• facebook
  • rss
  • To za grzeszników…

    Agata Ślusarczyk

    |

    Gość Warszawski 34/2017

    dodane 24.08.2017 00:00

    Żeby zrozumieć fenomen pielgrzymki, trzeba wyruszyć w drogę. I dać Bogu szansę, by z każdym krokiem przemieniał nas. I całą Polskę.

    Ruszamy dziarsko ze św. Anny. Cały rok czekam na ten moment. Na pielgrzymich koszulkach grupy Biało-Czerwonej 37. Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej mamy napisane „Wojownicy Pana”! W tym roku idziemy pod hasłem „Synu, oto Matka twoja”.

    Sztafeta pokoleń

    Jeszcze na placu Zamkowym do plecaka dopakowujemy ostatnie intencje. Młoda mama, żegnając pielgrzymów, prosi, by modlić się o jej uzdrowienie – po porodzie straciła słuch. Z okien machają nam mieszkańcy. „Proszę się za mnie pomodlić” – odczytuję z ruchu ust staruszki. Plecak z intencjami szybko zaczyna się zapełniać. Mam wrażenie, że każda spotkana na szlaku osoba nosi w sobie niemą prośbę o modlitwę. Proboszcz z Czerniewic dorzuca także swoją – o cudowne uzdrowienie ciężko chorej Julci, w intencji której modli się już cała parafia. Prośby włączamy do codziennej modlitwy różańcowej. – To dla mnie wielkie przeżycie, że mogę kontynuować ponad 300-letnią tradycję pielgrzymowania. Co roku modlę się za ojczyznę, to moja cegiełka w tej sztafecie pokoleń – mówi Agnieszka Żurek z grupy Biało-Żółtej.

    Święty czas

    Upał straszny. Ciężko się idzie. Asfalt klei się do butów. Mieszkańcy Czerniewic witają nas pomidorówką, zalewajką i domowym kompotem. – Bez was byśmy nie doszli – dukam przez ściśnięte gardło. – Pomagać pielgrzymom to nasz obowiązek – mówi starszy mężczyzna, również wzruszony. Za bezinteresowną ludzką dobroć dziękuję Bogu na każdym kroku – zwilżając chustkę w wystawionej przy drodze wodzie, zagryzając kiszonym ogórkiem – dobrym na upały, czy pomidorem zaoferowanym przez gospodarzy na trasie. Starszy pan zaprasza na zrobione przez siebie śniadanie… 7. dnia pielgrzymowania nie daję już rady. Siadają mi kolana. Ściągam sandały i ciągnę ostatni etap trawiastym poboczem na boso. Walczę, by mimo bólu wciąż zachować pogodę ducha. – Pielgrzymka to święty czas. Maryja na szlaku bardzo się nami opiekuje, tylko trzeba to dostrzegać – mówi Ewa Krasnodęmbska, pątniczka z Biało-Czerwonej. Siedzę umęczona na trawie z nogami w misce z zimną wodą. Niespodziewanie jakiś mężczyzna przynosi ocet i zaleca, by babciną metodą dodać go do wody. Wracają siły. Rozbijamy namioty. Wiele osób decyduje się tej nocy na nocleg w stodole. Poczta pielgrzymkowa głosi, że czeka nas burzowa noc. Mimo zmęczenia trudno zasnąć. Huczy i błyska na zmianę. Półszeptem modlimy się, by przeszło bokiem. Inni metodą na „Jezu, ufam Tobie” zasypiają do razu. Byli też tacy, którzy poranne oberwanie chmury zdecydowali się przeczekać w toi toiu… Jakiś „przydrożny anioł” podarował pielgrzymom reklamówkę z suchymi skarpetami.

    Na spotkanie z Matką

    Słońce znów w zenicie. Buty i mokre ubrania trochę przeschły. Jak na rekolekcje w drodze przystało, przez pielgrzymkowe tuby słychać nauczanie. Proszę Boga, by ta droga mnie przemieniła… W zamyśleniu idzie młody chłopak. Marek na co dzień mieszka w Niemczech, na pielgrzymkę wyruszył po raz pierwszy. Po raz pierwszy na szlaku sam z siebie zaczął także odmawiać Różaniec. Podczas wieczornej modlitwy usłyszał w sercu wyraźne wezwanie: „Wyrusz na pielgrzymkę do Rzymu. S am”. Z przejęcia nie spał prawie całą noc. Otwieram dzisiejszą Ewangelię – Jezus zachęca Piotra, by… wyszedł z łodzi. Przypadek? Po asfalcie wózek z 6-letnią Julcią całkiem sprawnie się prowadzi. Dużo gorzej idzie po piachu. Pchamy w dwie osoby. Wyręcza nas silniejszy brat. Chętnych do pomocy na szlaku nie brakuje. Sylwia Onieszczuk, główna kwatermistrzyni, na nocleg przyjeżdża pierwsza. Serdecznie wita się z gospodarzami. Co roku w Prucheńsku Dużym na pielgrzymów z chlebem i solą czekała ponad 90-letnia babcia Weronika. Babcia Weronika umarła, tradycja pozostała. W tym roku swoje gospodarstwa, garaże na punkty medyczne, łąki na pola namiotowe i stodoły użyczyło pątnikom ponad 500 gospodarzy. Niektórzy pielgrzymują z WAPM już 37. raz mimo chorób, starczych niemocy czy… śmierci małżonka. 10. dzień pielgrzymki. Jasną Górę widać już na horyzoncie. Ewa Krasnodęmbska w sercu jeszcze raz jeszcze poleca Matce swoje intencje. Idąc w pielgrzymce, modli się o nawrócenie grzeszników. O taką modlitwę prosiła Maryja w Fatimie. – Na ostatnim etapie, przed samą Częstochową, nagle zaczęłam opadać z sił… Rozbolały mnie stopy, potem kolana i biodra. Szłam zgięta w pół i w myślach nieustannie powtarzałam: „Maryjo, to za grzeszników” – wspomina ze wzruszeniem. Po przyjściu na Jasną Górę ból ustał. Nagle. Tak samo jak nagle i niespodziewanie przyszedł. Na przywitanie się z Matką mamy niecałą minutę. Co można powiedzieć w tak krótkim czasie? Łzy cisną się do oczu. – Do zobaczenia za rok! – szepcę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół