• facebook
  • rss
  • Matka zawsze pocieszy

    dodane 17.08.2017 00:00

    Ileż żalów i żarliwych próśb wysłuchała przez ponad 400 lat Pani Ziemi Grójeckiej. Modlili się przed Nią szlachetnie urodzeni, dwa razy wyprosiła uzdrowienie Stanisława Papczyńskiego.

    Zdala od miejskiego zgiełku, w ciszy drewnianego sanktuarium, Maryja wciąż czeka na tych, którym w życiu szczególnie trudno.

    Pielgrzymkowy Lewiczyn

    – Wszystko u Niej wyprosiłam. I zdrowie, i rodzinę. Ona tu u nas jest Panią – mówi 87-letnia Władysława Kołacz, która z 20-litrowym garem zupy pomidorowej i baniakiem kompotu wiśniowego na przykościelnym parkingu wypatruje Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej Akademickich Grup „17”. – Ugotowałam świeże, domowe… Cieszę się, że jeszcze mogę coś dla kogoś zrobić – dodaje. Co roku w sierpniu warszawscy pielgrzymi w drodze na Jasną Górę zatrzymują się w Lewiczynie, u Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych. I chociaż to dopiero początek dwutygodniowego pątniczego trudu, siadają przy Niej na drewnianej podłodze i mówią o swoich prośbach, intencjach, rozterkach. Albo na kolanach, wokół ołtarza, wymadlają łaski. – Matka jest jedna, chociaż ma wiele „twarzy”: Łaskawej na Starym Mieście w Warszawie, Pocieszycielki w Lewiczynie, Czarnej Madonny na Jasnej Górze. Ona jest zawsze ta sama: ciepła, uważna, słuchająca… – mówi Dorota pielgrzymująca z córką w „Siedemnastkach”. – Każde sanktuarium maryjne jest miejscem, które dodaje nam sił, ale też w którym zostawiamy swoje strapienia i trudy drogi.

    Dlatego z Lewiczyna zawsze wychodzimy wzmocnieni – podkreśla przewodnik warszawskiej pielgrzymki ks. Wojciech Świderski SAC. W tym roku postój pątników w Lewiczynie był wyjątkowo odświętny. Właśnie to sanktuarium na pielgrzymkowej drodze Katarzyna Stańczyk z Wyszkowa i Piotr Winiarek z Garwolina wybrali na miejsce złożenia przysięgi małżeńskiej. – Poznaliśmy się rok temu na pielgrzymce „Siedemnastek” i także na pielgrzymce postanowiliśmy wziąć ślub. Chcemy naszą miłość, rodzinę, dalsze życie zawierzyć Maryi, dlatego wybraliśmy sanktuarium w Lewiczynie – mówią nowożeńcy, którzy 7 sierpnia w obecności ponad tysiąca pielgrzymów powiedzieli sobie sakramentalne „tak”.

    Chusteczka na łzy

    Na cudownym wizerunku, który do lewiczyńskiego kościoła trafił w 1604 r. dzięki darowiźnie ks. Jana Opalińskiego, opata z Rokitna, Maryja trzyma na ręku przy sercu Dzieciątko. Trzyma również białą chusteczkę, jakby chciała otrzeć łzy modlących się przed Nią wiernych. Dlatego czczona jest jako Pocieszycielka Strapionych. A to, że wysłuchuje w sposób niezwykle skuteczny, wiadomo było już, od kiedy wizerunek zawisł w drewnianej świątyni, a wokół niego zaczęło przybywać składanych wotów. Rozgłos spowodowany cudami i łaskami otrzymanymi za wstawiennictwem Pani z Lewiczyna dotarł w 1678 r. do biskupa poznańskiego Stefana Wierzbowskiego. Wysłał więc do Lewiczyna dwie komisje teologów, które sprawę zbadały i stwierdziły nadprzyrodzoność otrzymywanych w tym miejscu łask. Na czele trzeciej komisji przyjechał sam biskup poznański. Pozostawił podpisany pergaminowy dokument potwierdzający kult cudownego obrazu oraz zalecenie tamtejszym kapłanom, by „z ambony cuda te ogłaszali dla rozbudzenia większej pobożności do Matki Bożej, jedynej ucieczki strapionych i Matki Naszej Miłosiernej”. – Po wizycie biskupa poznańskiego powstała pierwsza księga łask. Drugą zaczęto spisywać na początku XX wieku. Do tej pory odnotowano w nich 622 cudowne uzdrowienia. Dwa wpisy dotyczą Stanisława Papczyńskiego, założyciela zgromadzenia księży marianów, którego papież Franciszek przed rokiem kanonizował – mówi proboszcz ks. Andrzej Juńczyk. Jedna z ostatnich łask dotyczyła młodego mieszkańca parafii, który wrzucił do ogniska pojemnik po dezodorancie. Wybuch poważnie poparzył mu ciało. – Cała parafia przez ponad miesiąc modliła się o jego uzdrowienie – mówi proboszcz. – Po oparzeniach zostały tylko niewielkie ślady, co sami lekarze określili jako niespotykane. W księgach uwieczniono głównie uzdrowienia fizyczne. Ale ile jest takich, których gołym okiem nie widać! Nawróceń, uwolnień od nałogów, zaburzeń psychicznych, lęków, uzdrowienia relacji małżeńskich i rodzinnych… – Dla mnie cudem są ludzie tu mieszkający: z otwartym sercem, zaangażowani na rzecz parafii i tego miejsca, ofiarni, naprawdę dobrzy. Matka Boża ich ukształtowała przez pokolenia – mówi ks. Juńczyk o 2100 mieszkańcach swojej parafii.

    Papieskie błogosławieństwo

    W szklanej gablocie w prezbiterium można zobaczyć pergamin ze specjalnym błogosławieństwem św. Jana Pawła II i jego podpisem: „Z serca przepełnionego apostolską miłością błogosławię wszystkim parafianom i pielgrzymom, którzy modlić się będą przed cudownym obrazem Matki Bożej w Lewiczynie”. Papież znał Lewiczyn. 10 sierpnia 1975 r., w imieniu Ojca Świętego Pawła VI, prymas Stefan Wyszyński nałożył koronę na głowę Dzieciątka Jezus, a głowę Matki Bożej ukoronował ówczesny metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła. Pierwszy jest teraz sugą Bożym, drugi – już świętym. Pamiątką po tym wydarzeniu jest wyeksponowany w kościele ornat, w którym kard. Karol Wojtyła dokonał koronacji cudownego wizerunku. Są też jego relikwie, a oprócz nich relikwie św. Brata Alberta, św. Stanisława Papczyńskiego i zainstalowane w ubiegłym roku relikwie patronującego parafii św. Wojciecha. W świątyni, która w tym miejscu stoi już od co najmniej 1310 r., można znaleźć również inne cenne pamiątki. Król Zygmunt III Waza ofiarował jej monstrancję (a drugą przekazał na Jasną Górę). Jan III Sobieski po wiktorii wiedeńskiej podarował materiał z namiotu tureckiego wezyra (fragment tego materiału został wszyty do jednego z ornatów). W historię podgrójeckiej wsi wpisał się też Tadeusz Kościuszko, który 27 czerwca 1794 r. właśnie w niej przygotowywał plan obrony Warszawy przed Moskalami.

    Pieszo, rowerem, autokarem…

    Turyści podziwiają jedną z niewielu już na Mazowszu świątyń drewnianych, zabytek klasy zero, stojący w pięknie odrestaurowanym otoczeniu. To, co przez wieki było dla lewiczyńskiego sanktuarium carskim przekleństwem, dzisiaj zdaje się błogosławieństwem. Chcąc utrudnić pielgrzymom dotarcie do cudami słynącego wizerunku, car zakazał budowy głównych dróg przez Lewiczyn, chociaż miejscowość jest położona na dawnym trakcie królewskim wiodącym z Warszawy do Krakowa. Trudny dostęp spowodował, że liczba pielgrzymów spadła, a sanktuarium zaczęło popadać w zapomnienie. – Teraz to się zmienia i do Lewiczyna można wygodnie dojechać. Odwiedza go coraz więcej pielgrzymów i turystów. Zatrzymuje się u nas kilka pielgrzymek rowerowych, dużo grup przyjeżdża autokarami, odbywają się też coroczne dni skupienia duchowieństwa kilku dekanatów – stwierdza proboszcz. – Cenię sobie ciszę, która tu panuje. Poczucie bezpieczeństwa, spokój i spojrzenie Matki Bożej, gotowej wysłuchać i pomóc – mówi Mirosława Tekiel z Kielc, która z „Siedemnastkami” pielgrzymuje po raz 39. – Wiem, że wychodzę stąd z Jej błogosławieństwem.

    Joanna Jureczko-Wilk

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół