• facebook
  • rss
  • Odreagować śpiewem

    Hanna Karolak

    |

    Gość Warszawski 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Znany sprzed lat spektakl teraz zobaczymy w wersji wokalnej.

    Tytuł przedstawienia zaprezentowanego w Teatrze Kamienica brzmi „Dzień Świra opera/musical”. Niemal każdy z nas pamięta film Marka Koterskiego z Markiem Kondratem w roli głównej, choć od tamtej premiery minęło 15 lat. Bohater pierwowzoru, Adaś Miauczyński, w swoim proteście wobec rzeczywistości wydawał się bliski każdemu z nas. Każdemu z nas przecież w otaczającej rzeczywistości coś w mniejszym czy większym stopniu doskwierało. Nie zdobylibyśmy się jednak w żadnym razie na przeklinanie świata z taką pasją, jak czynił to Adaś Miauczyński. Mogliśmy się więc rozgrzeszyć i podłączyć do tego protestu przeciwko wszystkiemu, co nas boli, irytuje i mierzi. Tymczasem świat szedł do przodu, wcale nie we właściwym kierunku. Lata mijały, a nas ciągle coś irytowało. Tak więc „Dzień Świra” był tym, co pomagało odreagować stres. Powoli zapominaliśmy o Adasiu Miauczyńskim, aż tu nagle na afiszu zobaczyliśmy ten kultowy tytuł. Okazało się jednak, że realizatorzy postanowili zmienić formę naszego protest songu. Na muzyczną. I tak przekleństwa niezadowolonego z życia polonisty będą teraz brzmiały np. na trzy czwarte. No i naturalnie trzeba było dopasować do tego musicalu obsadę. Maciej Miecznikowski, aktor, wokalista, a nawet multiinstrumentalista, wcieli się w Adasia Miauczyńskiego.

    A wszystko dlatego, że pewnego dnia reżyser Marcin Kołaczkowski spotkał się z Hadrianem Filipem Tabęckim, kierownikiem muzycznym, i razem stwierdzili, że właśnie „Dzień Świra” stanowi genialne libretto dla współczesnego polskiego musicalu. Jednych to zachwyca, innych nie. Ci inni tęsknią do oryginału, przypominają sobie cięte riposty, jakie serwuje nieudanemu życiu Marek Kondrat. A owe riposty, a nawet przekleństwa, brzmią wyjątkowo wiarygodnie. Współbrzmią z naszymi odczuciami. Tak to bywa ze sztuką. To, co jednych bawi, innych niekoniecznie. Spektakl jest starannie zaaranżowany, ale tekst oryginału stracił nieco na „pazerności”. Czy dlatego, że piosenka to jednak piosenka, a nie wykrzyczany z głębi trzewi kłujący ból? Aktorzy bawią się świetnie, bo każdy ma do odegrania wiele ról… Ale my chcielibyśmy naszym własnym głosem wykrzyczeć to, co nas boli. Dlatego może żal nam tych inwektyw Kondrata. A już na pewno nie chce nam się tańczyć, choć choreo- grafia Jarosława Stańka zaprasza do tego także widzów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół