawie tekstów Wiesława Myśliwskiego.

    Fragmenty, jakie wybrała, pokazują kobietę, która potrafi zmierzyć się z przeciwnościami losu i która wie, że życie składa się z bolesnych zdarzeń oraz z drobnych radości. Jej postać jest wielobarwna, a przez to niezwykle nam bliska. Kiedy narzeka, że ekspedientki oszukują ją na wadze, podzielamy jej irytację. Ale już heroiczna postawa wobec śmierci najbliższego człowieka imponuje nam. To jest właśnie mądrość: zgoda na to, co przynosi los. Bo ta kobieta, mimo demonstrowanej niekiedy małostkowości, jest mądra, a także czuła i wierna. Grażyna Barszczewska wybrała z dojrzałej prozy Wiesława Myśliwskiego to, co pokazuje człowieczeństwo – jego i jej. Łącznie z rodzajem pasji, czy nawet obsesji, jaką jest dla niej tango, symbol uniesień, zwycięstw, ale i niespełnienia. – W tangu o wszystkim się zapomina, wszystko przestaje boleć. Kto nie umie tańczyć tanga, ten w ogóle jakby żyć nie umiał – mówi, wspominając najlepsze czasy, konkurentów, których odrzucała, ale i moment, gdy życie stawało się trudniejsze. Forma spektaklu w reżyserii Leszka Bzdyla jest równie nietypowa. W czasie wynurzeń aktorki na scenie jest jej syn, Dominik Łoś, który pakuje rzeczy matki, przywodząc na pamięć jej gusta i przyzwyczajenia. Przez cały spektakl nie odzywa się ani słowem, a przecież czuje się między nimi jakąś mimowolną interakcję. Dopiero w ostatnim kadrze prosi matkę do tańca. Ten taniec kobiety, która już na to nie liczyła, jest wzruszający i w jakimś sensie radosny. Wśród wielu znakomitych ról aktorki te intymne wynurzenia pokazują jej nowe, ciepłe oblicze. Piękny wieczór. I na koniec zaduma nad tekstem wyrytym na ścianie Narodowej Akademii Tanga w Buenos Aires: „Smutek jest starszy od ciała. W tangu staje się ciałem. Smutek jest starszy od miłości. W tangu przyzywa miłość”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół